logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Bobola/ Licencja: CC BY-SA 4.0/ Wikipedia

Piast broni. Czy obroni?

Piątek, 19 lipca 2019 (21:42)

Czy w rozpoczynającym się dziś nowym sezonie piłkarskiej ekstraklasy może dojść do sensacji, jak to miało miejsce w poprzednim, czy też karty będą rozdawali ci, którzy rozdawać je powinni? Przekonamy się, aczkolwiek wydaje się, iż lista drużyn mogących mierzyć w najwyższe cele jest tym razem wyjątkowo długa.

Otwierać ją powinien Piast Gliwice, bo to przecież aktualny mistrz Polski. W poprzednim sezonie zadziwił i zachwycił zarazem, gdy po fantastycznej w swym wykonaniu wiośnie wyprzedził wszystkich konkurentów i zdobył historyczny, pierwszy w dziejach tytuł. Sensacyjny, bo przed sezonem nikt nie widział go na szczycie tabeli, raczej w gronie tych drużyn, które mogą walczyć o utrzymanie. Latem w Gliwicach doszło do kilku kadrowych roszad, z zespołem pożegnali się Aleksandar Sedlar, być może najlepszy obrońca ligi, oraz Tomasz Jodłowiec, jednak działacze zadbali o to, by zespół do nowego sezonu nie przystąpił słabszy. Słowacki obrońca Tomas Huk, jego rodak Jakub Holubek, kolejny defensor Bartosz Rymaniak oraz hiszpański napastnik Dani Aquino mieli jeszcze bardzo podnieść poziom drużyny i… I w środę znalazła się ona na zakręcie. Miała bowiem ogromną szansę na awans do drugiej rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów, jednak trochę na własne życzenie jej nie wykorzystała. W takich sytuacjach bywa niekiedy, że w zespole następuje „tąpnięcie”, że zawodnicy nie mający przed sobą perspektyw walki o marzenia, a Champions League jest marzeniem, chętniej wysłuchują ewentualnych transferowych propozycji. Nie można zatem wykluczyć, że znajdą się chętni na kilku gliwickich asów, że z zespołu ktoś jeszcze odejdzie, że może on mieć pewne problemy, szczególnie na początku rozgrywek. Jeśli jednak drużyna sobie z nimi poradzi, będzie liczyła się w walce o wysokie cele. A jeśli zaprezentuje futbol taki jak przez większą część rywalizacji z BATE Borysów, może nawet obronić tytuł.

Na Łazienkowskiej w Warszawie nie dopuszczają jednak takiego scenariusza do siebie. „Nowa” Legia ma bowiem odzyskać mistrzostwo i to jedyny cel, z którym rozpocznie sezon. Latem w drużynie doszło do rewolucji. Opuścili ją m.in. Sebastian Szymański, Michał Kucharczyk, Miroslav Radovic, Arkadiusz Malarz i Adam Hlousek, czyli ludzie przywdziewający legijny trykot od wielu lat. Od lat stanowiący o jej sile, albo… słabości. Trener Aleksandar Vukovic uznał jednak, że szatnię trzeba przewietrzyć, sprowadzając do niej piłkarzy głodnych sukcesów. Na papierze wzmocnienia nazwiska faktycznie wyglądają obiecująco. Litwin Arvydas Novikovas, Gruzin Walerian Gwilia, Serb Ivan Obradovic i Igor Lewczuk to ludzie, z których Legia powinna mieć pożytek. Czy tak będzie? Czy zespół wreszcie zacznie pokazywać futbol na miarę oczekiwań i możliwości? Zobaczymy, faktem jest, iż – powtórzmy – na Łazienkowskiej nastawiają się na jeden scenariusz. Pozytywny. Tylko i wyłącznie.

Czarnym koniem rozgrywek może się okazać jednak Lechia. Gdańszczanie już w poprzednim sezonie do końca walczyli o tytuł. Wtedy się nie udało, trochę na własne życzenie, bo gdyby nie niepotrzebnie pogubione punkty mistrzem mogła zostać właśnie Lechia. Wywalczyła jednak Puchar Polski, niedawno Superpuchar, a i tak mocny, dobrze zorganizowany zespół został latem jeszcze wzmocniony. I to z głową. Gdańszczanie pozyskali Mario Malocę, Macieja Gajosa oraz Żarko Udovicicia, a z wypożyczenia powrócił „odmieniony” Sławomir Peszko. Drużynę opuścił tylko jeden znaczący piłkarz, Konrad Michalak, a to oznacza, że Lechia powinna być gotowa do walki o najwyższe cele. Pod każdym względem, piłkarskim, mentalnym…

Wysoko mierzy również Cracovia. To specyficzny klub. Ma stabilnego, bardzo bogatego sponsora, którego tak naprawdę stać na wszystko, ale pod jego okiem jeszcze nigdy nie stanęła na ligowym podium. W poprzednim sezonie się otarła, zajmując czwarte miejsce. Teraz wszyscy mówią o potrzebie wykonania kolejnego kroku naprzód, a co z tego wyjdzie? Pucharowa przygoda „Pasów” nie nastroiła ich zbyt optymistycznie, bo dopiero co się rozpoczęła, a już jest historią. Z zespołem pożegnało się dwóch jego najlepszych zawodników, Hiszpanie Airam Cabrera i Javi Hernandez. Ten drugi w kontrowersyjnych okolicznościach, bo po prostu nagle przestała mu się podobać gra na Kałuży – i co ciekawe nie był pierwszym zawodnikiem, który w ostatnim czasie rozstał się z klubem w ten sposób. Cracovię w górę mają natomiast wyciągnąć nowi: Czech David Jablonsky, Holender Pelle van Amersfoort oraz Portugalczyk Rafael Lopes. Czy wyciągną? Zobaczymy.

O tytule marzą również w Białymstoku. Tamtejsza Jagiellonia bywała już blisko, ale na finiszu traciła impet i obchodziła się smakiem. Czy tym razem się wreszcie uda? Z jednej strony opuściło ją dwóch ważnych piłkarzy: Novikovas i Marian Kelemen, ale kilku, na „papierze” wartościowych, wzmocniło. Białostoczanie swe nadzieje oparli na samych obcokrajowcach, bo do drużyny trafili hiszpański skrzydłowy Juan Camara, chorwacki bramkarz Krsevan Santini, serbski napastnik Ognjen Mudrinski, czeski skrzydłowy Tomas Prikryl i ukraiński pomocnik Oleg Horin. Dołączyli do sporej już grupy „stranieri”, a czy ta mieszanka przyniesie owoce w postaci wymarzonych trofeów? Cóż, poczekajmy na pierwsze mecze.

Wielką zagadkę stanowi natomiast Lech Poznań. Latem doszło w nim do rewolucji totalnej, co nie powinno jednak dziwić, skoro poprzedni sezon był dla „Kolejorza” najgorszym od 2006 roku. Z zespołem pożegnali się obaj bramkarze – Matus Putnocky, Jasmin Buric oraz Marcin Wasielewski, Nikola Vujadinovic, Maciej Gajos, Łukasz Trałka, Rafał Janicki, Vernon De Marco, Dimitris Goutas i Mihai Radut. W ich miejsce pozyskano holenderskiego bramkarza Mickeya van der Harta, chorwackiego pomocnika Karlo Muhara oraz trzech obrońców: Serba Djordje Crnomarkovicia, Słowaka Lubomira Satkę i Tomasza Dejewskiego, postanowiono dać również szansę wychowankom, do tej pory wypożyczanym do innych klubów. „Nowy” Lech ma być w zamyśle bardziej charakterny. Waleczny. Tak naprawdę jednak stanowi wielką niewiadomą, choć jego włodarze oczekują, iż będzie się liczył w wyścigu o najwyższe cele.

Czy ktoś jeszcze może się włączyć do rywalizacji o tytuł, puchary? Może Pogoń Szczecin, może Zagłębie Lubin. W jednym i drugim miejscu zbudowano całkiem ciekawe drużyny, które mają szansę w lidze „namieszać”. Ale co z tego wyjdzie, przekonamy się dopiero po jakimś czasie. Kilku kolejkach, które odpowiedzą na pytania, kto lato przepracował i wykorzystał najlepiej jak mógł.

 

 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 6 sierpnia 2019 (14:50)

NaszDziennik.pl