logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kubica na razie rezerwowym

Wtorek, 16 stycznia 2018 (20:07)

Robert Kubica został dziś oficjalnie kierowcą testowym i rezerwowym w zespole Williamsa, startującym w mistrzostwach świata Formuły 1. Polak przyznał przy okazji, że jego celem pozostało regularnie ściganie się w tej serii wyścigowej.

Kubica marzył o tym, że stanie się ono faktem już teraz. Gdyby nie tragiczny wypadek na trasie rajdu Ronde di Andora w 2011 roku, być może miałby już na koncie tytuł mistrza świata F1, a raczej na pewno jeździłby w jednym z topowych zespołów. Miał bowiem wszystko, by dotrzeć na sam szczyt, ale jego życie i kariera potoczyły się inaczej. W ostatnich latach dokonywał rzeczy niewiarygodnych, by uczynić realnym to, co wydawało się nierealne – czyli wrócić do F1. Mimo swych ograniczeń, mimo wielu przeszkód i przeciwności, pracował i wierzył, a w minionym roku wszystko to zaowocowało powrotem na tor, o którym mówił cały świat. Najpierw odbył kilka sesji testowych z Renault, ale Francuzi ostatecznie zdecydowali się podpisać kontrakt z kimś innym. Wtedy mógł poczuć się rozczarowany, ale z drugiej strony przekonał się, że pozostał częścią świata F1. Że jest zdolny do tego, by znów się ścigać, że jego fizyczne ograniczenia nie stanowią żadnego problemu. Potem związał się z Williamsem. Na tyle, by odbyć z nim kilka dni testowych, w tym oficjalne, które miały być pieczęcią na jego wielkim powrocie do F1. I co? I gdy wszystko zmierzało we właściwym kierunku, pojawił się Siergiej Sirotkin, a wraz z nim wielkie pieniądze od rosyjskich firm, chcących ze wszelką cenę widzieć kierowcę z tego kraju w F1. Co wydarzyło się później, wie chyba każdy sympatyk Formuły 1. Mówiąc w skrócie – akcje Sirotkina gwałtownie skoczyły, Kubicy spadły na tyle, że od kilku tygodni w świecie F1 mówiono, że Williams wybrał rosyjskie pieniądze, a Polak nie ma na co liczyć.

I faktycznie, w dużej mierze to się potwierdziło, gdy dziś brytyjski team ogłosił skład na najbliższy sezon mistrzostw świata. Do Lance'a Strolla, który karierę zawdzięcza milionom od ojca, kanadyjskiego miliardera, dołączył Sirotkin, który angaż zawdzięcza… Niech każdy dopisze, co chce. Williams oczywiście podkreślał, że Rosjanin zaimponował swym talentem, charakterem, zaangażowaniem, że jego zatrudnienie wpisało się w filozofię teamu, który zawsze wspierał młodych, zdolnych zawodników. Może tak było?

Ogłoszenie składu od razu spotkało się z ostrą reakcją kibiców, internautów, która została zastopowana po chwili, gdy podano informacje dotyczące Kubicy. Zespół nie zerwał bowiem kontaktu z Polakiem, ba, związał się z nim jako kierowcą testowym i rezerwowym.

– Bardzo się cieszę, że dołączyłem do Williamsa. Czuję, że jestem w najlepszej formie w życiu, ale też wiem, jak wiele pracy musiałem włożyć, by dojść do miejsca, w którym obecnie się znajduję. Dziękuje zespołowi za szansę i wiarę we mnie. Zrobię wszystko, by wraz z teamem zmaksymalizować potencjał samochodu. Mój główny cel się jednak nie zmienił, pozostało nim ściganie się w Formule 1 i uważam, że uczyniłem ważny krok w tym kierunku – powiedział Kubica.

Polak pojawi się w przedsezonowych testach, prawdopodobnie otrzyma też niektóre piątkowe treningi. Spekuluje się nawet, że w przypadku problemów zdrowotnych czy z formą kolegów może nawet wystartować w jakimś wyścigu Grand Prix, lecz to bardziej myślenie życzeniowe.

– Zawsze podziwiałem Roberta, a to, co osiągnął w ostatnich latach, przezwyciężając wszystkie swoje problemy i ograniczenia, było niezwykłe. Spodziewamy się, że wniesie do zespołu bardzo dużo pod względem technicznym, wykorzystując swoje ogromne doświadczenie w testowaniu na torze i pracy na symulatorze, będąc wielkim wsparciem dla naszych kierowców i inżynierów – przyznał dyrektor techniczny Williamsa Paddy Lowe.

Nie da się ukryć, że brytyjski zespół zachował się bardzo sprytnie. Z jednej strony pozyskał kierowcę z walizką pieniędzy (smutne, że takie rzeczy stają się decydujące…), z drugiej Kubicę z jego fantastycznym wyczuciem bolidu, genialnie współpracującego z inżynierami, skupiającego na sobie uwagę mediów w stopniu nieporównywalnym niż Stroll czy Sirotkin. Mówi się, że Polak otrzymał umowę bez konieczności „wprowadzania” własnych sponsorów. Ci mieliby – lub musieliby – się pojawić, gdyby miał wystartować w jakimś wyścigu, ale w roli pierwszego kierowcy.

Największym sukcesem Kubicy w F1 było zwycięstwo w wyścigu o Grand Prix Kanady w 2008 roku. Ten sezon zakończył też na najwyższej, czwartej pozycji w klasyfikacji generalnej.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 18 lutego 2018 (19:05)

NaszDziennik.pl