logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Leszek Szymański/ PAP

Zdobądźcie Wiedeń!

Czwartek, 21 marca 2019 (13:32)

Będzie ciężko, co do tego nie ma wątpliwości nikt, ale polscy piłkarze chcą eliminacje do przyszłorocznych mistrzostw Europy rozpocząć z przytupem. Czy znajdą tyle argumentów, by z Wiednia i pojedynku z Austrią wrócić z tarczą?

Jerzy Brzęczek, trener naszej narodowej drużyny, ma świadomość, że czwartkowe spotkanie będzie nie tylko bojem o bezcenne punkty eliminacji, ale i o poprawę atmosfery. Ubiegły rok był bowiem dla reprezentacji Polski trudny i rozczarowujący. Bardzo słaby występ na mistrzostwach świata kosztował Adama Nawałkę posadę, a Brzęczek, który go zastąpił w sześciu jesiennych meczach, nie doczekał się zwycięstwa. Wszystko to spowodowało, że nagle gdzieś ulotnił się entuzjazm, jaki przez lata towarzyszył kadrze. Najlepiej widać to po sprzedaży biletów na jej mecze. Jeszcze rok temu na kilka dni przez ważnym starciem o punkty nabycie wejściówek na nie graniczyłoby z cudem. Tymczasem teraz, na chwilę przez niedzielnym meczem z Łotwą – drugim w eliminacjach do Euro 2020 – kłopotów z nabyciem biletów nie było i nie ma żadnych. Owszem, schodziły, trybuny Stadionu Narodowego się zapełnią, ale szału nie było. Brzęczek o tym wie, wie też, że reprezentacja znów stanie się „trendy”, gdy zacznie wygrywać. Najlepiej w pojedynkach trudnych, wymagających, z groźnym rywalem, takim choćby jak Austria.

Dzisiejszy mecz zapowiada się jako prawdziwe wyzwanie. I choć naprzeciw Biało-Czerwonych nie stanie żadna potęga, to jednak do prowadzonej przez Franco Fodę drużyny trzeba podejść z dużym szacunkiem. Austriacy od pewnego czasu notują bowiem ciągły postęp. Szczególnie na własnym stadionie nie zwykli przegrywać, ba!, w ostatnich latach przed swoją publicznością dali się pokonać tylko Brazylii. Poza tym wygrywali, m.in. w towarzyskim sprawdzianie z Niemcami, po naprawdę dobrej grze.

– Austriacy wyróżniają się przygotowaniem fizycznym, zaangażowaniem, determinacją. Musimy odpowiedzieć im tym samym. Kluczem będzie dyscyplina w defensywie, a także agresywna gra. Same umiejętności nie wystarczą, aby osiągnąć swój cel, będziemy potrzebowali zaangażowania na maksymalnym poziomie – tłumaczył Brzęczek.

W środę zdradził jedną z tajemnic dotyczących składu. W bramce stanie Wojciech Szczęsny, który wygrał rywalizację z Łukaszem Fabiańskim. Może nawet nie tyle wygrał, ile z tej dwójki doskonałych, równorzędnych zawodników, nazywanych przez selekcjonera „numerami jeden”, Brzęczek musiał kogoś wybrać i uznał, że tym razem warto postawić na bramkarza Juventusu Turyn. Poza tym trener nie chciał nic więcej zdradzić. Do końca nie wiemy zatem, w jakim zestawieniu Polacy wyjdą na boisko i jaką zastosują taktykę. Opcje są dwie i sporo przemawia za tym, że dziś w Wiedniu będzie odważnie. Odważnie, czyli że Biało-Czerwoni pojawią się na murawie z dwoma napastnikami w składzie. Brzęczek bardzo ceni talent Krzysztofa Piątka, jednak wydaje się, że postawi na parę Robert Lewandowski (poza konkurencją) – Arkadiusz Milik. Choćby z racji tego, że obaj doskonale się znają i rozumieją, że rozegrali już wspólnie wiele spotkań, w których współpracowali w ciemno. A to zrozumienie, zgranie, będzie niezwykle ważne.

Ciekawe wydaje się też miejsce, w jakie selekcjoner pośle Piotra Zielińskiego. Wiele bowiem wskazuje na to, że ów zdolny rozgrywający tym razem zostanie ustawiony na lewej stronie pomocy, czyli tak, jak gra na co dzień w Napoli. Sam bardzo lubi tę pozycję, świetnie się na niej odnajduje, zatem wypada tylko mieć nadzieję, że wreszcie i w reprezentacji pokaże formę i potencjał prezentowany w Serie A. Jeśli faktycznie Brzęczek wybierze taki wariant, to na środku znajdzie się miejsce dla Grzegorza Krychowiaka i Mateusza Klicha.

Nie wiadomo też, kogo selekcjoner pośle do boju na bokach obrony. Osoba Bartosza Bereszyńskiego wydaje się co prawda pewna, jednak trener do końca rozważał, czy lepsze będzie wystawianie go na nominalnej pozycji prawego defensora, czy też na lewej stronie, wobec permanentnych problemów z obsadą tego właśnie miejsca na boisku. Z prawej strony prawdopodobnie zagrałby wówczas Tomasz Kędziora, choć nie wykluczone, że Brzęczek albo jego, albo Artura Jędrzejczyka zdecyduje się wystawić na stronę lewą. Środek jest zarezerwowany dla Kamila Glika i Jana Bednarka.

W Wiedniu będzie ciężko – to pewne. Należy się spodziewać prawdziwie męskiego, twardego boju, w którym nikt nie odstawi nogi, bo tylko w ten sposób będzie mógł myśleć o osiągnięciu celu. Austriacy u siebie są szalenie groźni, jednak Biało-Czerwoni wyjdą na boisko, by zgarnąć pełną pulę. To ich cel.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl