logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Raz matka, raz ojciec

Wtorek, 3 czerwca 2014 (02:21)

Modelowanie prawa pod dyktando subiektywnych przekonań osób cierpiących na zaburzenia sklasyfikowane na międzynarodowej liście chorób to absurd – ostrzegają prawnicy, komentując ministerialne propozycje prawa o zmianie płci.

 

Projekt zmian w prawie cywilnym i rodzinnym regulującym zmianę płci przygotowuje Ministerstwo Sprawiedliwości w porozumieniu z resortem zdrowia. Formalne uzasadnienie to stworzenie prawa porządkującego sytuację prawną osób transpłciowych, a więc tych, których „tożsamość płciowa jest odmienna od płci metrykalnej, ujawnionej w aktach stanu cywilnego”.

Projekt jest w fazie konsultacji społecznych. Dokument rządowy wprowadza regulację procesu korekty płci metrykalnej, instytucję dokumentu tymczasowego oraz uregulowanie legalności chirurgicznych zabiegów adaptacyjnych.

W procesie zmiany płci mini- sterialni urzędnicy akcentują rolę czynników psychicznych; to one mają mieć istotny charakter przy występowaniu o zmianę płci. Osoba, która chce urzędowej zmiany swojej płci metrykalnej, w pierwszej kolejności musi uzyskać dokumentację od lekarza prowadzącego, który potwierdzi zaburzenie w tożsamości płciowej. Z tą diagnozą musi z kolei zapoznać się trzyosobowa komisja lekarska z psychiatrą, seksuologiem i psychologiem w składzie. Komisja wydawałaby orzeczenie będące decyzją administracyjną – o jej wydanie może się już ubiegać osoba 16-letnia, za zgodą rodziców. Z takim orzeczeniem szłoby się do sądu, który orzekałby o zmianie płci.

Orzeczenie o korekcie płci ma oznaczać, zgodnie z założeniami resortu, konieczność wprowadzenia zmian do aktu urodzenia. Osoba taka automatycznie uzyska „pełny status prawny związany z nową płcią”, w tym m.in. możliwość zawarcia małżeństwa z osobą innej płci. Z wnioskiem o zmianę płci nie mogłaby wystąpić osoba pozostająca w związku małżeńskim. Chyba że wcześniej uzyska rozwód. Orzeczenie sądu, po uprawomocnieniu się, da możliwość poddania się „zabiegowi adaptacyjnemu”, czyli chirurgicznemu usunięciu narządów płciowych i wytworzeniu nowych. Przepisy mają korespondować z najnowszym orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, uznającego „prawo do życia zgodnie z własną tożsamością płciową”.

Założenia resortu sprawiedliwości entuzjastycznie ocenia Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Zdaniem Fundacji, wprowadzenie zasady dobrowolności zabiegów adaptacyjnych umożliwia przeprowadzenie zmiany zapisu w aktach stanu cywilnego wyłącznie na podstawie psychicznego przekonania osoby zainteresowanej, bez konieczności zabiegu chirurgicznego. Opinia została sporządzona na prośbę ministerstwa.

Za słuszną, zdaniem Fundacji, należy także uznać propozycję refundacji zabiegów adaptacyjnych oraz terapii hormonalnej. Jak wynika z informacji ministerialnych, wstępne koszty badań prowadzących do zmiany płci to 3 tys. zł, tranzycja z płci męskiej na żeńską wynosi 15 tys. zł, odwrotna – 45 tys. złotych. W Polsce rocznie do „weryfikacji w celu zmiany płci” ma zgłaszać się ok. 200 osób.

Sceptycznie opinię Fundacji traktuje Instytut na rzecz Kultury Prawnej „Ordo Iuris”.

– Nie do końca wiadomo, co HFPC miała na myśli, mówiąc o prawie do sposobu życia zgodnie z własną tożsamością płciową. Mamy tu przecież do czynienia z osobami cierpiącymi na zburzenia tożsamości płciowej. Pomysł, żeby kształtować stan cywilny pod dyktando subiektywnych przekonań osób cierpiących na zaburzenia znajdujące się na liście międzynarodowej klasyfikacji chorób, jest co najmniej kontrowersyjny. Tym bardziej że jak wynika ze szwedzkich badań przeprowadzonych w Karolinska Institutet, obejmujących 324 osoby transseksualne przebadane w ciągu trzech dekad (1973-2003), po przeprowadzeniu procedury tzw. zmiany płci obserwuje się wśród osób jej poddanych wyraźnie większą śmiertelność. Wykazują one poważnie zwiększoną podatność na zachowania samobójcze i choroby psychiczne niż reszta populacji – tłumaczy dr Joanna Banasiuk, ekspert Instytutu.

Zaznacza, że HFPC nie dostrzega normatywnego wymiaru genetycznej struktury ludzkiej płciowości i opowiada się za kształtowaniem informacji w aktach stanu cywilnego pod dyktando subiektywnych odczuć, które mogą ulegać zmianom. Tymczasem, podkreśla dr Banasiuk, płeć jest faktem, który z powodu znaczenia prawnego (m.in. określa możliwość zawarcia małżeństwa, wiąże się z domniemaniem ojcostwa) jest ustalany i znajduje swój wyraz w księgach stanu cywilnego. HFPC opowiada się za zasadą dobrowolności zabiegów adaptacyjnych na podstawie psychicznego przekonania osoby zainteresowanej. Tymczasem powodują one swoiste rozszczepienie stanu cywilnego – w odniesieniu do jednego dziecka osoba może być matką, w odniesieniu do drugiego – ojcem.

– Może to mieć nieobliczalne konsekwencje dla polskiego porządku prawnego. Ponadto, jak wynika z przeprowadzonych badań, zaburzenia tożsamości płciowej, na którą cierpią nastolatki, w dużej ilości przypadków ustępują wraz z wiekiem – przypomina prawnik.

Anna Ambroziak

Nasz Dziennik