logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: GEORGI LICOVSKI/ PAP/EPA

Wygrajcie! I pokażcie styl!

Poniedziałek, 10 czerwca 2019 (14:31)

Kibice liczą, że w dzisiejszym meczu z Izraelem polscy piłkarze nie tylko zdobędą komplet punktów, ale i pokażą grę o wiele lepszą niż we wcześniejszych spotkaniach eliminacji Euro 2020.

To pewien paradoks. Biało-Czerwoni wygrali wszystkie trzy do tej pory rozegrane mecze eliminacyjne: z Austrią, Łotwą i Macedonią. Nie stracili w nich nawet jednej bramki. Tak udanie walki o wielką piłkarską imprezę w XXI wieku nie rozpoczął żaden poprzednik obecnego selekcjonera. Tyle że w każdym ze wspomnianych spotkań na grę Biało-Czerwonych patrzyło się z wielką trudnością. Ze zgrzytaniem zębów. Głośno mówili o tym świadomi kiepskiej postawy piłkarze, mówił też Brzęczek, tłumacząc, że zwycięstwa cieszą, są ważne, ale zespół stać na więcej.

I taka jest prawda. Zwycięstwa cieszyły, bo przybliżały Polaków do realizacji celu, jakim jest awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Ale z drugiej strony kibice chcieliby – i trudno im się dziwić – by reprezentacja grała tak, jak grać powinna. Po prostu wykorzystując potencjał i umiejętności Roberta Lewandowskiego, Krzysztofa Piątka, Piotra Zielińskiego i ich kolegów. Czy dziś nasi będą poczynać zatem sobie wreszcie tak, by zadowolić w pełni wszystkich?

Może to okazać się… konieczne. Naprzeciw Biało-Czerwonych stanie bowiem Izrael, z pewnością dużo mocniejszy niż Łotwa i Macedonia. Będący na fali, mający w składzie indywidualności zdolne w pojedynkę rozstrzygać o losach meczów. Eran Zahavi z siedmioma golami prowadzi w klasyfikacji strzelców po trzech kolejkach eliminacji i to wizytówka niewymagająca komentarza. Grając jak w piątek w Skopje, trudno liczyć, by nasi zdołali wywalczyć komplet punktów. Ba, mogą mieć problem ze zdobyciem choćby jednego. Stąd ta nadzieja kibiców jest jednocześnie koniecznością i obowiązkiem piłkarzy, którzy chcą na PGE Narodowym odnieść kolejne zwycięstwo. Gdyby tak się stało, gdyby Polacy wygrali, znaleźliby się na prostej wiodącej do Euro 2020.

– Reprezentacja Izraela jest dobrze zorganizowana i wyszkolona technicznie. To widać w jej sposobie gry i umiejętności stwarzania sytuacji. Wyróżnia się oczywiście Zahavi, bardzo skuteczny, co najlepiej pokazują jego statystyki z poprzednich spotkań. Ma ogromny wpływ na cały zespół, a jego dodatkowym atutem jest umiejętność zdobywania bramek zza linii pola karnego. Nasza obrona musi być czujna, żeby nie przedłużył swojej passy – przyznał Brzęczek. Selekcjoner podkreślił, że pojedynek z Macedonią został dokładnie przeanalizowany, jednak wnioski „pozostały do dyskusji wewnętrznej” między piłkarzami a sztabem szkoleniowym. Wypada zatem tylko mieć nadzieję, że były na tyle konstruktywne, że dziś wieczorem reprezentacja Polski zagra wreszcie tak, że będziemy mogli jej bić brawo.

Pomóc w tym ma bardziej ofensywne ustawienie. Jest bowiem bardzo prawdopodobne, że w wyjściowym składzie narodowej drużyny pojawi się Piątek obok Lewandowskiego. Ta dwójka napastników w drugiej połowie spotkania z Macedonią pokazała, że umie i potrafi współpracować, Piątek zdobył do tego jedynego, przypadkowego, szczęśliwego, ale zawsze – gola. Poza tym Brzęczek rozważa wstawienie do jedenastki Macieja Rybusa, który zastąpiłby Tomasza Kędziorę. Gdyby do takiej zmiany faktycznie doszło, to obrońca Lokomotiwu Moskwa zająłby miejsce na swojej pozycji, czyli lewej stronie defensywy, a na prawą wróciłby Bartosz Bereszyński. Reszta składu nie powinna różnić się od tego z piątku.

 

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl