logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: SRDJAN SUKI/ PAP/EPA

Lewandowski zostaje

Środa, 22 sierpnia 2018 (19:55)

Robert Lewandowski nie ma zamiaru odchodzić z Bayernu Monachium. Kres spekulacjom dotyczącym ewentualnego transferu położył sam zainteresowany, informując, że obecnie nie myśli o zmianie barw klubowych.

Lewandowski w Realu Madryt? A może w Manchesterze United, City lub Chelsea Londyn? A jeśli nie, to może w Juventusie Turyn lub Paris Saint Germain? Od kilku lat, przy okazji transferowych okienek, pojawiały się mniej lub bardziej wiarygodne rewelacje dotyczące przyszłości kapitana piłkarskiej reprezentacji Polski. Nasiliły się w momencie, gdy związał się umową z Pinim Zahavim, słynnym menedżerem, znanym z umiejętności dokonywania transferów „niemożliwych”. Gdy tylko drogi obu panów się zeszły, dla wielu stało się jasne, że Lewandowski chce opuścić Bayern, a nowego agenta zatrudnił po to, by pomógł mu w negocjacjach z władzami Bayernu. O tym, że są chętni na usługi Polaka, było jasne, a w grę wchodziły największe firmy europejskie. Od dawna o jego zatrudnieniu marzył Real, poważnie myślały najbogatsze kluby angielskie, czy też PSG. Bawarczycy nieustannie trwali jednak przy stanowisku, że król strzelców Bundesligi nie jest na sprzedaż, a im bardziej nasilały się spekulacje, tym mocniej usztywniały swe stanowisko. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie – skądinąd słuszne – że dla Bayernu sprawa Lewandowskiego jest sprawą honorową. Niemiecki klub za wszelką ceną chciał pokazać, że nikt niczego na nim nie wymusi, że są sprawy ważniejsze niż pieniądze. Kilka dni temu prezes Uli Hoeness przyznał wprost, że Zahavi pięciokrotnie prosił go o spotkanie w sprawie „Lewego”. Działacz za każdym razem odpowiadał: „Dobrze, ale we wrześniu”. Czyli, dodajmy, po zamknięciu okienka transferowego.

Dziś już wiemy, że transferu Lewandowskiego nie będzie. Czy teraz, czy w ogóle, to się dopiero okaże, ale głos, stanowczy, zabrał wreszcie sam zainteresowany. Polak przyznał, że faktycznie, chciał z Bayernu odejść – ale niekoniecznie dlatego, że uznał ów klub za zbyt „mały” i niepotrafiący sprostać jego sportowym ambicjom, sięgającym triumfu w Lidze Mistrzów. – W kwietniu i maju, gdy zanotowałem kilka ważnych meczów bez strzelonego gola, byłem z prawie każdej strony atakowany. Nie dostałem wtedy żadnej ochrony z klubu i poczułem się bardzo osamotniony. Nikt nie stanął za mną, nikt nie wziął mnie w obronę, żaden z szefów – przyznał Lewandowski, cytowany przez niemieckie media, które kilka miesięcy temu lubowały się w „strzelaniu” do niego. Zawodnik podkreślał, że chciał wówczas zmienić klub, bo po prostu w Monachium przestał czuć się dobrze.

Minęły jednak miesiące, przyszły nieudane i rozczarowujące mistrzostwa świata i Lewandowski porzucił myśli o przeprowadzce. Pomogła w tym rozmowa z nowym trenerem Bawarczyków, Niko Kovacem, który nie tylko kategorycznie sprzeciwił się transferowi, ale i pokazał „Lewemu” swój pomysł na zespół, który piłkarzowi przypadł do gustu. Pomogli też kibice, a przynajmniej ich część, którzy wsparli zawodnika. – Nie myślę już o wyjeździe za granicę, nie chcę znowu wchodzić w spór z klubem. Chcę za to dawać z siebie wszystko dla drużyny – powiedział Lewandowski. W sobotę zdobył jedynego gola w meczu Pucharu Niemiec z SV Drochtersen/Assel, a kilka dni wcześniej zaliczył hat-tricka w spotkaniu o Superpuchar Niemiec z Eintrachtem Frankfurt.

 

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl