logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

Brzęczek: W nowej rzeczywistości

Poniedziałek, 31 sierpnia 2020 (21:26)

Aktualizacja: 1 września 2020 (09:52)

Wszystkie reprezentacje znajdują się w podobnej sytuacji i wszystkie przede wszystkim muszą się do niej jak najszybciej zaadoptować – powiedział dziś Jerzy Brzęczek, trener piłkarskiej reprezentacji Polski, która w najbliższy piątek meczem z Holandią zainauguruje drugi sezon Ligi Narodów. LEAD

Brzęczek miał oczywiście na myśli rzeczywistość pandemiczną. Koronawirus, tak jak w innych dyscyplinach sportu, sparaliżował również piłkarski kalendarz. Zaplanowane na czerwiec i lipiec mistrzostwa Europy zostały przełożone na przyszły rok, nie odbyło się żadne z zaplanowanych spotkań towarzyskich. Ostatnie, międzynarodowe, Biało-Czerwoni rozegrali w listopadzie, na zakończenie eliminacji do Euro 2020. – Te 10 miesięcy to bardzo długi czas. Być może w jakiś sposób wpłynie na poziom reprezentacyjnego futbolu, szczególnie na początku, sam jestem tego ciekaw. Pamiętajmy jednak o tym, iż wszyscy musieliśmy się zmierzyć z identycznymi problemami i wyzwaniami, jakie postawiła przed nami pandemia. Znaleźliśmy się w nowej sytuacji i musimy jak najszybciej się do niej zaadoptować i powrócić do tego, co robiliśmy przed przerwą. Mam nadzieję, że uczynimy to w dobrym stylu – powiedział Brzęczek.

W piątek Polska zmierzy się z Holandią, 11 września czeka nas pojedynek z Bośnią i Hercegowiną. Oba na wyjeździe, oba trudne, choć z przeciwnikami prezentującymi inny potencjał. – Holandia to klasa światowa. W ostatnich latach przeżywała małe problemy, jednak wróciła do absolutnej czołówki. Ma generację wspaniałych piłkarzy, grających w najlepszych klubach. Jestem przekonany, iż na przyszłorocznych mistrzostwach Europy powalczy o najwyższe cele. Bośnia i Hercegowina być może nie jest aż tak klasowym zespołem, jednak posiada w składzie wielu świetnych piłkarzy i dwie wielkie osobowości. Džeko i Pjanić to ludzie, którzy są w stanie rozstrzygać o losach meczów. Poza tym na Bałkanach zawsze grało się bardzo ciężko – podkreślił nasz selekcjoner.

Na wrześniowe mecze powołał głównie tych piłkarzy, na których opierała się narodowa drużyna, ale w kadrze znalazło się też kilku debiutantów. – To był specyficzny okres, bo z wiadomych powodów nie mogłem widzieć się i rozmawiać z zawodnikami bezpośrednio. Pozostawał tylko kontakt telefoniczny i SMS-owy. Bezpośrednio spotkałem się z tylko Wojciechem Szczęsnym, który odbył kilka jednostek treningowych z trenerem Andrzejem Woźniakiem – przyznał Brzęczek, nie wykluczając, iż być może w najbliższych spotkaniach ktoś w reprezentacji zadebiutuje.

Na pewno nie zagra w nich za to Robert Lewandowski. – Wiadomo, jaką ma wartość dla drużyny. Rozmawialiśmy w trakcie i po turnieju finałowym Ligi Mistrzów i doszliśmy do wspólnych wniosków, że po tak męczącym sezonie potrzebuje czasu na odpoczynek, tak fizyczny, jak i mentalny. Przypomnę, że tego czasu, przed mistrzostwami Europy, mieć nie będzie. Zależy nam, by odetchnął i naładował akumulatory przed kolejnymi wyzwaniami. Robert w ostatnich miesiącach grał wspaniale, bił rekordy i jak najbardziej zasłużył na nagrodę dla najlepszego piłkarza świata – podkreślił Brzęczek.

Do Ligi Narodów zamierza podejść poważnie, nie traktując jej jako okazji do eksperymentów. – Pamiętamy, że wyniki osiągane w tych rozgrywkach będą miały wpływ na kształt koszyków przed losowaniem eliminacji mistrzostw świata. Stąd nasza pełna koncentracja i mobilizacja – zapowiedział.

Lewandowski nie będzie jedynym nieobecnym wrześniowych meczów. Grający w amerykańskiej MLS Przemysław Frankowski i Adam Buksa nie otrzymali od swych klubów (Chicago Fire i New England Revolution) zgody na przyjazd na zgrupowanie. Skorzystały one z takiego prawa, wykorzystując furtkę związaną z konieczną kwarantanną po powrocie. Problemy zdrowotne mają również Grzegorz Krychowiak i Damian Kądzior. Brzęczek nie przewiduje jednak kolejnych powołań, chyba że lista piłkarzy niezdolnych do gry znacznie by się wydłużyła.

Kapitanem reprezentacji we wrześniowych meczach będzie Kamil Glik.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl