logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: fot. Adam Warżawa/ PAP

Porażka ze Słowacją... Koniec marzeń?

Poniedziałek, 14 czerwca 2021 (21:00)

Aktualizacja: Wtorek, 15 czerwca 2021 (09:02)

Nie tak wyobrażaliśmy sobie inaugurację piłkarskich mistrzostw Europy. Miało być pewne zwycięstwo z niedocenianą Słowacją, a skończyło się przegraną 1:2 i być może końcem marzeń o awansie do 1/8 finału turnieju.

To był zły mecz Polaków. Bardzo zły. Od początku do końca, z nielicznymi przebłyskami przypominającymi, że w naszej drużynie są jednak piłkarze wybitnej klasy, gwiazdy Bundesligi czy Serie A. Biało-Czerwoni zaczęli nerwowo, w pierwszych minutach nietrudno było dostrzec, że mają problemy ze złapaniem odpowiedniego rytmu, swojego stylu gry. Ciekawe, w jakiej mierze wynikało to z obranego przez Paulo Sousę składu i taktyki, bo Portugalczyk po raz kolejny postanowił zaskoczyć. Trójka środkowych obrońców, dwaj wahadłowi, Robert Lewandowski osamotniony z przodu, Karol Linetty w drugiej linii. Mimo iż Słowacy rzadziej posiadali piłkę, wydawali się być szybsi, dynamiczniejsi, bardziej żwawi. I tą piłką operujący dokładniej, pewniej, swobodniej. W 18. minucie pokazali, że nazwiska nie grają, że nie grają zasługi i doskonałe opinie. Że liczy się aktualne forma i tu i teraz. Robert Mak w dziecinny sposób ośmieszył naszych defensorów, Bartosza Bereszyńskiego ograł jak dziecko, wpadł w pole karne i uderzył z ostrego kąta w krótki róg – a piłka odbiła się wpierw od słupka, a potem od pleców fatalnie interweniującego Wojciecha Szczęsnego i wpadła do siatki. Gol zaliczony został naszemu bramkarzowi, który dzięki temu zapisał się na kartach historii jako strzelec najszybszego gola samobójczego w dziejach mistrzostw Europy. Oczywiście, nie o takich „zasługach” myślał, ale nie ma co ukrywać – po raz kolejny na wielkiej imprezie nie okazał się być ostoją zespołu, mówiąc delikatnie. Polacy nie podnieśli się do końca pierwszej połowy. Próbowali, starali się, jednak na tle rywali wyglądali źle – i nie stworzyli żadnego zagrożenia pod ich bramką.

Niespodziewanie tuż po wznowieniu gry po przerwie nasi wyrównali. Maciej Rybus dograł piłkę do Linetty’ego, a ten trafił do siatki. Wydawało się, że tak szybko i łatwo zdobyty gol poderwie, uskrzydli Biało-Czerwonych, że wreszcie zaczną przypominać siebie. Nic z tego. Na ziemię sprowadził ich ten, na którego barkach spoczywała duża część odpowiedzialności za wynik. Grzegorz Krychowiak. W 62. minucie, choć miał już na koncie żółtą kartkę, popełnił bezsensowny faul, za który musiał wylecieć z boiska – i wyleciał. Polacy w osłabieniu znaleźli się w kolejnych tarapatach i, niestety, szybko za to zapłacili. Siedem minut później Milan Škriniar wykorzystał katastrofalne kiksy naszych obrońców, którzy w polu karnym pozwolili mu przejąć piłkę, spokojnie złożyć się do strzału i uderzyć tak, że Szczęsny musiał znów skapitulować. Wynik 1:2 utrzymał się już do końca. Polacy nie potrafili niczego zmienić, a zawodził nawet najlepszy piłkarz świata. Bądźmy szczerzy, dawno nie wiedzieliśmy tak słabego Roberta Lewandowskiego na boisku. Tak chaotycznego, niedokładnego, mającego nawet problemy z przyjmowaniem piłki i czystym w nią trafianiem.

Dopiero w doliczonym czasie gry Polacy zbliżyli się do wyrównania. Wpierw Jan Bednarek w bardzo dobrej sytuacji uderzył tuż obok słupka, a potem Karol Świderski w nieco trudniejszej trafił wprost w bramkarza. Przegraliśmy, choć rywal był teoretycznie najłatwiejszym spośród tych, z którymi nasi w grupie się zmierzą. Czy oznacza to koniec marzeń już na samym początku? Nie chcemy odpowiadać, bo dziś odpowiedź mogłaby być jedna. I oczywista.

Polska – Słowacja 1:2 (0:1). Karol Linetty (46.) – Wojciech Szczęsny (18. – samobójcza), Milan Škriniar (69.). Żółte kartki: Grzegorz Krychowiak – Tomas Hubocan. Czerwona kartka za drugą żółtą: Grzegorz Krychowiak (62.). Sędzia: Ovidiu Hategan (Rumunia).

Polska: Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński, Kamil Glik, Jan Bednarek, Maciej Rybus (74. Tymoteusz Puchacz) – Kamil Jóźwiak, Karol Linetty (74. Przemysław Frankowski), Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich (85. Jakub Moder), Piotr Zieliński (85. Karol Świderski) – Robert Lewandowski.

Słowacja: Martin Dúbravka – Peter Pekarík (79. Martin Koscelník), Lubomír Šatka, Milan Škriniar, Tomáš Hubocan – Lukáš Haraslín (87. Michal Duriš), Juraj Kucka, Marek Hamšík, Jakub Hromada (79. Patrik Hrošovský), Robert Mak (87. Tomáš Suslov) – Ondrej Duda (90. + 1. Ján Greguš).

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl