logo
logo

Zdjęcie: M.Marek/ Nasz Dziennik

Ratowała wieś

Wtorek, 25 marca 2014 (02:00)

W okupowanej przez Niemcy Polsce po tzw. aryjskiej stronie uratowano 50-60 tys. Żydów. Wybawienie od śmierci przynosiła głównie wieś.

Skala pomocy Żydom w okupowanej Europie to temat, który wciąż czeka na swoich historyków. Problemem są skąpość źródeł i nieżyjący już często świadkowie. W sali audytoryjnej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego odbyła się sesja „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Zakres i formy pomocy udzielanej Żydom w Europie Środkowo-Wschodniej okupowanej przez III Rzeszę”. Honorowy patronat nad konferencją objęli marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl i ks. bp Jan Wątroba.

– Nasza konferencja ma charakter szczególny, ponieważ odbywa się w 70. rocznicę zamordowania rodziny Ulmów w Markowej pod Łańcutem – wskazał prowadzący konferencję prof. Wacław Wierzbieniec, historyk specjalizujący się w dziejach i kulturze Żydów na ziemiach polskich w XIX i XX wieku.

To na tym terenie powstaje Muzeum Polaków Ratujących Żydów na Podkarpaciu im. Rodziny Ulmów w Markowej.

Sejmik Województwa Podkarpackiego ogłosił rok 2014 Rokiem Rodziny Ulmów. Marszałek Władysław Ortyl poprosił Papieża Franciszka o rozważenie ewentualnego przyspieszenia jej procesu beatyfikacyjnego.

– Żyjemy w czasach, w których również jesteśmy otwarci na pomaganie bliźnim, ludziom potrzebującym. Ale dzisiejsze pomaganie innym związane jest właściwie z dawaniem czegoś, co nam w pewnym sensie zbywa, albo dzieleniem się czymś, czego dawanie aż tak bardzo nie boli – zauważył prof. Aleksander Bobko, rektor Uniwersytetu Rzeszowskiego. – Gdy zastanawiamy się dziś nad heroicznymi czynami osób, które –jak Ulmowie – na jednej szali położyły własne życie, ratując innych, przechodzą człowiekowi dreszcze po plecach. Czy ktoś z nas byłby dziś zdolny do takiego poświęcenia? – pytał panelista.

Z bardzo ciekawym wykładem przyjechał do Rzeszowa prof. Antonio Faura z Oradei w Rumunii. Przed wojną w tym regionie mieszkało ponad 2 mln ludzi, w tym ok. 150 tys. Żydów. Większość z nich deportowano do gett i obozów koncentracyjnych.

Faur przywołał trzy nazwiska. To Mihai Marina, główny konsul Rumunii w Oradei w latach 1941-1944, burmistrz Teodor Popoviciu, wybawca setek Żydów, który zmarł w 1945 r., i prawnik, były deputowany rumuńskiego parlamentu dr Aurel Socol, który dla ratowania Żydów zdecydował się nie wracać do Rumunii, tylko pozostać na północnym Zakarpaciu. Dzięki zabiegom tych osób udało się ocalić setki Żydów. Był wśród nich m.in. rumuński dyplomata dr Miksa Kupfer z rodziną. Faur zaznaczył, że podobnie jak w Polsce, Żydów w Rumunii ratowali przede wszystkim mieszkańcy wsi.

 

Luki w dokumentach

Dziś, z racji że większość osób zaangażowanych w pomoc Żydom już nie żyje, istnieje poważny problem z udokumentowaniem tego faktu.

– W Rumunii badania dotyczące osób ratujących Żydów są nadal w fazie początkowej. Mamy zbyt mało wspomnień z pamiętników mówiących o tym, w jaki sposób Żydzi byli ratowani w północnej Transylwanii przez węgierskie i rumuńskie rodziny chłopskie – zauważyła prof. Daciana Erzse z Oradei.

Wiadomo jednak, że między kwietniem a czerwcem 1944 r., dzięki nielegalnym przejściom granicznym z Węgier do Rumunii przez Oradeę, uratowano setki polskich Żydów, którzy uniknęli losu swoich węgierskich współbraci wysyłanych do obozów koncentracyjnych.

Profesor Ihor Szczupak z Dniepropietrowska na Ukrainie – który rozpoczął swój wykład od podziękowania Polsce za solidarność –zwrócił uwagę na motywację ludzi, którzy ryzykowali własnym życiem i życiem swoich bliskich, ratując Żydów. Pomoc ta, oprócz wymiaru historycznego, ma przede wszystkim wymiar moralny i ludzki.

– Ukraińcy, którzy ratowali Żydów, narażali się na zagładę. Naziści zakazywali ukrywania ich pod karą śmierci. Wśród osób ratujących Żydów byli ludzie prości, chłopi. Zaliczyć tu trzeba również tych, którzy uważali pomoc Żydom za swój religijny obowiązek. Te działania nie mogły być przeprowadzone bez polskich Ukraińców, którzy narażali własne życie –podkreślił Szczupak.

Największą liczbę „sprawiedliwych” Instytut Yad Vashem zarejestrował w okolicach Wołynia. Takich miejsc było jednak znacznie więcej. Rzecz w tym, że sowieckie władze nie zbierały dokumentów dotyczących procesu ratowania Żydów. Pojawia się problem podobny do rumuńskiego. Do dziś wiele faktów dotyczących tej historii nie zostało ujawnionych.

Prelegenci byli zgodni, że wszędzie tam, gdzie na terenach okupowanych przez Niemców mieszkali Żydzi, znajdywały się osoby świeckie, duchowni i instytucje, w tym szczególnie związane z Kościołem katolickim, które decydowały się przyjść z pomocą Żydom. Tak – jak wskazywała mgr Marta Ansilewska z Berlina – było w Polsce, na Litwie, Łotwie, w Estonii i na terenach Zakarpacia, podkarpackiej Rusi, Czechosłowacji czy Węgier, gdzie Żydzi stanowili ponad 10 procent.

– Tragedia Żydów węgierskich rozpoczęła się w lecie 1941 r. – opowiadała dr Fediniec Csilla z Budapesztu. Chodzi o imigrantów z Galicji, w większości biednych Żydów, urodzonych w Polsce lub Rosji. – W latach 1941-1942 przynajmniej 20 tys. Żydów zostało deportowanych. Większość z nich była ofiarami masakry w Kamieńcu Podolskim, reszta zmarła w gettach wschodnio-galicyjskich. W 1944r. Żydzi zakarpaccy zostali deportowani do Galicji do gett i byli transportowani do Auschwitz-Birkenau – przypomniała Csilla.

Wielu narażało życie

W okupowanej Polsce, o czym mówił prof. Wacław Wierzbieniec, po tzw. aryjskiej stronie uratowano 50-60 tys. Żydów. Liczby te wskazują na bardzo dużą skalę i zakres pomocy. – Na każdego z ukrywających się przypadało co najmniej kilka osób, które mu w tym pomagały. Życie narażało bardzo wiele osób – zaznaczył historyk.

Doktor Mateusz Szpytma z Krakowa dodał, że w Polsce za pomoc Żydom zginęło co najmniej tysiąc Polaków, z nazwiska znamy ponad 700 osób. Wśród nich było wiele całych rodzin. – Symbolem ich heroicznej postawy stała się historia rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów i ich siedmiorga dzieci zamordowanych 24 marca 1944 r. w Markowej. Gdy w 1942 r. okazało się, że markowscy Żydzi są deportowani do obozów pracy lub mordowani na miejscu, Ulmowie zdecydowali, że należy wesprzeć tych, których znali – mówił Szpytma. Wśród ukrywanych w ich domu Żydów znalazło się pięciu mężczyzn z Łańcuta o nazwisku Szall – ojciec i czterech synów, oraz sąsiedzi Józefa: Layka, jej siostra Gołda Goldman i dziewczynka, przypuszczalnie córka Layki.

Organizatorami konferencji byli: Zarząd Województwa Podkarpackiego, rzeszowski oddział Instytutu Pamięci Narodowej, Instytut Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego, Państwowa Wyższa Szkoła Techniczno-Ekonomiczna w Jarosławiu oraz Muzeum – Zamek w Łańcucie.

Piotr Czartoryski-Sziler, Rzeszów

Nasz Dziennik