logo
logo

Zdjęcie: arch IPN/ -

Katownie na łasce dewelopera

Czwartek, 13 września 2012 (06:07)

Jedna z praskich katowni, gdzie NKWD więziło setki polskich żołnierzy, ma zostać przekształcona w apartamentowiec. W tym samym czasie władze Warszawy za grube pieniądze remontują pomnik sowieckich okupantów.

 

Chodzi o gmach znajdujący się przy ul. Strzeleckiej 8. - To miejsce grozy porównywalne tylko z siedzibą gestapo przy al. Szucha - oceniają historycy.

W czasie gdy władze stolicy łożą na renowację pomnika Braterstwa Broni z armią sowiecką, popularnie zwanego pomnikiem "czterech śpiących", na warszawskiej Pradze bez należnej opieki pozostaje wiele miejsc, w których od 1944 r. więziono, brutalnie przesłuchiwano i zabijano żołnierzy Polski podziemnej. Oprawcami byli ci sami, którym znów stawia się pomnik.

Miejsca kaźni i przetrzymywania polskich patriotów niszczeją, nie zostały upamiętnione i przywrócone świadomości mieszkańców Warszawy. Kilka z nich może zostać bezpowrotnie utraconych, choć kryją w swoich murach pamiątki po więzionych, skazywanych i zamęczonych przez służby specjalne sowieckiej armii i NKWD. W piwnicach znajdują się wstrząsające pamiątki: wyryte w cegłach imiona i nazwiska, daty, modlitwy, kalendarze.

Od 15 września 1944 r., gdy jeszcze trwało Powstanie Warszawskie, do 17 stycznia 1945 r. po prawej stronie Wisły stacjonowało kilkadziesiąt tysięcy sowieckich żołnierzy. Wraz z nimi liczące kilkanaście tysięcy oddziały funkcjonariuszy NKWD oraz oddziały Smiersz - sowieckiego kontrwywiadu wojskowego. Jak podkreśla Hubert Kossowski ze Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, w tym samym miejscu znalazło się również kilka tysięcy ukrywających się powstańców, uczestników akcji "Burza" oraz żołnierzy AK z 27. Dywizji Wołyńskiej i pacyfikowanej od czerwca 1944 r. przez Sowietów Wileńszczyzny.

Spadły na nich brutalne represje, których doświadczali po osadzeniu w licznych aresztach i więzieniach Pragi. Patrole NKWD wzdłuż wybrzeży Wisły czuwały, aby nawet pojedynczy akowiec nie przedostał się z lewobrzeżnej Warszawy na teren Pragi. Do nielicznych wyjątków należał podchorąży Tadeusz Modrzewski, który po wspólnej walce z oddziałem berlingowców, widząc ich klęskę, przepłynął desperacko na Saską Kępę. Pojmany przez patrol NKWD, był bity podczas przesłuchania w piwnicy. Nad ranem udało mu się obezwładnić wartownika i uciec, ryzykując kulę w plecy. Dzięki temu nie podzielił losu tych, którzy zaginęli bez wieści.

Sowieckim oprawcom już w listopadzie 1945 r. postawiono pomnik. W związku z budową drugiej linii metra został niedawno rozebrany i poddany renowacji. Niedługo ma jednak wrócić na plac Wileński. Rosjanie do dziś strzegą tego haniebnego symbolu dominacji nad Polską i zbrodni, które tutaj popełnili. Od kilku tygodni mieszkańcy miasta prowadzą jednak akcję "NIE dla czterech śpiących". Bez pozytywnego odzewu ze strony urzędników.

Jak wyjaśniała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, Polska zobowiązała się do zachowania pomnika polsko-rosyjską umową międzynarodową z 1994 roku. W tym samym czasie Instytut Pamięci Narodowej, kombatanci i działacze społeczni starają się o oficjalne upamiętnienie miejsc kaźni na warszawskiej Pradze. Na razie bezskutecznie.

Doktor Tomasz Łabuszewski z IPN zaznacza, że pytanie, dlaczego obiekty te nie są do tej pory upamiętnione, powinno zostać skierowane do urzędów, które się tym zajmują. Chodzi oczywiście o Biuro Stołecznego Konserwatora Zabytków czy Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. IPN we wszystkich znanych mu przypadkach zwracał się do tych instytucji z prośbą o podjęcie stosownych działań. Jak na razie bez skutku. - To miejsca pamięci narodowej - podkreśla dr Łabuszewski.

Maciej Walaszczyk

Nasz Dziennik