logo
logo

Zdjęcie: Keith Allison/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Flickr

Wizards na wstecznym

Środa, 25 lutego 2015 (16:41)

Koszykarze Washington Wizards przegrali kolejny mecz w lidze NBA i z coraz większym niepokojem spoglądają w swoją przyszłość. A jeszcze nie tak dawno byli rewelacją rozgrywek.

15 stycznia drużyna Marcina Gortata pokonała na wyjeździe Chicago Bulls 105:99. Była to ich 27. wygrana w sezonie, mieli wtedy na koncie zaledwie 12 porażek i zajmowali drugie miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej. Zbierali zewsząd komplementy, także Gortat, będący jednym z najważniejszych zawodników swej drużyny. Polaka chwalono nie tylko za postawę na parkiecie, ale i poza nim. Był liderem także w szatni, kimś, kto uskrzydla kolegów, dodaje im wiary i dba o to, by konsolidowała ich atmosfera. Tymczasem nagle wszystko się pokomplikowało i pozmieniało.

Patrząc z naszej perspektywy, najważniejsze, a raczej najgorsze było to, że zadyszki doznał Gortat. Łodzianin stracił gdzieś formę, przestał zachwycać, co znajdowało swoje odzwierciedlenie w statystykach. Trener coraz rzadziej posyłał go do boju w czwartych kwartach, czyli wtedy, gdy rozstrzygały się losy spotkań. Walczyli inni, łodzianin przyglądał się im z ławki, a świadczyło to jednym: mniejszym zaufaniu szkoleniowca do naszego reprezentanta. Gortat nie wylewał jednak żalów, nie krytykował, bo wiedział, że nie wzięło się to z niczego, że trener się na niego nie uwziął, tylko najzwyczajniej w świecie prezentował się gorzej.

Problemy z formą Polaka zbiegły się w czasie z kłopotami Wizards. Stołeczna ekipa przestała bowiem wygrywać i przestała zbierać komplementy. Niektóre porażki zostawiły przy tym ślad w psychice zawodników, choćby ta sprzed kilku dni z Cleveland Cavaliers, aż 89:127, i to na własnym parkiecie. Dziś w nocy Wizardsi ulegli u siebie Golden State Warriors 107:114. Była to ich czwarta kolejna porażka i dziewiąta w ostatnich jedenastu spotkaniach. Spadli na piąte miejsce w tabeli konferencji, z bilansem 33-24. Paradoksalnie przeciw „Wojownikom” gospodarze mieli bardzo dobrą skuteczność rzutów za dwa, bo trafili 37 na 61 prób, ale zanotowali ogromną liczbę strat, aż 26. To w dużej mierze zadecydowało o wyniku.

Gortat tym razem był jednym z najlepszych na boisku. Zdobył 16 punktów, miał 11 zbiórek, jednak ponownie, niespodziewanie, nie wyszedł na plac gry w czwartej kwarcie.

Wizards teraz spotkają się z najsłabszymi w Konferencji Zachodniej Minnesota Timberwolves i powinni przerwać fatalną serię. Nie znaczy to jednak, że będzie im łatwiej. Nie, nie będzie, bo już do końca fazy zasadniczej będą się spotykali głównie z rywalami bardzo mocnymi, znajdującymi się na fali, wysoko notowanymi. Przed nimi ciężki kalendarz, sporo wyzwań, a powodów do optymizmu zbyt dużo nie znajdują.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl