logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Jakub Kaczmarczyk/ PAP

Ekstraklasa wraca. Pierwsze mecze już dziś

Piątek, 29 maja 2020 (12:11)

Piłkarze ekstraklasy po nieplanowanej, zaskakującej i dramatycznej przerwie w rozgrywkach wracają dziś na ligowe boiska. Zawieszenie trwało 80 dni, przyniosło wiele niepokojów i wątpliwości, jednak wszyscy mają nadzieję, że to, co złe, jest przeszłością i wznowione zmagania nie tylko przebiegną bez zakłóceń, ale i uda się je spokojnie przeprowadzić do końca.

80 dni bez futbolu… Ostatni jak do tej pory mecz na krajowym podwórku odbył się 9 marca i Korona Kielce pokonała w nim ŁKS Łódź 1:0. Potem wybuchała pandemia, konieczne okazało się przerwanie rozgrywek i przez długi czas nie było wiadomo, czy będzie je można wznowić. Piłkarze nie trenowali, z czasem dostali zgodę na rozpoczęcie indywidualnych, zdalnych zajęć, aż wreszcie zapaliło się zielone światło na treningi grupowe. 8 maja zawodnicy wraz ze sztabami szkoleniowymi przeszli testy na koronawirusa i mogli rozpocząć treningi grupowe.

 

Wiosna Wisły

 

Zanim zapadła decyzja o przymusowej przerwie, piłkarska wiosna roku 2020 należała do krakowskiej Wisły. Drużyny, która jesienią borykała się z totalnymi problemami, która biła rekordy w liczbie przegranych meczów i doznawała historycznych klęsk (0:7 z Legią Warszawa). Wiosną doznała jednak przemiany, stając się ekipą nieporównywalną z tą, która wcześniej całkowicie zawodziła. W sześciu rozegranych w tym roku kolejkach „Biała Gwiazda” odniosła cztery zwycięstwa, dwa razy zremisowała i jako jedyna w całej lidze nie zaznała goryczy porażki. Dzięki temu wydostała się ze strefy spadkowej i obecnie plasuje się na 13. miejscu. Ostatnim bezpiecznym.

Wiosną dobrze wyglądały również Legia (13 pkt), Piast Gliwice (12), Lech Poznań (11) i Górnik Zabrze (10). Byli też i tacy, którzy wpadli w potężny dołek. Największy Cracovia, która od momentu, gdy znalazła się na pozycji pozwalającej jej myśleć nawet o mistrzostwie Polski, całkowicie się pogubiła. W efekcie doznała aż czterech kolejnych porażek, swą sytuację solidnie komplikując. Żadnego z pięciu ostatnich spotkań nie wygrała Pogoń Szczecin, notując w tym okresie zaledwie trzy bezbramkowe remisy. A mówimy o zespole, który jesienią był nawet liderem tabeli.

 

Pracowita przerwa

 

Byli zatem tacy, którym przerwa mocno pokrzyżowała plany, wybijając ich z rytmu. Byli i tacy, dla których paradoksalnie stała się szansą na poukładanie wielu spraw. I choć od 9 marca nie odbywały się mecze, u naszych ligowców działo się wiele ciekawego, nawet związanego z ich funkcjonowaniem i przyszłością. W Wiśle Kraków Jakub Błaszczykowski, Tomasz Jażdżyński i Jarosław Królewski oficjalnie przejęli akcje piłkarskiej spółki, formalnie i ostatecznie stając się jej właścicielami. Właścicielskie zmiany nastąpiły również w Arce Gdynia, gdzie 75 procent akcji klubu nabył Michał Kołakowski, syn znanego w piłkarskim środowisku menedżera, Jarosława. Pierwszą jego decyzją było zatrudnienie nowego trenera, Ireneusza Mamrota, który zastąpił Krzysztofa Sobieraja. Warto pamiętać, że w tym sezonie gdynian prowadzili też Jacek Zieliński i Serb Aleksandar Rogic… Czterech szkoleniowców…

Trener zmienił się też w ostatnim w tabeli ŁKS-ie. Kazimierza Moskala, nieustannie słyszącego o pełnym poparciu działaczy, zastąpił Wojciech Stawowy, wracający do pracy z seniorami po pięcioletniej przerwie.

Zawieszenie rozgrywek i związane z tym straty finansowe skłoniły włodarzy wszystkich klubów do rozmów z piłkarzami dotyczących czasowej redukcji zarobków. Nie wszędzie przebiegły gładko. Cracovia w pewnym momencie poinformowała, że jako jedyny aneksu do umowy nie podpisał Janusz Gol, czyli najważniejsza postać zespołu, jego kapitan i najlepszy piłkarz. Mogło się wydawać, że zawodnik wykazał się egoizmem i niezrozumieniem sytuacji, ale prawda nie była aż tak jednoznaczna i prosta. Strony opublikowały oficjalne oświadczenia, a Gol stracił kapitańską opaskę. Dla odmiany w drugim krakowskim klubie, Wiśle, piłkarze od razu zgodzili się na redukcję wynagrodzeń, wychodząc z założenia, że czas i sytuacja tego po prostu wymagają.

 

Wiele pytań

 

Piłkarze na boiska wracają dziś – i z ich powrotem wiąże się wiele pytań. Przerwa, niespodziewana i przymusowa, czasowy zakaz treningów na pewno odbiły się na ich dyspozycji. Jak bardzo – zobaczymy. Nie wiadomo, czy nie będą mieli oporów z podjęciem twardej, męskiej rywalizacji, czy nie zawahają się przy bliskich kontaktach, skoro ciągle istnieje ryzyko zarażenia się koronawirusem – i ciągle tyle słyszy się o liczbie zachorowań.

Najbliższa, pierwsza po przerwie kolejka odbędzie się bez kibiców. Tak dziś, jak i jutro, i w niedzielę, i w kolejnych tygodniach drużyny na przedmeczową rozgrzewkę nie będę mogły wychodzić razem, zabraknie tradycyjnego przywitania przed spotkaniem, wymiany proporczyków. Na przerwę i po spotkaniu zespoły będą schodziły do szatni w wyznaczonej kolejności. Nie będzie dziecięcej eskorty, chłopców do podawania piłek, klubowych maskotek. Zakazy i restrykcje są konieczne, by dało się grać. Po prostu.

Przerwa nie wpłynęła na zmianę formuły rozgrywek. Po 30. kolejce tabela zostanie podzielona na grupy mistrzowską i spadkową i każda z drużyn rozegra po siedem kolejnych spotkań. Do 1. ligi spadną trzy ostatnie drużyny. Ostatnią kolejkę rundy zasadniczej zaplanowano na 14 czerwca, zaś sezon zakończy się 18 i 19 lipca. Nasza ekstraklasa nie zdecydowała się natomiast skorzystać z możliwości, jaką daje nowy przepis FIFA, zezwalający w czasach pandemii na dokonywanie pięciu zmian w składzie w trakcie jednego meczu. PZPN z prezesem Zbigniewem Bońkiem na czele opowiedzieli się jednak zdecydowanie przeciw tej nowince, tłumacząc, że „piłka to jest piłka” i zwiększenie liczby zmian byłoby zbyt dużą ingerencją w przepisy. W Bundeslidze, przykładowo, nikt oporów nie miał, wychodząc z założenia, że dodatkowe zmiany mogą pomóc uniknąć problemów zdrowotnych i przemęczeniowych piłkarzom.

Po 26 kolejkach liderem tabeli jest Legia z dorobkiem 51 punktów. Osiem punktów mniej ma broniący tytułu Piast, dziewięć mniej Cracovia, Śląsk Wrocław i Lech. Tabelę zamyka ŁKS, który ma aż 11 punktów straty do bezpiecznej lokaty. W strefie spadkowej znajdują się również Korona i Arka.

PZPN już w marcu przyjął uchwałę, zgodnie z którą w przypadku przedwczesnego zakończenia zmagań obowiązująca będzie tabela po ostatniej w pełni rozegranej kolejce. Wszyscy jednak mamy nadzieję, że rozgrywki uda się szczęśliwie doprowadzić do końca i mistrz Polski oraz spadkowicze zostaną wyłonieni w ogniu sportowej rywalizacji.

W pierwszej po przerwie kolejce nie zabraknie wielkich szlagierów. W sobotę w „klasyku” zmierzą się Lech i Legia, a w Gliwicach broniący tytułu Piast podejmie rewelacyjną na wiosnę Wisłę. Niezwykle ciekawie zapowiadają się również pojedynki Cracovii z Jagiellonią Białystok oraz derby Trójmiasta, czyli starcie Lechii Gdańsk z Arką Gdynia.

Terminarz 27. kolejki: piątek: Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa (18.00), Pogoń Szczecin – KGHM Zagłębie Lubin (20.30); sobota: ŁKS Łódź – Górnik Zabrze (15.00), Piast Gliwice – Wisła Kraków (17.30), Lech Poznań – Legia Warszawa (20.00); niedziela: Wisła Płock – Korona Kielce (12.30), Cracovia – Jagiellonia Białystok (15.00), Lechia Gdańsk – Arka Gdynia (17.30).

 

 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 29 maja 2020 (15:00)

NaszDziennik.pl