logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Marcin Gadomski/ PAP

Chcą obronić fotel lidera

Środa, 6 lutego 2019 (22:06)

Piłkarze Lechii Gdańsk jesień zakończyli w fotelu lidera ekstraklasy i marzą o tym, by – mimo problemów – pozycję tę utrzymać do końca sezonu. Czy to realne?

Jesień dla Lechii była niemal doskonała. Z 20 rozegranych meczów piłkarze tej drużyny wygrali 12, a przegrali zaledwie dwa. Oba z… Wisłami, bo najpierw sposób na gdańszczan znalazła ta krakowska (5:2), a potem płocka (1:0). Jako jedyni nie ponieśli porażki na własnym stadionie. Kiedy naprzeciw podopiecznych Piotra Stokowca stawał zespół o innej nazwie, jego ekipa zawsze jakiś punkt lub punkty zdobywała. „Biało-zieloni” jesienią strzelili też najwięcej bramek w lidze – 34, podobnie jak Legia Warszawa i Jagiellonia Białystok – natomiast najmniej – 17 – stracili. Mieli też w swych szeregach najskuteczniejszego piłkarza. Portugalczyk Flavio Paixao zapisał bowiem na swoim koncie 12 trafień, czyli tyle samo, ile uzbierał Hiszpan Igor Angulo z Górnika Zabrze. Wreszcie liczby najważniejsze – jeden i trzy. Lechiści po 20 kolejkach zajmują pierwsze miejsce w tabeli, z przewagą trzech punktów nad Legią.

Co złożyło się na taki stan rzeczy? Forma Paixao – na pewno. Motorem napędowym drużyny był jednak Lukas Haraslin. Słowacki skrzydłowy jesienią prezentował się wyśmienicie, jego rajdy siały popłoch w liniach defensywnych rywali. Dobrze prezentowała się defensywa, pewnym punktem był bramkarz Dušan Kuciak. Przede wszystkim jednak Lechia miała (i ma) Stokowca. Ten wciąż młody trener znany jest z tego, że potrafi świetnie pracować z piłkarzami, wydobywając z nich to, co mają najlepszego. Ich najmocniejsze strony, atuty. Jesienią tylko to potwierdzał, a po Lechii widać było konkretny pomysł na grę, plan, jakość.

Wydawać by się mogło – idylla. Niekoniecznie. „Biało-zieloni” mają bowiem kłopoty i to te najbardziej prozaiczne, finansowe. Było o nich głośno już jesienią. Gdy jednak zimą pojawiły się problemy ze spłatą zaległości, piłkarze i sztab postanowili, że w formie protestu do odwołania nie będą udzielać wywiadów.

Gdy w kasie się nie przelewa, trudno myśleć o transferach i Lechia faktycznie nikogo nie sprowadziła. Dla Stokowca ważniejsze było jednak to, że się również nie osłabiła. Owszem, odeszły dwa znaczące nazwiska, Sławomir Peszko (do Wisły Kraków) i Ariel Borysiuk (Wisła Płock), ale bądźmy szczerzy – obaj jesienią praktycznie nie grywali. Peszko dokładnie jeden mecz i to niecały – z Jagiellonią, kiedy to otrzymał czerwoną kartkę za brutalne kopnięcie Arvydasa Novikovasa, a później został zdyskwalifikowany na trzy miesiące. A potem na dodatek sprawił trochę problemów wychowawczych i stało się jasne, że w Gdańsku już nie pogra.

Stokowiec ma jednak zmartwienia personalne. Rafał Wolski ponownie zerwał więzadła krzyżowe i 25 stycznia przeszedł operację kolana. Wiosną na boisko nie wybiegnie. Niewiadomą jest dyspozycja Haraslina, który z powodu stłuczenia stopy nie zagrał zimą w żadnym meczu towarzyskim.

Trener pozostał jednak optymistą. – To co sobie założyliśmy ze spraw techniczno-taktycznych czy odpraw i teorii, wszystko zostało zrealizowane poza jednym przerwanym meczem i jednym treningiem indywidualnym. Wiemy jeszcze więcej, popracowaliśmy nad naszymi mocnymi stronami, ale też skupiliśmy się na kilku niuansach taktycznych, które chcieliśmy poprawić. Czujemy się dobrze przygotowani. Będziemy jeszcze pracować nad ofensywą, ale myślę, że gra defensywna stoi na dobrym poziomie i to chcemy podtrzymać – powiedział, cytowany na klubowej stronie.

Wiosną Lechię czeka nie tylko walka o mistrzostwo, ale i Puchar Polski – w ćwierćfinale tych rozgrywek zmierzy się z Górnikiem Zabrze. Wcześniej, bo już w sobotę, spotka się z Górnikiem Zabrze na początku wiosennych zmagań w ekstraklasie.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl