logo

Koncentracja wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą

Czwartek, 8 kwietnia 2021 (12:05)
Aktualizacja: 8 kwietnia 2021 (12:09)

Koncentracja sił Rosji koło granicy z Ukrainą na razie oznacza szantaż, a nie nieuniknioną wojnę, ale nie należy się łudzić, bo do wojny mogą popchnąć wewnętrzne czynniki bądź projekty geopolityczne Rosji – ocenia rosyjska redakcja Deutsche Welle.

Przerzucanie wojsk ku granicom Ukrainy na pewno nie jest ćwiczeniami Południowego Okręgu Wojskowego, a „wygląda to tak, jakby Kreml brał Ukrainę w kleszcze z południa i wschodu” – ocenia komentator Deutsche Welle, politolog Iwan Preobrażeński. Na razie jednak jest to, jego zdaniem, proces chaotyczny, a oddziały nie podchodzą pod samą granicę.

Ewentualnej większej ofensywie nie sprzyja także pogoda. „Jeśli Rosja faktycznie przygotowuje się do jawnego wprowadzenia wojsk na terytorium ukraińskie, na przykład pod pozorem operacji pokojowej, to nie wcześniej niż w maju 2021 roku” – czytamy w komentarzu.

Zdaniem Preobrażeńskiego „do wojny mogą popchnąć czynniki wewnętrzne” w Rosji, w tym problemy gospodarcze, spadające notowania rządzącej partii Jedna Rosja, a także sytuacja wokół opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Pomogłaby w takich okolicznościach „mała zwycięska wojna”.

„Wreszcie to może być nie taktyczny, a strategiczny projekt osobiście [prezydenta Rosji Władimira] Putina” – ocenia komentator Deutsche Welle. Przypomina, że sfinalizowano zmiany prawne, które pozwalają Putinowi na kolejne kadencje prezydenckie, aż do 2036 roku. Preobrażeński zadaje pytanie, czy być może ten zabieg nie był Putinowi potrzebny właśnie po to, by „zyskać swobodę, zmobilizować kraj i przejść do historii jako »ten, który zjednoczył« Rosję i Ukrainę”.

AB, PAP