logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Andrzej Lange/ PAP

Z Węgrami (nie tylko) bez Lewandowskiego

Niedziela, 14 listopada 2021 (18:49)

Bez trzech najbardziej doświadczonych piłkarzy – Roberta Lewandowskiego, Kamila Glika i Grzegorza Krychowiaka – zagra jutro reprezentacja Polski z Węgrami w ostatnim meczu fazy grupowej eliminacji mistrzostw świata.

Na początek kilka faktów: po piątkowej serii spotkań wiadomo, iż nikt i nic nie odbierze Biało-Czerwonym drugiego miejsca w grupie I. Tego dnia pokonali oni na wyjeździe Andorę 4:1, a Anglia rozbiła 5:0 Albanię. Ta ostatnia, w teorii, mogła jeszcze naszych w tabeli wyprzedzić, lecz potrzebowała do tego zwycięstwa na Wembley. Zadania niewykonalnego. W teorii istnieje jeszcze szansa, iż Polacy prześcigną Wyspiarzy i awansują na pierwsze miejsce, wszak przed ostatnią kolejną obie te reprezentacje dzielą tylko trzy punkty. Aby tak się stało, Anglia musiałby jednak przegrać z San Marino, a to nierealne.

Bez obaw o pomyłkę można zatem stwierdzić, że zmagania w grupie I eliminacji wygra drużyna prowadzona przez Garetha Southgate’a, a co za tym idzie – wywalczy przepustkę na mundial w Katarze. Jedyną bezpośrednią, bo tylko zwycięzcy grup mogą być pewni występu w przyszłorocznym turnieju. Taką szansę będą również miały zespoły z miejsc drugich, jednak nie wszystkie. Zagrają one bowiem w dwustopniowych barażach zaplanowanych na marzec 2022. Polska jest już pewna, że się w nich pojawi, ale ma szansę na rozstawienie w półfinale.

Przypomnijmy: w barażach wystąpi 10 zespołów, które zajmą drugie miejsce w poszczególnych grupach eliminacji, a także dwie drużyny z Ligi Narodów. W pierwszej fazie – półfinałach – sześć rozstawionych zespołów (przed własną publicznością) zmierzy się z sześcioma nierozstawionymi. Zwycięzcy tych spotkań zagrają w trzech finałach, których triumfatorzy polecą do Kataru.

W półfinałach rozstawionych zostanie sześć ekip z drugich miejsc grup eliminacyjnych z najlepszym bilansem. Warto wśród nich się znaleźć, bo nie trzeba wyjaśniać, że atut własnego boiska może mieć kolosalne znaczenie dla losów rywalizacji. Na chwilę obecną Polska w tej szóstce jest i pozostanie, jeśli jutro wygra z Węgrami. Może pozostać, jeśli zremisuje, a nawet przegra, ale wtedy będzie już uzależniona od wyników meczów w innych grupach. A te nie muszą ułożyć się po myśli Biało-Czerwonych.

Sousa o tym doskonale wie. Ale też woli nie ryzykować, dlatego w poniedziałek na PGE Narodowym nie pojawi się trzech najbardziej doświadczonych spośród naszych reprezentantów. Krychowiaka wyeliminowała żółta kartka otrzymana w piątek w Andorze. Lewandowski i Glik z kolei odpoczną, bo tak ustalili w rozmowie z selekcjonerem. Dlaczego? Kapitan – bo ostatnio grał bardzo dużo i potrzebuje chwili oddechu. Glik – bowiem ma na koncie żółtą kartkę, i kolejna – którą mógłby jutro obejrzeć – wyeliminowałaby go z pierwszego meczu barażowego. A Sousa woli tego uniknąć, czemu trudno się dziwić.

Oczywiście, nie ma co ukrywać, nieobecność wspomnianych graczy będzie ogromnym osłabieniem. Lewandowski ma w dorobku 128 występów w zespole narodowym, w których zdobył 74 goli. Obie wartości to liczby rekordowe. Glik w kadrze wystąpił 90 razy, Krychowiak 86. Nie ma w niej bardziej doświadczonych piłkarzy.

Sousa nie miał jednak wątpliwości, że podejmuje właściwą decyzję. Nie wątpi też, że jutro w Warszawie jego drużyna powalczy o realizację jedynego postawionego przed nią celu, czyli o zwycięstwo. – Przed nami szalenie ważny mecz, chcemy zdobyć w nim komplet punktów, bo chcemy baraże rozpocząć przed własną publicznością. Jestem przekonany, że wszyscy, którzy wyjdą na boisko, mają odpowiednie umiejętności, by podołać wyzwaniu, a poza tym zaprezentują właściwe nastawienie, koncentrację i zaangażowanie. W pełni im ufam – powiedział Portugalczyk.

Co ciekawe, pierwszym meczem z Węgrami, w marcu, Sousa debiutował w roli selekcjonera reprezentacji Polski. – Doskonale pamiętam tamto spotkanie. Momentami traciliśmy nad nim kontrolę, nie za dobrze funkcjonowała nasza organizacja gry, ale też potrafiliśmy odrobić dwubramkową stratę, a sami strzeliliśmy trzy gole. Z każdym kolejnym meczem rośliśmy jako zespół, spotkanie po spotkaniu reprezentacja dojrzewała i stawała się coraz silniejsza. Poprawiliśmy organizację gry w defensywie, bronimy wyżej niż wcześniej, piłkarze zrozumieli, iż odpowiedzialni za nią nie są wyłącznie ludzie z obrony, tylko każdy jeden. Lepiej radzimy sobie w pomocy, skrzydłowi lepiej pracują, jeśli chodzi o przejście z defensywy do ataku. Grają bliżej siebie, ale potrafią też wykorzystać wolne pole gry. Intensywnie wyprowadzają akcje i potrafią dobrze dośrodkować. Gramy agresywniej. Cały czas strzelamy mnóstwo bramek, to jest naszą siłą, ale też jestem przekonany, iż ciągle możemy się rozwijać i poprawiać niedostatki i niedoskonałości – przyznał selekcjoner.

Jutro Biało-Czerwoni zagrają pod jego okiem po raz 15. Z 14 dotychczasowych meczów wygrali 6, 5 zremisowali, a 3 przegrali. Strzelili 36 bramek, stracili 18.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl