logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Wygrany bój o „ludobójstwo”

Poniedziałek, 14 lipca 2014 (02:07)

Na skwerze Ofiar Wołynia w Lublinie znajdzie się jednak obelisk z napisem informującym o ludobójstwie dokonanym przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej.

Po miesiącach impasu Kresowianie wymogli na Wojewódzkiej Komisji Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zgodę na umieszczenie na monumencie zgodnej z prawdą inskrypcji.

„W hołdzie Polakom z Wołynia i Kresów Południowo-Wschodnich, ofiarom ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939-1947, matkom i ojcom, dzieciom i starcom, duchowieństwu, zgładzonym ze szczególnym okrucieństwem jedynie dlatego, że byli Polakami. Rodacy” – o napis tej treści toczył się od blisko pół roku wygrany w końcu przez Kresowian spór z Urzędem Wojewódzkim w Lublinie.

Skandaliczna sprawa ciągnęła się od obrad WKOPWiM ze stycznia br. Wtedy to na skutek fochów ówczesnego wojewody lubelskiego Jolanty Szołno-Koguc z projektu napisu zaproponowanego na planowanym pomniku przez środowiska kresowe wykreślono słowo „ludobójstwo”. Wojewoda sugerowała, że napis na pomniku powinien być zgodny z uchwałą Sejmu RP, w której zbrodnia wołyńska nie została uznana za ludobójstwo, tylko za „czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa”. Zdecydowana większość członków komitetu ochrony pamięci walk i męczeństwa zagłosowała tak, jak życzyła sobie wojewoda Szołno-Koguc, i w zaaprobowanej wersji napisu zamiast „ofiary ludobójstwa” znalazły się „ofiary zbrodni”.

Postawę wojewody skrytykował w liście otwartym prof. Bogusław Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego. – Kategoria „ludobójstwo” jest kategorią prawnokarną, a nie polityczną. Dlatego nie Sejm ją ustanawia, a już z pewnością nie w drodze uchwały, ale instytucje resortu sprawiedliwości, m.in. pion śledczy IPN – instruował wojewodę znany badacz dziejów ludobójstwa Polaków na Kresach.

– Zastanawia mnie, czy pani postępowanie świadczy o zupełnej ignorancji w tej sprawie, czy też działa pani ze złą wolą. Jeśli przyczyną jest tylko ignorancja, to gdyby zechciała się pani przekonać, jaki jest stan prawny dotyczący sprawy zbrodni na Kresach, polecam wizytę np. w lubelskim oddziale pionu śledczego IPN – stwierdził.

Rozgoryczeni Kresowianie z komitetu budowy pomnika zapowiedzieli zawieszenie prac. – Nie będziemy wystawiać siebie i Lublina na pośmiewisko. Wojewoda kiedyś odejdzie, a pomnik z poprawnym politycznie napisem zostanie – argumentował w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Zdzisław Koguciuk, spiritus movens upamiętnienia, potomek kresowego rodu częściowo wymordowanego przez banderowców.

Oczekiwania Kresowian ziściły się dość szybko. Już po miesiącu Szołno-Koguc straciła posadę, a nowy platformerski wojewoda Wojciech Wilk postanowił nie powielać jej błędów i rozpoczął negocjacje z Kresowianami. Obligowały go do tego również pisma wystosowane przez organizacje kombatanckie zasiadające w komitecie ochrony pamięci, które swoje wcześniejsze głosowanie składały na karb nieporozumienia i teraz opowiadały się za wersją Kresowian.

W toku negocjacji nowy wojewoda zaproponował napis, który co prawda zawierał termin „ludobójstwo”, ale nie w pełni zaspokajał oczekiwania komitetu budowy pomnika. Spornych punktów było kilka, a najpoważniejszy dotyczył okresu trwania ludobójstwa. Kresowianie uważali, że dokonywane było „od 1939 do 1947 r.”, a wojewoda usiłował skrócić ten czas do przedziału 1943-1945. Ostatecznie w głosowaniu zdecydowaną większością głosów członkowie WKOPWiM poparli wersję Kresowian, na co ci zareagowali brawami i odśpiewaniem hymnu narodowego.

Adam Kruczek, Lublin

Nasz Dziennik