logo
logo
zdjęcie

Prof. Mieczyslaw Ryba

Wojna w Platformie

Poniedziałek, 1 września 2014 (02:00)

Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej ma głównie znaczenie dla jego osobistej kariery, bo na pewno nie dla Polski. Jego katastrofalne rządy przyniosły regres i osłabienie naszej pozycji. Afera taśmowa i coraz większe problemy gospodarcze oznaczały spadające poparcie dla obecnej ekipy rządowej. Wybór na przewodniczącego Rady Europejskiej to duży medialny kopniak dla Platformy, ale przede wszystkim to nowa, międzynarodowa perspektywa kariery Tuska. Po dwuipółletniej (lub w najlepszym razie pięcioletniej) kadencji może wrócić, by ubiegać się o prezydenturę w Polsce.

Jaką rolę będzie w Europie pełnił Donald Tusk? Oprócz odgrywania faworyta Angeli Merkel będzie organizował prace Rady Europejskiej. Główne decyzje i tak zapadać będą w relacjach pomiędzy największymi graczami, jednakże w sensie reprezentacyjnym przewodniczący Rady będzie mocno widoczny. Nieraz przyjdzie mu się spotykać z różnymi politykami spoza UE, np. z Władimirem Putinem. I tu jawi się drugi motyw wyboru Tuska. Szefową unijnej dyplomacji została Włoszka Federica Mogherini uznawana za zwolennika pojednania z Rosją. W swojej pierwszej wypowiedzi po elekcji wskazała, że dla krajów południowych wielkie znaczenie mają niepokoje w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie. W domyśle: mniej ważne są zmagania z Rosją o niezależność Ukrainy. Rosnący w siłę fundamentalizm islamski trudno będzie ugasić bez współdziałania z Moskwą. Rozszerzający swe wpływy kalifat islamski szybko może się rozprzestrzenić i znajduje naśladowców także w Afryce Północnej, a nawet w Europie. Im więcej elementów zapalnych w tym obszarze, tym większa liczba uchodźców, którzy stają się coraz większym problemem. Tymczasem dla krajów Europy Centralnej to wojna na Ukrainie ma priorytetowe znaczenie. Największe zamieszanie wybór Tuska wprowadza na polskiej scenie politycznej. Afera podsłuchowa zostanie ukryta pod płaszczykiem „sukcesu” europejskiego premiera. Jednakże w grudniu Tusk będzie musiał odejść. Niewątpliwie naznaczy swojego następcę na urzędzie prezesa Rady Ministrów. Najprawdopodobniej będzie to człowiek wobec niego lojalny. Jednakże ci zaufani, jak choćby Ewa Kopacz, są merytorycznie i politycznie słabi. Wyjazd Tuska musi spowodować rozpoczęcie wojny frakcyjnej w Platformie. Przewagę może uzyskać nawet środowisko byłej Unii Wolności, skupione wokół prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wszystko to może w dłuższej perspektywie prowadzić do dużego paraliżu w partii. Trudno uwierzyć, by Donald Tusk mógł skutecznie zarządzać Platformą z Brukseli. Jego niemal dyktatorska władza w PO łączyła się z możliwością rozdawnictwa stanowisk rządowych. Będąc w Brukseli, taką możliwość straci. Kto będzie nowym premierem i czy od razu będzie to rzeczywisty lider w partii, zobaczymy niedługo.

Prof. Mieczyslaw Ryba

Nasz Dziennik