logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Radek Pietruszka/ PAP

Fabiański: To spełnienie marzeń

Piątek, 8 października 2021 (14:45)

Aktualizacja: Piątek, 8 października 2021 (14:50)

Łukasz Fabiański w jutrzejszym meczu z San Marino wystąpi w piłkarskiej reprezentacji Polski po raz 57. i ostatni zarazem. – To spełnienie marzeń, że będę mógł pożegnać się z kadrą, kolegami, kibicami w tym miejscu i przy wypełnionych po brzegi trybunach – powiedział dziś.

Od kilkunastu lat był jedną z najważniejszych postaci narodowej drużyny. Polskim bohaterem jakże udanych mistrzostw Europy w 2016 roku, wszak być może to dzięki jego kapitalnym interwencjom nasza narodowa drużyna dotarła w nich aż do ćwierćfinału. Ostoją i oazą spokoju, kimś, kto nie schodził poniżej pewnego poziomu i na kogo można było po prostu liczyć. Występów w kadrze miałby o wiele więcej, pewnie około setki, a może nawet powyżej tej granicy, gdyby nie fakt, że przez całą reprezentacyjną karierę musiał rywalizować z innymi znakomitymi bramkarzami – wpierw Arturem Borucem, później Wojciechem Szczęsnym. Poszczególni selekcjonerzy często widywali w nim tego „drugiego”, kto wie, być może także dlatego, że wiedzieli, iż Fabiański na to się nie obrazi, nie oburzy, nie będzie żalił i narzekał. Taki bowiem był i taki pozostał: człowiekiem dużej klasy i wysokiej kultury osobistej.

Jutro jego reprezentacyjna kariera się zakończy. Oficjalnie, tę decyzję ogłosił w sierpniu, ale podjął dużo wcześniej. – Może faktycznie moment jest dziwny, ale w tym wszystkim namieszała pandemia. Gdyby nie przerwa związana z COVID-19, mistrzostwa Europy odbyłyby się rok wcześniej, niektóre terminy meczów kwalifikacji do mistrzostw świata też byłyby inne. Natomiast ja od początku byłem nastawiony, że Euro 2020 będzie moją ostatnią imprezą. Byłem zdecydowany, żeby po tym turnieju, bez względu na okoliczności i wyniki, zakończyć przygodę z kadrą narodową – przyznał dziś.

W bluzie z Białym Orłem przeżył wiele pięknych chwil i rozegrał wiele znakomitych meczów. Które wspomina najlepiej? – Debiut był spełnieniem marzeń z dzieciństwa. Każdy chłopak, który gra w piłkę nożną, w przyszłości chce reprezentować swój kraj i usłyszeć hymn narodowy przed meczem. Nie zapomnę momentu z eliminacji do Euro 2016, kiedy trener Adam Nawałka powiedział, że jestem numerem jeden. To chwila, do której dążyłem wiele lat. Chętnie wracam myślami do turnieju finałowego, mam z niego fajne wspomnienia, które jednak mieszają się z niedosytem związanym z pojedynkiem ćwierćfinałowym z Portugalią. Gdybym mógł cofnąć czas, to właśnie do serii rzutów karnych, które ten mecz rozstrzygnęły. Nie wiem, czy zdołałbym wtedy obronić jakąś jedenastkę, ale zdecydowanie chciałbym spróbować. A kolejny moment? Pewnie jutrzejszy mecz takim będzie, kolejnym niezapomnianym – przyznał.

W spotkaniu z San Marino wyjdzie na boisko w podstawowym składzie. Prawdopodobnie opuści je w 57. minucie (z tej racji, iż sobotni występ będzie jego 57. w kadrze). – Koledzy przez ostatnie dni uświadamiali mi, że wszystko, co teraz robię, dzieje się po raz ostatni. Kończy się moja przygoda z reprezentacją, ale cieszę się, że wydarzy się to na Stadionie Narodowym. To spełnienie marzeń, że pożegnam się właśnie w tym miejscu, przy wypełnionych trybunach – podkreślił znakomity bramkarz.

Nie znaczy to oczywiście, że Fabiański zakończy karierę definitywnie. Nie, dziś przyznał, że chciałby grać do czterdziestki i do czterdziestki utrzymywać się stale na wysokim poziomie. – Nie wiem, czy będą grywał regularnie, czy będę miał miejsce w podstawowym składzie swego klubu, jednak wierzę, że przede wszystkim będzie mi dopisywać zdrowie. Piłka nożna cały czas sprawia mi ogromną radość i cieszę się z każdego dnia, w którym mogą w nią grać. Nie odczuwam żadnego zmęczenia psychicznego – przyznał.

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl