logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Andrzej Grygiel / PAP/EPA

Po emocjach… krótkie wyciszenie

Czwartek, 19 listopada 2020 (15:52)

Aktualizacja: 19 listopada 2020 (15:59)

Po meczu z Holandią (1:2) potwierdziło się, że piłkarska reprezentacja Polski jest nieprzewidywalna i cechują ją wielkie wahania formy, ale przekonaliśmy się też, że warto stawiać na młodych. Wiemy też, że nie ma tematu zwolnienia Jerzego Brzęczka.

Ta ostatnia kwestia rozgrzewała ostatnio głowy piłkarskich kibiców – i raczej można ją traktować jako przeszłą. Brzęczek pracy nie straci. Jak sam przyznał, nie prowadził na ten temat żadnych rozmów ze Zbigniewem Bońkiem, prezesem PZPN, a co za tym idzie – nie otrzymał też żadnego ultimatum typu: przegrasz z Holandią, kończysz pracę. Środowy mecz był zresztą lepszy niż niedzielny z Włochami, acz może lepiej tym argumentem posługiwać się nie powinniśmy, bo gorzej niż kilka dni wcześniej już zagrać się nie dało. Ale też na Stadionie Śląskim zobaczyliśmy drużynę, która walczy i która potrafi przeprowadzić ładne akcje. Ta, po której Kamil Jóźwiak zdobył bramkę, była zresztą wyjątkowej urody i nie będzie pomyłką stwierdzenie, że od lat narodowa drużyna nie trafiła po tak efektownym indywidualnym rajdzie, potwierdzającym talent byłego skrzydłowego Lecha Poznań.

Jóźwiak miewa wahania, jednak to człowiek, który reprezentacji da kiedyś bardzo dużo. Już zresztą daje, bo jego technika, szybkość, dynamika, bezkompromisowość i odwaga imponują i pozwalają wierzyć, że narodowa drużyna będzie miała w nim godnego następcę Jakuba Błaszczykowskiego. Kamil to przedstawiciel młodego pokolenia, na które Brzęczek nie boi się stawiać, i chwała mu za to. W środę kolejną próbkę swego talentu dał również Przemysław Płacheta, czyli największy wygrany listopadowej serii spotkań. W zasadzie w tym okresie powinien robić co innego, czyli grać w kadrze młodzieżowej, selekcjoner powołał go jednak w ostatniej chwili, zostawił dłużej, niż zostawić planował, i niezwykle szybki, przebojowy zawodnik mu się odwdzięczył naprawdę dobrą postawą.

Trzy dni po kompromitacji z Włochami reprezentacja wypadła lepiej. Nie rewelacyjnie, nie spektakularnie, ale przyzwoicie, pokazując, że jakiś potencjał jednak w niej drzemie, a niektóre fragmenty były wręcz dobre, a nawet bardzo dobre. Oczywiście szkoda, że fragmenty, podobnie jak szkoda, że jej całokształt przypomina jazdę bez trzymanki i huśtawkę nastrojów. Taki sobie wrzesień, świetny październik, katastrofalny początek listopada i wreszcie znośne widowisko na zakończenie sezonu. Dużo tych wahań, za dużo – i to coś, nad czym Brzęczek będzie musiał popracować.

Podobnie jak nad zachowaniem podopiecznych w polu karnym. W trzech ostatnich meczach nasi popełniali w „16” faule, po których sędziowie bez wahania wskazywali na punkt oddalony od bramki o 11 metrów. Co gorsza, były one bezsensowne, a dwa identyczne. Grzegorz Krychowiak i Jan Bednarek w spotkaniach z Włochami i Holandią powalali rywali na ziemię zapaśniczymi chwytami, na moment zapominając chyba, że uprawiają inną dyscyplinę sportu, a tego typu zachowania skutkują często poważnymi konsekwencjami.

Brzęczek miał jednak rację, mówiąc, że czas jest szalony, a niektórzy ważni kadrowicze mają w swych klubach problemy albo wracają do zdrowia po zakażeniu koronawirusem. Arkadiusz Milik i Kamil Grosicki w swych klubach w ogóle nie grają, Krzysztof Piątek gra mało, a jaki wpływ ma to na ich formę, pokazał choćby Piątek w środę, gdy snuł się po murawie Stadionu Śląskiego, będąc najsłabszym ogniwem zespołu.

Dużo ostatnio było emocji wokół reprezentacji, dyskusji o przyszłości Brzęczka, zima nastroje pewnie uspokoi. Nie na długo jednak, bo jeszcze w tym roku reprezentacja pozna swych rywali w walce o awans na mistrzostwa świata w Katarze, w marcu eliminacje rozpocznie, a latem zagra w Euro 2021. Wyznań będzie wiele, oby do każdego przystąpiła optymalnie przygotowana i z wiarą w sukces. Odpowiednio umotywowaną i uzasadnioną.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl