logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Mistrz z pasją

Sobota, 8 września 2012 (06:04)

Po nagłej i tragicznej śmierci profesora Józefa Szaniawskiego zmarł profesor Jerzy Urbanowicz, wybitny matematyk, społecznik, doradca Antoniego Macierewicza, wydawca, a w ostatnich latach autor licznych artykułów poświęconych tematyce bezpieczeństwa teleinformatycznego Polski. Publikował również w "Naszym Dzienniku".


Profesor Jerzy Urbanowicz był wymagającym, ale sprawiedliwym współpracownikiem mimo ogromnego dorobku naukowego, pozycji akademickiej miał dystans do siebie.
Jego prawdziwą pasją była matematyka. Lubił chwalić się osiągnięciami swoich byłych studentów.

Był profesorem w Instytucie Matematycznym i Instytucie Podstaw Informatyki Polskiej Akademii Nauk.

Marcin Gugulski poznał prof. Jerzego Urbanowicza na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego: "40 lat temu Andrzej Schinzel uczył najmłodszych adeptów tego fachu, że jest tu jak w cechu, bo "matematyk to ktoś, kogo matematyk uważa za matematyka" i dopinając rekurencyjną definicję dodawał, że matematykiem był Karol Fryderyk Gauss. Matematykiem był też prof. Wacław Sierpiński, który był nauczycielem prof. Schinzla i jemu przekazał prowadzenie swego seminarium z teorii liczb, a w 1920 roku skutecznie łamał bolszewickie szyfry wojskowe.

Od lat piątkowe seminarium z teorii liczb w Instytucie Matematycznym PAN na ul. Śniadeckich prof. Schinzel firmował wspólnie z profesorem Urbanowiczem. Ale profesor Urbanowicz był nie tylko matematykiem. Poznałem go w połowie lat 70. na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego, o czym mi z detalami przypomniał w czerwcu 1989 roku, po debacie przedwyborczej Jacek Kuroń - mec. Władysław Siła-Nowicki w warszawskim kinie "Wisła".

Spotykaliśmy się potem przy różnych innych niematematycznych okazjach, najdłużej w trakcie pracy w Służbie Kontrwywiadu Wojskowego, a ostatnio w Sejmie na jednej z konferencji. W ostatnich miesiącach życia z właściwą sobie energią zaangażował się w organizację smoleńskiej konferencji naukowej na Politechnice Warszawskiej. Nigdy nie słyszałem, by mówił, że czegoś nie da się zrobić. A gdy oceniał, że może być trudno, to tylko po to, by z błyskiem w oku zabrać się za rozwiązywanie problemu" - kończy swoje wspomnienie Marcin Gugulski.


Nowe szyfry SKW

Jerzy zachowywał się tak, bo sprawy Polski żywo go poruszały. Mimo ciężkiej choroby żył jej problemami. W 2006 r., po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, zaangażował się w budowę Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Został doradcą Antoniego Macierewicza. Jego ocena WSI była jednoznaczna: "To, co zobaczyliśmy, można nazwać technologiczną zapaścią. Samo istnienie WSI pogarszało stan bezpieczeństwa i obronności państwa. WSI były niewydolną postkomunistyczną instytucją kierowaną w dużym stopniu przez ludzi o mentalności sowieckiej" - mówił w wywiadzie dla "Naszego Dziennika".

Przez dwa lata zajmował się budową ochrony kryptograficznej państwa. Pracował z wielkim zaangażowaniem kosztem zdrowia i życia prywatnego. Dzięki jego poświęceniu wykryto kilkanaście poważnych zagrożeń, wyeliminowano luki w sieci informacyjnej państwa, kilka instytucji uniknęło kompromitacji.

Był orędownikiem budowy narodowej kryptografii w oparciu o polskich naukowców, rodzime podmioty, niezależne od obcych powiązań. Rygorystycznie przestrzegał przepisów. Mecenas Bartosz Kownacki opowiadał, jak kiedyś po pracy Jerzy odwoził go samochodem do domu. Była godz. 4.00, a ulice Warszawy puste. Jerzy jednak jechał bardzo powoli, nawet wolniej niż w czasie dnia, zatrzymywał się na każdym skrzyżowaniu. Na ponaglenia odpowiadał: "A po co im dawać pretekst?".


Wyrzucony z SKW

Po wyborach parlamentarnych, wygranych przez Platformę Obywatelską w 2007 r., zdawał sobie sprawę, że czeka nas trudny czas. Nie miał złudzeń co do intencji zwycięzców. Ostrzegał, żebyśmy dochowali staranności, pilnowali dokumentów, mawiał: "Miejcie porządek w papierach, nie będą mieli skrupułów, rozliczą z każdej zgubionej szpilki".

Nowa ekipa nie doceniła dorobku i zaangażowania profesora Urbanowicza. Został zwolniony z SKW. Wrócił do życia naukowego, ale przejmował się losem SKW i swoich kolegów. Stawał w naszej obronie, publikował artykuły w tej sprawie. Nie pozostał obojętny na ataki na Macierewicza. Interesował się losem młodszych kolegów wyrzuconych na bruk. Nieustannie dreptał, pomimo choroby, w naszych sprawach do różnych osób. Zachęcał nas do publikowania, rozwijania swoich umiejętności, planował szukać stypendiów.


Testament

Po 10 kwietnia 2010 r. zaangażował się w wyjaśnianie tragedii smoleńskiej. Był sekretarzem komisji naukowej przygotowującej konferencję na ten temat.
Jako jeden z pierwszych publicznie alarmował o skandalicznej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa teleinformatycznego Polski. Krytykował prywatyzację sektora łączności: "Gdy Rosjanie chcieli kupić część udziałów w Deutsche Telekom, rząd niemiecki kategorycznie odrzucił ich ofertę, tłumacząc swoją decyzję względami bezpieczeństwa państwa. My sprzedaliśmy na wolnym rynku naszą infrastrukturę narodową TP SA z odrębną siecią ponad 300 radiowo-telewizyjnych stacji nadawczych".

Postulował zbudowanie sieci łączności strategicznej na bazie nowego operatora narodowego. Alarmował, że rząd Donalda Tuska bezrozumnie prywatyzuje sektor bezpieczeństwa teleinformatycznego. W artykule opublikowanym w "Naszym Dzienniku" 22 kwietnia 2011 r. pisał: "Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy świadkami ostatniej fazy demontażu systemu bezpieczeństwa państwa polskiego trwającego od końca lat 90.".

Słowa profesora brzmią teraz nie tylko jak ostrzeżenie, ale również jak jego wskazówka z obszernego testamentu naukowego, który trzeba jak najszybciej zrealizować.


Autor był członkiem komisji weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarzadu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu Urzędu Prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Piotr Bączek

Nasz Dziennik