logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Doniesienie na rząd

Piątek, 7 września 2012 (06:10)

PiS i Solidarna Polska zawiadomiły prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez szefa rządu.

 

Opozycja zarzuca Tuskowi bierność i niewywiązanie się z obowiązków. PiS podejrzewa go również o ujawnienie tajemnicy państwowej. Solidarna Polska ocenia, że Tusk nie podejmował działań w sprawie oszustwa ze względu na mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Domaga się także wyciągnięcia konsekwencji wobec prezydenta, ministra finansów, szefa ABW i szefa kontroli skarbowej.

Posłowie opozycji stawiają sprawę jasno: skoro nie powołano w Sejmie komisji śledczej, to sprawą może się zająć wyłącznie prokuratura. Platforma boi się, stąd mobilizacja w czasie głosowania nad komisją śledczą. Stuprocentowa frekwencja na sali, a więc taka, jakiej nie było nawet w czasie głosowań budżetowych - mówią politycy PiS. Co więcej, rząd nie chce nie tylko brać odpowiedzialności za to co się wydarzyło, ale ukrywa ważne informacje i manipuluje opinią publiczną. Zdaniem Andrzeja Dudy (PiS), premier Donald Tusk nie chce dzisiaj ujawnić treści przekazanej mu przez ABW notatki w sprawie Amber Gold, ale syna ostrzegł.

- Na jakiej podstawie? Dlaczego skłonił go do rozluźnienia współpracy z OLT Express? - pyta Duda. Jak podkreślali politycy opozycji, w tym samym czasie inni politycy PO tę współpracę zacieśniali. - Prezydent Adamowicz porównywał Marcina P. do Lecha Wałęsy. Pytanie, czy te informacje nie spowodowały, że syn rozluźnił swoje związki z OLT, a tymczasem prezydent Adamowicz jeszcze je zacieśniał? - mówił Mariusz Błaszczak (PiS).

Donald Tusk stwierdził, że informacje zawarte w materiale przekazanym przez służby nie miały charakteru wykraczającego poza informacje prasowe, powszechnie dostępne. Podczas sierpniowej konferencji prasowej szef rządu zapewniał, że rozmawiając z synem Michałem, nie wykorzystał wiedzy przekazanej mu przez specsłużby, a jedynie potwierdził, że takie informacje można było znaleźć w prasie. Zdaniem parlamentarzystów PiS, mogły być one oparte raczej na wiedzy zawartej w zgłoszeniu, które do prokuratury i ABW wpłynęło od Banku Gospodarki Żywnościowej w maju.

- To z mediów mogliśmy się dowiedzieć np., że BGŻ podejrzewał Amber Gold o to, iż mamy do czynienia z piramidą finansową i pralnią brudnych pieniędzy, że skrytki ze złotem są puste? - pyta Błaszczak.

Ta szczegółowa i niepokojąca wiedza została przez bank przekazana służbom specjalnym. Zawiadomienie BGŻ z 15 maja br. miało zawierać 6 umów na skrytki sejfowe, z których korzystała firma Marcina P. Jak się jednak okazuje, złoto po raz ostatni wyciągnięto z ostatniej z nich 27 maja 2011 r., a łącznie korzystano z nich tylko 4 razy. Jak wskazuje Duda, w tym samym czasie spółka zapewniała swoich klientów, że złoto jest fizycznie przechowywane z Banku BGŻ. A to było ordynarnym kłamstwem.

W ocenie polityków PiS, szef rządu powinien po otrzymaniu tych informacji z ABW natychmiast zareagować i podjąć działania, które ostrzegłyby potencjalnych klientów przed oszustwem. Tym bardziej że dzisiaj politycy Platformy Obywatelskiej oskarżają osoby, które powierzyły swoje oszczędności firmie z Gdańska o naiwność i głupotę. Rząd i jego instytucje w ogóle nie poczuwają się do odpowiedzialności nie tylko za brak nadzoru, ale również kompletną kompromitację prokuratorów, sądów i kontroli skarbowej, tak łagodnej i wyrozumiałej dla notorycznego oszusta.

- Jako nadzorujący służby specjalne, jako szef ministra finansów nadzorującego służby skarbowe, powinni zrobić wszystko, by ludzie nie byli oszukani - podkreślał Błaszczak.

Andrzej Duda mówi, że do jego biura poselskiego zgłaszają się dzisiaj ludzie pokrzywdzeni przez Amber Gold. Opowiadał o kobiecie, która w spółce złożyła swoje oszczędności i do dziś ich nie odzyskała.

- Jej lokata skończyła się w lipcu, zanim jeszcze pojawiły się informacje o bankructwie firmy. W terminie 15 dni miała odzyskać pieniądze. Czekała na nie. Dlaczego takie osoby jak ona nie uzyskały informacji ze strony państwa? Dlaczego nie podjęto intensywnych działań w kierunku ich ukrócenia? - pyta poseł.

I podkreśla, że od 9 maja do połowy lipca, gdy wyszły na jaw problemy oznaczające niewypłacalność spółki, ludzie wciąż wpłacali do Amber Gold swoje pieniądze.

- Polacy powinni się tego dowiedzieć, a osoby odpowiedzialne powinny być ukarane - podkreśla poseł Duda.

Swoje doniesienia złożyła wczoraj również Solidarna Polska. Poseł Andrzej Romanek oskarżył szefa rządu o brak nadzoru oraz zaniechanie działań, które mogły uchronić obywateli przed wielomilionowymi stratami związanymi z inwestycjami finansowymi proponowanymi przez Amber Gold sp. z o.o. Poza premierem oskarżenie takie wysunięto również wobec prezydenta Bronisława Komorowskiego, ministra finansów Jacka Rostowskiego, ministra spraw wewnętrznych - koordynatora ds. służb specjalnych Jacka Cichockiego, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Krzysztofa Bondaryka oraz generalnego inspektora kontroli skarbowej i generalnego inspektora informacji finansowej Andrzeja Parafianowicza.

Posłowie argumentują, że Tusk już 14 sierpnia 2012 r. posiadał informacje z ABW o nieprawidłowościach w działalności spółki Amber Gold, ale nie zrobił nic. Zdaniem posła Romanka, przyczyną tej bierności była "chęć uniknięcia skandalu w czasie Euro 2012". Według niego, były to działania o charakterze politycznym, nastawionym na budowanie kapitału partyjnego. ABW Solidarna Polska zarzuca podjęcie działań dopiero po doniesieniu BGŻ, Parafinowiczowi, że nie podjął działań nałożonych na niego ustawowo w zakresie przeprowadzenia kontroli skarbowej, w sytuacji niepłacenia podatków przez Amber Gold.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik