logo
logo

Zdjęcie: / Domena publiczna

VAR działa

Poniedziałek, 11 czerwca 2018 (14:35)

Z Łukaszem Brudem, sekretarzem generalnym Międzynarodowej Rady Futbolu (IFAB) sprawującej pieczę nad przepisami gry, rozmawia Maciej Machnicki (PAP).

O IFAB zrobiło się głośno tak naprawdę w ostatnich dwóch, trzech latach, kiedy rozgorzała dyskusja o VAR. Proszę opowiedzieć o tej organizacji.

– Wtedy wiele osób dowiedziało się, że to nie Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) odpowiada za przepisy. Mamy bardzo dobrą współpracę, ale jednak istotne jest to, żeby te dwie organizacje rozróżniać. My zajmujemy się rozwojem piłki nożnej tylko przez wprowadzanie zmian, modernizowanie przepisów.

VAR jest pierwszym tak poważnym przedsięwzięciem IFAB?

– My na ten projekt mówimy „monster” (ang. „potwór”). Ale już technologia goal-line była ogromnym wyzwaniem. IFAB nie miał wtedy własnej administracji, ja sam pracowałem w FIFA i pomagałem przygotowywać materiały, które posłużyły do podjęcia ostatecznej decyzji. Wtedy też przeczytałem uważnie przepisy IFAB i zauważyłem, że to trudna lektura, do tego jest mnóstwo niespójności. W 2016 roku wprowadziliśmy ok. 150 zmian, rok później zatwierdziliśmy kolejne. Chcieliśmy również wypromować IFAB w internecie, w czym pomogła nam polska agencja kreatywna Me&My Friends. Do tej pory oficjalne informacje o naszej organizacji można było znaleźć tylko w zakładce na portalu FIFA. W maju 2016 roku wystartowaliśmy z własną stroną internetową theifab.com oraz profilami w mediach społecznościowych. W tym samym roku rozpoczęliśmy również kampanię Play Fair, żeby przeanalizować, które elementy futbolu nie podobają się kibicom, piłkarzom, trenerom, sędziom, organizatorom rozgrywek.

I jakie są wnioski z tych badań?

– Najczęściej zarzuty dotyczą gry na czas oraz dyscypliny na boisku, np. otaczania sędziego, gdy ten podejmuje niekorzystną decyzję (mobbing). Takich zagadnień jest kilkanaście, a my badamy, co możemy zrobić, żeby pozbyć się niechcianych zachowań. Niektóre rzeczy są już testowane, np. żółte i czerwone kartki dla trenerów, umożliwienie dyskusji z sędzią tylko kapitanom drużyn, upominanie bramkarzy, którzy przetrzymują piłkę w rękach dłużej niż przez sześć sekund czy schodzenie z boiska przy zmianie do najbliższej linii, a niekoniecznie w strefie przy ławkach rezerwowych. Takich tematów jest oczywiście więcej.

 

Jak wygląda codzienność IFAB od momentu, gdy powtórki w meczach o stawkę stały się faktem?

– Tak wielkiej zmiany jeszcze nie było. Temat powstał, bo założenie było takie, że trzeba pomóc sędziom. Nie może być tak, że wszyscy wiedzą, co się dzieje, tylko nie arbiter. W tej chwili pomagamy ok. 50 piłkarskim federacjom i władzom rozgrywek we wprowadzeniu VAR. To duże i czasochłonne przedsięwzięcie.

 

Co w ogóle skłoniło IFAB do rozpatrzenia możliwości zastosowania takich rozwiązań, a później do dania zielonego światła do testów?

– W 2013 roku zwróciła się do nas Holenderska Federacja Piłkarska. Pokazano nam propozycję rozwiązań umożliwiających wgląd do powtórek podczas meczów. Wtedy jeszcze wszystko odbywało się „offline”, czyli bez kontaktu z sędzią. W 2015 zdecydowaliśmy, że rozpoczniemy oficjalne eksperymenty. Pierwsze „online” na dużym wydarzeniu odbyło się w Bari w towarzyskim meczu Włoch z Francją w 2016 roku, parę miesięcy później doszło do kolejnych testów w Mediolanie w spotkaniu Włochy – Niemcy. Potem zaczęły się zgłaszać kolejne federacje piłkarskie, w tym PZPN, ale też Niemcy, Portugalia, Australia, USA, Korea Południowa... Każdy chciał wykształcić swoich sędziów.

 

Już półtora roku później, w marcu 2018 roku, oficjalnie wpisano VAR do reguł futbolu. Wydaje się, że to dość szybko?

– Do tego czasu zebraliśmy już ogromną ilość danych. Decyzje sędziów były poprawne w 99 proc. przypadków, a przed VAR – w 93 proc. Te statystyki nas przekonały.

 

Czyli nie ma Pan żadnych obaw związanych z VAR w Rosji?

– Pamiętam spotkania w 2015 i 2016 roku z przedstawicielami innych dyscyplin, które korzystały już z powtórek. Mówili, że – owszem – statystyki trafności decyzji się poprawią, ale dyskusje o spornych sytuacjach w mediach i wśród kibiców nie ustaną. Nauczono mnie, że trzeba „zarządzać oczekiwaniami”. Kiedyś przyjdzie ogólne przekonanie, że VAR jest nieodłączną częścią piłki nożnej. A pomogą w tym przypadki, w których kibice zobaczą, jak VAR uchronił ich drużynę przed krzywdą. Na to trzeba czasu.

 

A co z sytuacjami, jak z rewanżu ćwierćfinału Ligi Mistrzów pomiędzy Realem Madryt a Juventusem Turyn? W końcówce podyktowany został rzut karny dla „Królewskich”, wykorzystał go Cristiano Ronaldo i przesądził o awansie swojej drużyny. W Champions League VAR nie ma, a opinia publiczna, która przecież mogła obejrzeć powtórki, mimo wszystko jest podzielona praktycznie pół na pół.

– To też jest ujęte w naszych statystykach. To jest tzw. szara strefa, stanowiąca kilka procent wszystkich przypadków. To są sytuacje, w których system VAR może, ale nie musi być użyty.

 

Jak odpowiedziałby Pan na zarzut, że VAR „psuje ducha futbolu”, pozbawia go dynamiki, doprowadza do zbyt wielu przerw w grze?

– Statystycznie mecz piłki nożnej to 60 minut gry i 30 minut przerw. Same wrzuty z autów trwają ok. siedmiu minut na spotkanie, rzuty wolne – osiem i pół. VAR jest używany w sposób widoczny [ze wstrzymaniem gry – PAP] raz na trzy mecze przez minutę. O czym tu dyskutować? VAR nie przerywa gry, choć w początkowej fazie testów rzeczywiście sędziowie byli przeczuleni. Wiedzieli, że wszystko będzie poddawane krytyce przez opinię publiczną, media, środowisko piłkarskie i być może dlatego wtrącali się trochę zbyt często.

 

 A jaki jest obecnie największy problem z VAR?

– Musimy się zastanowić, jak zaradzić temu, że kibice obecni na stadionie nie zawsze wiedzą, co się dzieje. Oni nie widzą powtórek, nie mają obrazu z kamer, jak telewidzowie i komentatorzy. Pomysły są różne: komunikaty na ekranach, ogłaszanie decyzji przez spikera, a nawet – jak np. w rugby – przez samego sędziego głównego. Jest jeszcze druga kłopotliwa dla VAR kwestia – nieznajomość przepisów. Kibice interpretują reguły po swojemu, a gdy sędzia podejmuje decyzję inną niż podpowiada im ich intuicja, wtedy zaczyna się narzekanie: „To po co w ogóle ten VAR?”. Transparentność tych decyzji powinna być na znacznie wyższym poziomie. Na razie nie mamy satysfakcjonujących rozwiązań w tej kwestii.

PAP

Aktualizacja 31 lipca 2018 (13:23)

NaszDziennik.pl