logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Clemens Bilan/ PAP/EPA

Klęska. Ale Loew zostaje

Środa, 18 listopada 2020 (16:20)

Choć Niemcy są w szoku po spektakularnej klęsce piłkarskiej reprezentacji tego kraju z Hiszpanią (0:6), nie ma tematu zwolnienia Joachima Loewa. Ten nadal cieszy się zaufaniem władz federacji.

1931 rok – to wtedy Niemcy po raz ostatni doznali na zielonej murawie identycznej katastrofy, ulegając 0:6 Austrii. Więcej przegrali tylko raz, 0:9 z Anglią w 1909 roku. Dawne to czasy, tak dawne, że młodsi kibice podobnych wyników nawet sobie nie wyobrażali, wychodząc z założenia, że jak ktoś kogoś spektakularnie pokonuje, to nasi zachodni sąsiedzi właśnie. Nie zaś ktoś ich. Ale piłka to piłka, piękna, szalona i nieprzewidywalna, szczególnie teraz, w czasach pandemii.

Oczywiście byłoby zbytnim uproszeniem zrzucić winę za katastrofę w Sewilli na koronawirusa. Nie, takie myślenie racji bytu nie posiada. Wszyscy znajdują się bowiem obecnie w takim samym położeniu, a Niemcy ze swoją reprezentacją mają problem nie od dziś i nie od wczoraj. Ten problem polega na tym, że nie gra ona tak, jak tego się oczekuje i nie osiąga takich wyników.

Od dłuższego czasu część środowiska domaga się dymisji Loewa, człowieka, który doprowadził narodową drużynę na szczyt, ale pracuje z nią od 2006 roku. Bardzo długo. Przez ten czas wiele w futbolu się zmieniło, a krytycy Loewa podkreślają, że trener zachowuje się i działa niekiedy tak, jakby ducha czasu i konieczności dostosowania się do niego nie dostrzegał. Do dziś niektórzy nie mogą zrozumieć, dlaczego zrezygnował z Jerome’a Boatenga, Thomasa Muellera i Matsa Hummelsa, których nie powołuje od końcówki 2018 roku – a którzy nadal prezentują wspaniały poziom, a Mueller wręcz rewelacyjny.

Nikt jednak nie przypuszczał, że Niemcy w końcu zostaną upokorzeni. Totalnie. Stawką meczu w Sewilli było pierwsze miejsce w grupie Ligi Narodów i awans do turnieju finałowego. Podopiecznym Loewa wystarczał remis, ale tego remisu nie osiągnęli. Zostali zmiażdżeni. Wynik 0:6 było katastrofą, historyczną klęską, ale wcale nie najwyższym wymiarem kary, bo ten wynik mógł być jeszcze bardziej druzgocący. Hiszpanie oddali bowiem 32 strzały, a Niemcy tylko dwa, w tym żadnego celnego. Gospodarze wymienili między sobą 812 podań, z czego aż 760 celnych. Niemcy, odpowiednio, 352 i 297. Hiszpanie posiadali piłkę przez 70 proc. czasu gry i tak naprawdę tylko Manuelowi Neuerowi goście zawdzięczali, że nie wrócili do domów z większym bagażem bramek. – Tego nie da się wytłumaczyć, ale w naszej drużynie nic nie funkcjonowało ani w obronie, ani w ataku. Wszystko wyglądało fatalnie, nie ma żadnego elementu, za który można by zespół pochwalić. Musimy dokonać analizy i wyciągnąć wnioski – powiedział Loew.

Pracy nie straci. – Trener cały czas posiada nasze zaufanie i na pewno poprowadzi drużynę w finałach przyszłorocznych mistrzostw Europy. Porażka niczego w tej kwestii nie zmieniła. Myślimy długofalowo i na Euro 2021 chcemy znów znaleźć się na szczycie – przyznał dyrektor sportowy niemieckiego związku (DFB) Oliver Bierhoff. Loew ma umowę do końca mistrzostw kontynentu, ale w przypadku udanego występu może poprowadzić zespół również w mistrzostwach świata w Katarze w 2022 roku. Niemieckie media już jednak spekulują, kto jest szykowany na następcę zasłużonego selekcjonera. To Hansi Flick, który wykonuje fantastyczną pracę z Bayernem Monachium, ale nie zgadza się ze wszystkimi decyzjami swoich obecnych pracodawców. A ten drobny szczegół mógłby zadecydować o tym, że w przypadku otrzymania propozycji powiedziałby „tak” reprezentacji. Oczywiście na razie zmiana szykowana nie jest. Katastrofa w Sewilli zabolała, jednak za naszą zachodnią granicą nikt nie ma zamiaru działać w przypływie emocji, choć statystyki coraz mocniej pokazują, że pozostawianie obecnych rozwiązań jest obarczone pewnym ryzykiem. Niemcy w ostatnich ośmiu meczach odnieśli tylko trzy zwycięstwa, a jeśli się w kronikach zapisywali, to negatywnie.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl