logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Piotr Nowak/ PAP

Carlitos w Legii

Czwartek, 5 lipca 2018 (21:45)

Hiszpan Carlitos, największa gwiazda piłkarskiej ekstraklasy, jej król strzelców i najlepszy zawodnik, zamienił Kraków na Warszawę i od przyszłego sezonu przywdziewać będzie koszulkę Legii.

To jeden z najciekawszych transferów w całej historii ekstraklasy. Być może byłby nawet największy, gdyby Legia zapłaciła sumę odpowiadającą rzeczywistej wartości zawodnika, wycenianego na około trzech milionów euro. Tyle, początkowo, Wisła za swoją gwiazdę chciała otrzymać. Było to kilka tygodni temu, gdy sytuacja w krakowskim klubie przypominała jeszcze w miarę normalną i stabilną. Wtedy na Reymonta zgłaszali się chętni gotowi pozyskać Carlitosa, najbardziej zdeterminowani wydawali się Chorwaci z Dinama Zagrzeb, ale nagle wszystko się zmieniło. Okazało się, że Wisła ledwo wiąże koniec z końcem, doszło nawet do tego, że z powodu zadłużenia władze Krakowa nie podpisały z klubem nowej umowy dzierżawy stadionu miejskiego. Jakby tego było mało, powstało zamieszanie wokół kontraktu Carlitosa. Przedstawiciele zawodnika zaczeli wysyłać sygnały, że jego przedłużenie przez „Białą Gwiazdę” można podważyć, sam piłkarz już jasno wskazywał, że dłużej w Krakowie nie ma zamiaru grać, cały czas spoglądając w jedną stronę. Nie Zagrzebia, który chyba w ogóle go nie interesował, tylko Warszawy.

Właściciel Legii Dariusz Mioduski wszystkie te okoliczności wykorzystał bezbłędnie. Nagle bowiem stanął przed ogromną szansę pozyskania znakomitego, jak na nasze warunki, piłkarza za bezcen. Nie za trzy, nie za dwa miliony euro, tylko poniżej jednego. Wisła specjalnie nawet nie próbowała się targować, obawiając się, że cała historia może zakończyć się kolejną w ostatnich tygodniach jej katastrofą, zarówno finansową, jak i wizerunkową. Stąd doszło do transferu na zasadach wręcz promocyjnych, bo jeśli jest prawdą, że Legia ostatecznie zapłaciła za Carlitosa między 500 a 800 tysięcy euro, to ma prawo zacierać ręce z doskonałego interesu.

W poprzednim sezonie na naszych ligowych boiskach Hiszpan zachwycił. Zdobył 24 bramki i został królem strzelców. Imponował wyszkoleniem technicznym, indywidualnymi umiejętnościami, a uwagę zwracał też nieschodzącym z jego twarzy uśmiechem. W Wiśle grać już nie chciał, nie interesowała go walka o miejsce w środku tabeli, może nawet utrzymanie, nie interesowały go zaległości w wypłatach. Można to zrozumieć. W Legii ma nadzieję nie tylko godnie zarobić (co jest pewne, bo zostanie jednym z najlepiej opłacanych piłkarzy w Polsce), ale i zrealizować konkretne sportowe cele. Jednym z nich jest gra w Lidze Mistrzów. To oczekiwania i nadzieje obopólne, bo na Łazienkowskiej chcą tego samego – dostać się do Champions League dzięki trafieniom swej nowej hiszpańskiej gwiazdy.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl