logo
logo
zdjecie

Zdjęcie: / Domena publiczna

Dali z siebie wszystko?

Trener i kapitan o przyczynach klęski polskich piłkarzy na mundialu
Poniedziałek, 25 czerwca 2018 (21:44)

Adam Nawałka poinformował dziś, że po mundialu odda się do dyspozycji zarządu i prezesa PZPN. Przyczyn niepowodzenia reprezentacji Polski nie doszukiwał się w kwestiach przygotowania fizycznego i mentalnego, zaprzeczając jednocześnie, aby w kadrze miało dojść do jakiegoś rozłamu i konfliktu.

Jeśli ktoś liczył, że dziś usłyszy jakieś deklaracje, przyznanie się do błędów, mógł poczuć się lekko zawiedziony, bo nic takiego nie miało miejsca. Nawałka nie zgodził się z tezami, że piłkarze zostali źle do mundialu przygotowani, nie radząc sobie jednocześnie z ciężarem presji i oczekiwań.

– Wszelkie testy wydolnościowe i biochemiczne wychodziły na bardzo dobrym poziomie, potwierdzając, że nasze przygotowanie jest dobre. Podobne wnioski można było wyciągnąć z codziennych testów zmęczeniowych. Nie mieliśmy najdrobniejszych zastrzeżeń do formy fizycznej piłkarzy. Pamiętajmy, że gdy rozpoczynałem pracę z reprezentacją, znajdowała się ona w bardzo trudnym położeniu. Tymczasem mentalność, walka z przeciwnikiem na odpowiednim poziomie emocjonalnym stała się jednym z naszych fundamentów. Nie mam uwag do zawodników, jeśli chodzi o ich zaangażowanie. Dali z siebie wszystko, podjęli rywalizację, ale szczególnie Kolumbia okazała się bardzo mocnym rywalem. Po wstępnej, krótkiej analizie wiem, że nawet dyspozycja z Euro 2016 nie wystarczyłaby do pokonania Kolumbii. Absolutnie nie zgadzam się jednak z twierdzeniami, że w drużynie dało się wyczuć strach – powiedział selekcjoner, dodając, że nie ma żadnych uwag do bazy w Soczi, w której mieszkają i trenują nasi piłkarze.

– Jestem bardzo zadowolony z bazy, jaką mamy, z warunków, jakie nam stworzono, począwszy od infrastruktury – jakość murawy – poprzez zaplecze, po klimat.

Przed dwoma laty prowadzona przez Nawałkę drużyna dotarła do ćwierćfinału mistrzostw Europy. Teraz z mundialem pożegnała się już po fazie grupowej. Według trenera oba te wyniki da się logicznie wytłumaczyć.

– Podczas Euro drużyna była bardzo dobrze przygotowana pod względem taktycznym, co brało się z wysokiej dyspozycji piłkarzy z podstawowej jedenastki. Teraz mamy szerszą i bardziej wyrównaną kadrę, ale z większymi problemami. Dwa lata temu wszyscy oprócz Kuby Błaszczykowskiego byli w regularnej grze, a nawet i on w Fiorentinie przygotowywał się indywidualnie, dzięki czemu jego dyspozycja była na najwyższym poziomie – przekonywał Nawałka.

Trener zaprzeczył jednocześnie, jakoby w drużynie doszło do jakichś konfliktów lub rozłamów.

– To ja jestem odpowiedzialny za wynik osiągnięty na mundialu. Mieliśmy bardzo duże ambicje, choć cały czas staraliśmy się chłodzić głowy. Z drugiej strony każdy posiadał marzenia i staraliśmy się zrobić wszystko, by być przygotowanymi do ich realizacji. Wyszło inaczej, nie zaprezentowaliśmy się tak, jak tego oczekiwaliśmy – powiedział, dodając, że ani przez moment swej pracy z reprezentacją nie odczuł zwątpienia w to, co z podopiecznymi robił. Ze strony sztabu, zawodników czy swojej.

– W ostatnich czterech latach daliśmy wszystkim kibicom, całej Polsce, dużo radości – zarówno na Euro 2016, jak i podczas eliminacji do mistrzostw świata. Przez ten czas wycisnęliśmy z drużyny nie 100, a 110 procent jej potencjału. Teraz zawaliliśmy, ale nie jesteśmy w stanie przeskoczyć pewnego poziomu, bo na więcej nas po prostu nie stać – przekonywał Robert Lewandowski. I on starał się porównywać obecną sytuację z tą sprzed mistrzostw Europy. – Kilku z nas miało problemy czy to z kontuzjami, czy z regularną grą, czy też formą. Ciężko jest zaległości nadrobić w ciągu dwóch, trzech tygodni. Nie da się w pełni odzyskać pewności siebie, gry, czucia piłki, rywali. Mimo tego każdy z nas starał się przygotować do mistrzostw jak najlepiej. Okazało się to jednak niewystarczające, bo ciężko samą walką zdobywać punkty na mundialu. Popełniliśmy za dużo błędów i stworzyliśmy sobie zbyt mało sytuacji strzeleckich. Ta niemoc mnie bolała, bo jestem napastnikiem i żyję z podań – przyznał kapitan Biało-Czerwonych.

Lewandowski przekonywał, że o ile w meczu z Senegalem Polacy zawiedli, o tyle w pojedynku z Kolumbią przesądziły umiejętności, wyższe u przeciwników. – Czasami wiara w nasze umiejętności była wyższa niż one same. Musimy pogodzić się z porażką, ale patrzeć już w przyszłość. Ja jako kapitan nie poddam się i reprezentacja Polski również się nie podda. Wierzę w naszą drużynę. Najłatwiej byłoby wszystko zburzyć i zacząć budować od nowa. Nie tędy jednak droga, bo za dużo zrobiliśmy, by teraz to zniszczyć. Zakończył się pewien etap, ale zacznie nowy, musimy zacząć pisać nową kartę historii i to taką, by kibice byli z nas dumni – powiedział.

Przed Polakami jeszcze jeden mecz, z Japonią. – Nie będziemy mieli najmniejszego problemu z motywacją, zaangażowaniem. Musimy zagrać sercem, ale i bardzo mądrze taktycznie. Naprzeciw nas stanie Japonia, bardzo mocny przeciwnik, który swoją klasę potwierdził w dwóch wcześniejszych spotkaniach – powiedział selekcjoner, który w czwartek poprowadzi reprezentację Polski po raz 50. – i prawdopodobnie ostatni.

Dziś o planach na przyszłość nie chciał rozmawiać. Wiadomo, że ma kontrakt ważny do zakończenia mundialu. Po powrocie do kraju odda się do dyspozycji zarządu i prezesa PZPN. Czy pozostanie na stanowisku? Raczej nie.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 16 listopada 2018 (15:44)

NaszDziennik.pl