logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Leszek Szymański/ PAP

Sousa przed debiutem, oby najlepszym w XXI wieku

Wtorek, 23 marca 2021 (17:49)

Aktualizacja: 23 marca 2021 (21:59)

W XXI wieku żaden selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski w swym debiucie nie doczekał się zwycięstwa. Czy Paulo Sousa przerwie w czwartek tę mało chlubną serię, w meczu niezwykle ważnym, bo rozpoczynającym walkę o mundial w Katarze?

To dość zadziwiająca statystyka, pokazująca, jak ciężko bywa na starcie i jak wiele potrzeba czasu, by maszyna o nazwie reprezentacja wkroczyła na właściwe tory, a wszystkie trybiki zaczęły działać, jak należy.

Ostatnim selekcjonerem, który w swym debiucie ucieszył się ze zwycięstwa, był Janusz Wójcik. 6 września 1997 roku prowadzona przez niego drużyna pokonała w Warszawie… Węgry 1:0. Potem było już gorzej.

Kolejny trener narodowej drużyny, Jerzy Engel, pracę z nią zaczął od wysokiej porażki 0:3 z Hiszpanią w Kartaginie 26 stycznia 2000 roku. Dwa i pół roku później, po nieudanym mundialu, reprezentacyjne stery przejął Zbigniew Boniek. Doskonały piłkarz selekcjonerem okazał się słabiutkim, acz na starcie wcale nie przegrał, tylko zremisował 1:1 z Belgią. Miało to miejsce 21 sierpnia 2002 roku.

Kadencja obecnego prezesa PZPN okazała się bardzo krótka, wytrwał na stanowisku zaledwie kilka miesięcy i został zastąpiony przez byłego kolegę z czasów wspólnej gry w Widzewie Łódź i oczywiście reprezentacji, Pawła Janasa. Ten też zadebiutował remisem, 0:0 z Chorwacją w Splicie. Janas wytrwał na fotelu selekcjonera całkiem długo, bo opuścił go dopiero po nieudanym występie na mistrzostwach świata w Niemczech.

Jego następcą został Leo Beenhakker. Holender miał wady, miał przekonanie o swojej wyższości, jednak zdołał pociągnąć za sobą piłkarzy i kibiców. Nim jednak to się stało, przywitał się w kiepskim stylu, bo porażką 0:2 z Danią 16 sierpnia 2006 roku. Beenhakker był selekcjonerem do jesieni 2009.

Tymczasowo, na dwa ostatnie mecze przegranych eliminacji mistrzostw świata, narodową drużynę przejął Stefan Majewski. Jego misja z góry skazana była na niepowodzenie i nikt się nie zdziwił, że w debiucie, 10 października, uległ w Pradze Czechom 0:2.

Po Majewskim trenerem reprezentacji został Franciszek Smuda. Zaczął bardzo źle, od porażki w towarzyskim meczu z Rumunią 0:1 14 listopada 2009 roku. Reprezentacja skompromitowała się również w debiucie następcy „Franza”, Waldemara Fornalika. 0:1 z Estonią 15 sierpnia 2012 roku było wynikiem więcej niż wstydliwym.

Koszmarnie wypadł też pierwszy mecz Adama Nawałki. 15 listopada 2013 roku prowadzony przez niego zespół po fatalnej grze przegrał bowiem ze Słowacją we Wrocławiu 0:2.

Co ciekawe, najbardziej okazale w pierwszym spotkaniu zaprezentowała się drużyna pod wodzą poprzedniego „szefa”, czyli Jerzego Brzęczka. Trener ten w trakcie swej kadencji był niemal nieustannie krytykowany, czasem zasłużenie, często przesadnie, ale w debiucie wypadł naprawdę dobrze. 1:1 z Włochami w Bolonii 7 września 2019 roku, po dobrej grze, zapowiadało udaną przygodę z reprezentacją, ale potem nie wyglądała ona już tak okazale, mówiąc delikatnie.

Engel, Boniek, Janas, Beenhakker, Majewski, Smuda, Fornalik, Nawałka, Brzęczek… Żaden z nich w debiucie nie zwyciężył. Trzech zremisowało, reszta przegrała. Każdy obejmował zespół w trudnym momencie, po jakimś niepowodzeniu, większym lub mniejszym. Sousa, co ciekawe, został selekcjonerem po wywalczeniu przez reprezentację Polski awansu na mistrzostwa Europy – ale też widać było gołym okiem, że ta nie poczyna sobie na boisku tak, jak predysponowały ją do tego umiejętności piłkarzy i potencjał w nich tkwiący.

Portugalczyk swą przygodę z naszą narodową drużyną rozpocznie w czwartek, od meczu z Węgrami w Budapeszcie. W niezwykle ciężkich czasach i ciężkim położeniu. Po kilku zaledwie treningach. Pojedynek z „Bratankami” rozpocznie walkę o awans do mistrzostw świata i będzie miał w tej walce wręcz kolosalne, być może kluczowe znaczenia. Ba, jakby tego było mało, w ciągu kolejnych dni Biało-Czerwoni zmierzą się z Andorą oraz Anglią, także w spotkaniach eliminacyjnych, także ogromnej wagi. Kilka treningów, kilkanaście dni, trzy mecze. Wszystkie o punkty, wszystkie o stawkę. Tego nie grał jeszcze żaden selekcjoner.

Czy Sousa przełamie mało chlubną passę i w swym debiucie doczeka się zwycięstwa? Na to wszyscy czekamy, na to liczymy, w to wierzymy. Jeśli tak się stanie, Biało-Czerwoni już na dzień dobry wykonają wielki krok w stronę awansu na mundial w Katarze.

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl