logo

Sytuacja w Kongu

Czwartek, 25 lutego 2021 (21:41)
Aktualizacja: 26 lutego 2021 (10:03)

Z bogactwem ziemi kontrastuje ubóstwo ludności nękanej przez dziesiątki nieregularnych grup zbrojnych działających w Demokratycznej Republice Konga – powiedział Radiu Watykańskiemu o. Giulio Albanese, włoski misjonarz kombonianin, pracujący od lat w tym afrykańskim kraju.

Miejscem szczególnie wielkich sprzeczności jest region północno-wschodni, w którym w tym tygodniu zginęli w wyniku zamachu ambasador Włoch Luca Attanasio, ochraniający go karabinier Vittorio Iacovacci i ich kierowca Mustapha Milambo.

W tej dramatycznej sytuacji, pośród wielu trudności, działają ci, których zakonnik nazywa „błękitnymi hełmami Boga”, czyli misjonarze. Przez nich przychodzi czynna solidarność.

„Północny wschód Demokratycznej Republiki Konga jest obszarem udręczonym, stanowi prawdziwą kalwarię. W ostatnich latach, w samym tylko rejonie Butembo-Beni, życie straciło 4 tys. cywilów. W północnym Kiwu działa 160 formacji zbrojnych, liczących w sumie co najmniej 20 tys. ludzi. To rzecz niewiarygodna, ale tworzą oni prawdziwe armie walczące przeciwko sobie i siejące wokoło śmierć i zniszczenie. W regionie znajduje się wiele bogactw naturalnych: koltan, miedź, diamenty, nie wspominając o kobalcie, ale są także złoża złota i ropy naftowej. Za tą dramatyczną sytuacją kryją się silne interesy, związane z zarządzaniem tymi ogromnymi zasobami mineralnymi, w które kraj ten jest bogaty. Właśnie to bogactwo stanowi czynnik silnie destabilizujący, ponieważ rozbudza apetyty zagranicy. Przychodzi mi do głowy to, co powtarzał wielki ekonomista francuski: »tam, gdzie nie ma rynków, tam przychodzą wojska«” – oświadczył włoski kombonianin.

Jednocześnie zauważył, iż należy mieć nadzieję, że siły, które eksploatują te regiony Konga, wycofają się. Jak na razie jednak nie podjęto żadnych znaczących kroków w tym kierunku. „Być może dziś, aby ożywić Kongo, potrzebujemy prawdziwej wielostronności, której celem jest stworzenie tkanki pojednania i pokoju. W przeciwnym razie będziemy musieli coraz bardziej zmagać się ze zjawiskiem migracji ludności. Ludzie uciekają przed biedą, wojnami oraz przemocą i jest to nieunikniona reakcja” – podkreślił o. Albanese.

AB, KAI