logo
logo

Zdjęcie: R.Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ile za polską tarczę?

Czwartek, 13 września 2012 (06:07)

Prezydencki pomysł na modernizację systemów obrony przeciwlotniczej Polski ma zmieścić się w budżecie resortu obrony. Ile będzie kosztował? Otóż nie wiadomo. Podobny, niezrealizowany program był już opracowywany. Wyceniano go na 20 mld złotych.

Plan budowy polskiej obrony przeciwrakietowej proponowany przez prezydenta Bronisława Komorowskiego jest związany z programem modernizacji polskich Sił Zbrojnych. Według założeń, finansowanie programu (zaplanowanego na dekadę) mogłoby rozpocząć się od roku 2014. By jednak tak się stało, niezbędne jest dopisanie programu w ustawie o modernizacji i finansowaniu armii. Prezydencki projekt zmian zyskał już poparcie rządu. Wczoraj koncepcja została przedstawiona na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Teraz mają ruszyć konsultacje z klubami parlamentarnymi.

Jak poinformował wczoraj Bronisław Komorowski, rozbudowa systemu ma być finansowana w ramach 1,95 proc. PKB, ustawowo przeznaczanych na obronność. Środki mają zostać wyasygnowane m.in. z oszczędności wynikających z zakończenia misji w Afganistanie (ich koszt to około 5 mld zł) oraz z oszczędności wynikających z restrukturyzacji systemu dowodzenia Siłami Zbrojnymi. Komorowski nie chciał jednak powiedzieć, na ile wycenia swój projekt.

Zaznaczył tylko, że jego koszty muszą się zmieścić w budżecie MON. Wiadomo też, że resort obrony do końca tego roku ma przedstawić szczegółowy harmonogram i szacunkowe koszty przedsięwzięć modernizacyjnych w obronie powietrznej. Modernizacja samego systemu ma być dokonywana "przy znaczącym udziale krajowego przemysłu obronnego", ale część niezbędnych technologii "zostanie pozyskana poprzez współpracę z wybranymi partnerami zagranicznymi".

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że w ramach współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w Słupsku-Redzikowie od 2018 roku ma zacząć działać baza amerykańskiego systemu obrony z rakietami SM-3. Baza będzie elementem zintegrowanego systemu obrony powietrznej i przeciwrakietowej NATO. Ma procentować bezpieczeństwem na dużych wysokościach przed rakietami dalekiego zasięgu. Systemy obrony na niższej warstwie zapewnić mają europejscy sojusznicy. Polska tarcza będzie włączona w jednolity system NATO, ale jednocześnie ma zachowywać zdolności do samodzielnego działania na podstawie decyzji zapadających w kraju. Jak zaznaczył gen. Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, realizacja programu pozwoli na osłonę kilku ważnych obiektów w kraju. System ma być w pełni mobilny i "skrojony na miarę możliwości finansowych Polski".


Stare pomysły, nowe finansowanie

Prezydencka koncepcja rozbudowy obrony powietrznej nie jest nowym pomysłem. Jednak nikomu nie udało się dotąd doprowadzić projektu do końca. Tym razem ma być inaczej, a jak zaznaczył prezydent Komorowski, zagwarantować miałoby to wpisanie programu w budżet MON. Prezydent nie precyzuje swoich pomysłów, jednak tu naprzeciw wychodzi Bumar z ofertą dotyczącą technicznej modernizacji systemów obrony przeciwlotniczej Polski. Są one wynikiem porozumienia Grupy Bumar z koncernem MBDA.

Tak powstała koncepcja narodowego wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotniczej Polski - Tarcza Polski. Jak precyzuje Bumar, system ma się składać z zestawów rakiet przeciwlotniczych średniego zasięgu MRAD (Medium Range Air Defence) bazujących na rakietach ASTER 30 o możliwościach zwalczania rakiet balistycznych taktycznego i operacyjnego przeznaczenia, opracowanych w kooperacji z MBDA (w skład wchodzą tu: Radiolokacyjna Stacja Wykrywania i Wskazywania - RSWW, stanowiska dowodzenia - centrum operacji taktycznych - TOC, oraz 4-6 samobieżnych wyrzutni po 8 rakiet).

Drugą warstwę stanowią zestawy rakiet przeciwlotniczych krótkiego zasięgu SHORAD (Short Range Air Defense) bazujących na rakietach MICA VL, opracowanych w kooperacji z MBDA. W jej skład wchodzą RSWW, TOC oraz 4 samobieżne wyrzutnie. Ostatnia część systemu to zestawy rakiet i artylerii bliskiej obrony przeciwlotniczej VSHORAD (Very Short Range Air Defense), opracowanych i produkowanych wyłącznie przez polski przemysł obronny (przeciwlotnicze zestawy rakietowe GROM, zestawy artyleryjskie 23 mm, 35 mm, 57 mm oraz zestawy artyleryjsko-rakietowe z rakietą GROM, a także S-2).



Spróbujmy jeszcze raz

Jak pamiętamy, plany modernizacji systemu obrony powietrznej znalazły się m.in. w "Strategii Obronności Rzeczypospolitej Polskiej" przedstawionej przez resort obrony jeszcze w 2009 roku. Jak wskazywano w dokumencie, "w celu zapewnienia skutecznych środków obrony powietrznej rozbudowywana będzie zdolność do działania w narodowym i sojuszniczym, zintegrowanym systemie obrony powietrznej, umożliwiającym wykrywanie i niszczenie środków napadu powietrznego, w tym bezpilotowych statków powietrznych, rakiet manewrujących oraz taktycznych rakiet balistycznych".

Jak zauważył w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" były wojskowy, pracownik Dowództwa Sił Powietrznych, plany odtworzenia systemu obrony powietrznej liczą już kilka lat i były przygotowywane jako program operacyjny, który ostatecznie został porzucony. Jak wskazał, rozważano zakup dwóch systemów dalekiego zasięgu do przechwytywania rakiet balistycznych, dwunastu zestawów średniego zasięgu (klasy Patriot), które miały być uzupełnione zestawami małego zasięgu. - Zakładano wówczas, że w sumie odtworzenie systemu obrony powietrznej będzie kosztowało 20 mld zł, ale w końcu pomysłów nie zrealizowano - zaznaczył nasz rozmówca.

Obecne propozycje przede wszystkim należy przeanalizować pod względem kosztów. Zdaniem eksperta, warto również zadbać, by pomysł nie podzielił losów takich programów, jak: Gawron, Iryda, Skorpion, Loara, które spowodowały jedynie wysokie obciążenia dla budżetu, nie wnosząc przy tym nowej jakości do armii. - Ostrożnie podchodzę do tego typu inicjatyw. Z pewnością zanim zapadnie tu jakaś decyzja, należałoby poznać szczegółową ofertę Bumaru, bo jak mniemam, o tym dostawcy "polskiej tarczy" mówimy. Trzeba ją porównać z innymi ofertami. Wtedy będziemy wiedzieli, co i ile kosztuje i czy jest to atrakcyjna oferta dla nas czy też dla samego dostawcy - dodał.


Na ratunek Bumarowi

Optymizmu prezydenta nie podziela również Marek Opioła, poseł PiS, członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej. - Powstaje tu podstawowe pytanie: czy ma to służyć bezpieczeństwu państwa, czy też może mamy ratować Bumar? Oczywiście taki projekt to miejsca pracy, ale czy mamy pewność, że za kilka lat zaoferowany sprzęt np. nie będzie przestarzały? - podniósł poseł.

Jego zdaniem, należałoby też rozważyć, czy pieniądze na projekt na pewno powinny pochodzić z budżetu MON. Wprawdzie pojawią się w nim tzw. oszczędności wynikające z zakończenia misji w Afganistanie, ale resort obrony musi przewidzieć wydatki chociażby na sprowadzenie używanego tam sprzętu, jego remonty czy też na uzupełnienie sprzętu, który zastąpi ten przeznaczony do pozostawienia w Afganistanie. - Ile zapłacimy za przerzut wojska? Obecnie nawet nie wiemy, którędy wracamy z Afganistanu. Plany są, ale tak naprawdę wszystko będzie zależało od sojuszników. Trudno w tej sytuacji mówić, że będą oszczędności - dodał. W ocenie posła Opioły, istnieje też ryzyko, że wrzucenie programu rakietowego do budżetu MON może spowodować, że resort będzie musiał rezygnować z innych przetargów.

Wczoraj Rada Bezpieczeństwa Narodowego zwiększyła swoją liczebność. Jej skład został poszerzony o Michała Boniego, szefa Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, oraz Zbigniewa Ziobrę, lidera Solidarnej Polski. Dotąd w skład RBN wchodzili marszałek Sejmu Ewa Kopacz, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, premier Donald Tusk, wicepremier i szef PSL Waldemar Pawlak, szef BBN Stanisław Koziej, szef MSZ Radosław Sikorski, minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki, szef MON Tomasz Siemoniak, lider SLD Leszek Miller oraz szef RP Janusz Palikot.

Marcin Austyn

Nasz Dziennik