logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marcin Bednarski/ PAP

Najlepszy z możliwych?

Czwartek, 12 lipca 2018 (21:10)

Nie Włoch, nie Chorwat, nie Michał Probierz, którego nazwisko pojawiało się w kuluarach, a Jerzy Brzęczek będzie następcą Adama Nawałki na ławce trenerskiej piłkarskiej reprezentacji Polski.

To była prawdziwa „bomba”. Prezes PZPN Zbigniew Boniek niedawno przyznał, że nazwisko nowego selekcjonera poznamy prawdopodobnie pod koniec lipca. Na giełdzie kandydatów krążyły duże nazwiska, szczególnie fachowców z zagranicy, głównie Włochów, bo wydawało się, że narodowa drużyna, po erze Nawałki, powinna trafić w ręce szkoleniowca utytułowanego i posiadającego określoną markę. Tymczasem wszystko rozstrzygnęło się już dziś i… zaskoczyło dosłownie wszystko. I data, i wybór Bońka. Na pewno odważny, ryzykowny, oby trafiony.

Jerzy Brzęczek, bo on został dziś nowym selekcjonerem, ma bowiem za sobą jeden sezon bardzo udanej pracy w trenerskim fachu. Nie znaczy to, że zaczął ją rok temu, oczywiście nie, ale wcześniej sukcesów nie odnosił. Pracował jako asystent w Polonii Bytom, gdzie rozpoczął karierę. Później samodzielnie prowadził Raków Częstochowa, Lechię Gdańsk oraz GKS Katowice. Czasem z lepszym, czasem gorszym skutkiem, jednak bez spektakularnych wyników. Ze znakomitej strony dał się dopiero poznać w Wiśle Płock, którą przejął niemal równo rok temu, tuż przed startem sezonu 2017/18. Drużyna, w której można było znaleźć zarówno wielu zawodników młodych, jak i doświadczonych, po przejściach, skreślonych gdzie indziej, nagle bowiem zaczęła odnosić rezultaty powyżej oczekiwań, łącząc je z bardzo charakterystycznym, widowiskowym i efektownym stylem gry. Wiosną, przez chwilę, wydawało się, że wiślacy są w stanie powalczyć o tytuł, a o puchary rywalizowali do ostatniej kolejki. Nie udało się, zajęli piąte miejsce, ale praca Brzęczka wywarła wrażenie. Na płockich działaczach, którzy bez wahania przedłużyli z nim kontrakt, i na właścicielu Legii Warszawa, któremu zamarzył się Brzęczek w roli trenera mistrzowskiej drużyny. Do tego nie doszło, bo wiślacy postawili weto, nie chcąc za żadne skarby pozbywać się cenionego fachowca. Brzęczek pracował zatem z Wisłą, przygotowując ją do startu kolejnego sezonu, gdy niespodziewanie zadzwonił do niego Boniek. Wobec propozycji, jaką złożył, nikt nie mógł pozostać obojętny, i trener, i płoccy działacze. Tym razem dali szkoleniowcowi zielone światło i dziś został on ogłoszony następcą Nawałki.

Jako piłkarz Brzęczek był bardzo ceniony. Pełnił funkcje kapitana drużyny, która w Barcelonie sięgnęła po srebrny medal igrzysk olimpijskich. Pierwsze kroki stawiał w Olimpii Truskolasy, skąd trafił do Rakowa Częstochowa. Później grał w Olimpii Poznań, w barwach której zadebiutował w ekstraklasie, Lechu Poznań, Górniku Zabrze i GKS Katowice. W 1995 roku wyjechał za granicę. W Tirolu Innsbruck występował w jednej drużynie z obecnym trenerem reprezentacji Rosji Stanisławem Czerczesowem, a prowadził go nie kto inny, jak słynny selekcjoner Niemców Joachim Loew. Grał również w LASK Linz, Sturmie Graz, FC Kaernten i izraelskim Maccabi Hajfa. W 2007 roku powrócił do Górnika Zabrze, a karierę zakończył dwa lata później w Polonii Bytom.

Oficjalna prezentacja Brzęczka – selekcjonera będzie miała miejsce w poniedziałek, 23 lipca o godzinie 12.30 na PGE Narodowym. Wtedy przedstawi on skład sztabu szkoleniowego i podzieli się swoją wizją narodowej drużyny. Brzeczek, dodajmy, nie został jeszcze zatwierdzony przez zarząd PZPN, ma to nastąpić w sobotę, ale będzie już tylko formalnością.

Boniek wybór srebrnego medalisty olimpijskiego określił mianem „najlepszego z możliwych”.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl