logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Grzegorz Momot/ PAP

Tylko ćwierćfinał…

Wtorek, 13 lutego 2018 (21:22)

Nie doczekaliśmy się pierwszego polskiego medalu igrzysk w Pjongczangu. Justyna Kowalczyk, na którą po cichu, ale mocno liczyliśmy dziś, w sprincie techniką klasyczną odpadła w ćwierćfinale.

To miał być TEN dzień naszej utytułowanej biegaczki narciarskiej. Dzień, któremu poświęciła ostatnie lata, trenując ciężko, za dwie, bez wytchnienia. Choć od kilku sezonów nie osiągała już takich sukcesów jak dawniej, choć nie zdobywała medali, nie stawała na podium, wciąż pozostała wielką osobowością biegów, kimś, kto jest w stanie nagle eksplodować formą, zaskoczyć, zachwycić. Wtorkową rywalizację rozpoczęła spokojnie, pewnie przechodząc eliminacje. Może w nich nie zachwyciła, może uzyskała dopiero 22. czas, ale to nie niepokoiło, bo na tym etapie rywalizacji chodziło o to, by zrobić swoje, specjalnie się nie przemęczając. I Kowalczyk zrobiła. W ćwierćfinale, niestety, popełniła błąd, który odebrał jej szanse na dobry wynik w niejednym już sprincie. Za późno wystartowała. Gdyby od razu usadowiła się na czele stawki, gdyby mogła jej przewodzić i kontrolować to, co dzieje się na trasie, to prawdopodobnie awansowałaby dalej, bo była na to gotowa. Ale się spóźniła, minimalnie, ale jednak. W takich sytuacjach pojawia się stres, pojawiają nerwy, pojawia… tłok. W pewnym momencie nasza reprezentantka „spięła się” z Ingvild Flugstad Oestberg, obie zawodniczki straciły przez to ułamki czasu, ale być może te ułamki właśnie spowodowały, że znalazły się poza półfinałem. Po wszystkim doszło do wzajemnego oskarżania się, Oestberg miała pretensje do Kowalczyk o niesportowe zachowanie, Polka całą sytuację oceniała inaczej. Niezależnie od wszystkiego przygoda naszej reprezentantki dobiegła końca szybciej, niż zakładała, o medal nie powalczyła i była rozczarowana. – Narty miałam bardzo dobrze przygotowane na podbieg, wydolnościowo też byłam dobra, ale czegoś zabrakło – przyznała.

W finale najlepsza okazała się faworyzowana Szwedka Stina Nilsson, a kolejne miejsca zajęły Norweżka Maiken Caspersen Falla oraz przedstawicielka Olimpijczyków z Rosji Julia Biełorukowa. W kwalifikacjach odpadły Sylwia Jaśkowiec i Ewelina Marcisz.

W rywalizacji mężczyzn triumfował Norweg Johannes Hoesfolt Klaebo, na podium stanęli też Włoch Federico Pellegrino oraz kolejny członek ekipy Olimpijczyków z Rosji Aleksander Bołszunow.

My liczyliśmy na dobry występ Macieja Staręgi, naszego najlepszego sprintera, tyle że specjalizującego się w technice dowolnej. Start mu nie wyszedł, zajął w eliminacjach 39. miejsce i odpadł z dalszej rywalizacji. Sporą i to miłą niespodziankę sprawił za to Kamil Bury. Zawodnik, który jest niemal całkowitym debiutantem, który swe występy w Pucharze Świata może policzyć na palcach, udanie przebrnął kwalifikacje, a potem dzielnie walczył w ćwierćfinale. Dał w nim z siebie wszystko, odpadł, ale i tak zasłużył na ciepłe słowa i brawa. – Przerosłem samego siebie, na więcej nie starczyło mi sił – przyznał.

Wyniki

Kobiety: 1. Stina Nilsson (Szwecja) 3.03,84 min, 2. Maiken Caspersen Falla (Norwegia) strata 3,03 s, 3. Julia Bełorukowa (Olimpijczycy z Rosji) 3,37, 4. Natalia Niepriajewa (Olimpijczycy z Rosji) 9,14, 5. Hanna Falk (Szwecja) 11,16, 6. Jessica Diggins (USA) 11,23… 22. Justyna Kowalczyk odpadła w ćwierćfinale, 37. Sylwia Jaśkowiec odpadła w eliminacjach, 38. Ewelina Marcisz odpadła w eliminacjach.

Mężczyźni: 1. Johannes Hoesflot Klaebo (Norwegia) 3.05,75 min, 2. Federico Pellegrino (Włochy) 3.07,09, 3. Aleksander Bołszunow (Olimpijczycy z Rosji) 3.07,11, 4. Paal Golberg (Norwegia) 3.09,56, 5. Oskar Svensson (Szwecja) 3.13,48, 6. Ristomatti Hakola (Finlandia) 3.26,47… 30. Kamil Bury odpadł w ćwierćfinale, 39. Maciej Staręga odpadł w eliminacjach

 

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl