logo
logo

Zdjęcie: facebook.com/LegiaWarszawa/ Internet

Hit dla Legii

Niedziela, 22 września 2019 (21:41)

Piłkarze Legii Warszawa pokonali w Krakowie Cracovię 2:1 w najciekawiej zapowiadającym się meczu 9. kolejki ekstraklasy. Nie wystarczyło to im jednak do objęcia prowadzenia w tabeli, bo na czele pozostała Pogoń Szczecin.

Przed pojedynkiem na Kałuży z obozu gospodarzy dało się słyszeć głosy, że Cracovia mierzy w tym sezonie w mistrzostwo Polski. Do przerwy niewiele jednak z tych zapowiedzi wynikało, bo to Legia przeważała i zasłużenie prowadziła. Gola, z rzutu karnego, strzelił niezawodny Jarosław Niezgoda. Tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie fatalny błąd popełniła defensywa „Pasów”, w efekcie czego Walerian Gwilia znalazł się w doskonałej sytuacji, pewnie ją wykorzystując. Nadzieje krakowian odżyły w 66. min, gdy kontaktowego gola zdobył Mateusz Wdowiak, ale Legia nie pozwoliła sobie odebrać ciężko wywalczonych punktów.

To, co najciekawsze i najbardziej niezwykłe w 9. kolejce, wydarzyło się jednak we Wrocławiu, gdzie Śląsk zmierzył się z Zagłębiem. Ten mecz przypominał istne szaleństwo. Raz prowadzili w nim jedni, raz drudzy. Erik Exposito zanotował hat-tricka, a trzecia jego bramka, w ostatniej minucie, ustaliła wynik na 4:4 (!), ale nie zakończyła emocji, bo w tym spotkaniu mogły paść jeszcze kolejne gole. – Kibice, którzy dzisiaj przyszli na stadion, obejrzeli dobrą reklamę piłki nożnej. My prowadziliśmy dwa razy, dwa razy prowadził przeciwnik. Byliśmy bardzo mocno zmotywowani, podobnie jak rywale, stąd może wynikało, że w niektórych momentach brakowało nam dyscypliny – skomentował prowadzący wrocławian Vitezslav Lavicka. Świetnie prowadzący, bo jego podopieczni, jako jedyni w lidze, jeszcze nie doznali goryczy porażki.

Ale wrocławianie ostatnio remisowali, przez co nie prowadzą w tabeli. Liderem jest Pogoń, choć dziś też nie wygrała – ale podzieliła się punktami z Górnikiem Zabrze. A raczej dwa straciła, bo była stroną przeważającą, miała więcej z gry, więcej sytuacji, lecz brakowało jej skuteczności. Gola też straciła w dość kuriozalnych okolicznościach, a serię kiksów bezlitośnie wykorzystał najlepszy snajper zabrzan, Hiszpan Igor Angulo. – Mieliśmy bardzo dobrą pierwszą połowę, dużo radości w grze, ruchu bez piłki i odpowiednia presja. Nie wszyscy piłkarze potrafią jednak wytrzymać pełne 90 minut na takim poziomie – przyznał trener „Portowców” Kosta Runjaic.

Dziś w Płocku spotkała się miejscowa Wisła z Wisłą Kraków. Dziwny był to mecz. Do przerwy dużo lepsze wrażenie zostawili po sobie goście, ale dało im to tylko remis 1:1. Doprowadził do niego niezawodny Paweł Brożek, który zanotował 148. w karierze trafienie w ekstraklasie. Nieszczęście „Białej Gwizdy” polegało jednak na tym, iż 36-letni napastnik tuż przed przerwą doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. Po jego zejściu krakowianie jakby zapomnieli, jak i co powinni grać, i to musiało się dla nich skończyć źle. Gola stracili w kuriozalnych okolicznościach, po serii błędów. Warto przypomnieć, iż płocczan do sukcesu poprowadził Radosław Sobolewski, który jeszcze kilka tygodni temu pracował w Wiśle… krakowskiej.

Zapowiadany jako jedno z głównych wydarzeń kolejki mecz Lecha z Jagiellonią zakończył się podziałem punktów i rozczarowaniem, bo oczekiwaliśmy po nim więcej. – Jeśli chodzi o grę ofensywną, nie stwarzaliśmy zbyt wielu sytuacji, ale prawda jest taka, że Lech nie miał dziś żadnej – skomentował trener gości Ireneusz Mamrot.

Siódmą, kolejną porażkę poniósł ŁKS i o ile wcześniej mógł się bronić walką i ambicją, to w starciu z Arką zagrał tak, jakby na niczym mu nie zależało. Nic zatem dziwnego, że trener Kazimierz Moskal wspominał o kompromitacji.

Po raz szósty w sezonie z boiska pokonana zeszła Korona. Kielczanom nie pomogła nawet zmiana trenera. W Gdańsku pierwszy raz poprowadził ją Mirosław Smyła, dla którego był to debiut w roli szkoleniowca w ekstraklasie, ale nie będzie go miło wspominał, bo gospodarze byli lepsi pod każdym względem i wygrali bez większych problemów. – Punkty dają oddech i motywację do roboty. Dzisiaj ich nie mamy, ale trzeba szukać pozytywów, a kilka ich było – pocieszał się nowy szkoleniowiec Korony.

Szczęście dopisało mistrzowi Polski. Piast był bowiem zespołem słabszym od Rakowa, mógł przegrywać 0:2, a nawet 0:3, a jednak zainkasował komplet punktów. Dramat częstochowian rozegrał się między 78. a 81. minutą, kiedy to sędzia Wojciech Myć podyktował kontrowersyjnego karnego dla gliwiczan, ukarał Igora Sapałę czerwoną kartką, a na dokładkę Michał Skóraś strzelił gola samobójczego, ustalającego wynik.

W tabeli Pogoń ma 18 punktów i o jeden wyprzedza Śląsk i Legię. Kolejne miejsca zajmują Jagiellonia, Cracovia i Lechia z dorobkiem 16 pkt. Ostatni ŁKS ma na koncie zaledwie 4 pkt, Korona 5.

Wyniki: Piast Gliwice – Raków Częstochowa 2:1 (0:1). Jorge Felix (78. – karny), Michał Skóraś (81. – samobójcza) – Felicio Brown Forbes (6.); Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 1:1 (1:1). Paweł Tomczyk (39. – karny) – Patryk Klimala (22.); ŁKS Łódź – Arka Gdynia 1:4 (0:2). Rafał Kujawa (53.) – Dawit Szirtładze (21., 43.), Michał Nalepa (58.), Maciej Jankowski (72.); Lechia Gdańsk – Korona Kielce 2:0 (1:0). Maciej Gajos (36.), Lukas Haraslin (52); Śląsk Wrocław – KGHM Zagłębie Lubin 4:4 (2:2). Erik Exposito (22. – głową, 38., 90.), Dino Stiglec (65.) – Filip Starzyński (32. – karny), Bartosz Kopacz (45.), Sasa Zivec (63.), Bartosz Slisz (68.); Wisła Płock – Wisła Kraków 2:1 (1:1). Dominik Furman (16.), Damian Michalski (76.) – Paweł Brożek (28.); Pogoń Szczecin – Górnik Zabrze 1:1 (1:0). Hubert Matynia (24.) – Igor Angulo (73. – głową); Cracovia Kraków – Legia Warszawa 1:2 (0:1). Mateusz Wdowiak (66.) – Jarosław Niezgoda (33. – karny), Walerian Gwilia (47.).

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 10 października 2019 (22:32)

NaszDziennik.pl