logo
logo

Zdjęcie: Korea.net/ Licencja: CC BY-SA 2.0/ Wikipedia

Dobrze… do czasu

Wtorek, 20 lutego 2018 (21:34)

Niecodzienna historia miała dziś miejsce w olimpijskich zmaganiach sztafet w short-tracku na dystansie 3000 m. Brązowy medal zdobyły w nich bowiem Holenderki, które… nie wystąpiły w finale A. My przez moment emocjonowaliśmy się udanymi występami biatlonowych sztafet mieszanych i Szczepana Kupczaka w kombinacji norweskiej, ale niestety tylko przez moment…

Medalistki spoza finału

Short-track przyzwyczaił już do tego, że jest specyficzny i trudno cokolwiek w nim przewidzieć. Zdarzały się już bowiem biegi, i to na największych imprezach, w których wygrywał teoretycznie najsłabszy, bo najlepsi, tak mocno się ze sobą przepychali, walcząc o złoto, że po chwili leżeli na lodzie. Dziś w Pjongczangu w tym temacie została napisana kolejna karta. Oto bowiem już po zakończeniu rywalizacji sztafet zdyskwalifikowano ekipy Kanady i Chin, a że w finale A wystąpiły cztery, a ktoś musiał zdobyć brązowy medal – podarowano go Holenderkom, najlepszym w finale B. Oczywiście nie można powiedzieć, by przypadł on drużynie przypadkowej, bo akurat Pomarańczowe triumfowały dziś w czasie nowego rekordu świata – 4.03,471 min.

Złoto, ku radości widzów, zdobyły reprezentantki Korei Południowej, w składzie Shim Suk Hee, Choi Minjeong, Kim Ye Jin i Kim A-Lang, powtarzając sukces sprzed czterech lat z Soczi. Srebro wywalczyły Włoszki.

Mu też otrzymaliśmy dziś dwie miłe wiadomości z toru do short-tracku. Oto bowiem do ćwierćfinału zmagań na 500 m awansował Bartosz Konopno, a do ćwierćfinału wyścigu na 1000 – Magdalena Warakomska. Konopko w swym biegu eliminacyjnym zajął drugie miejsce, przegrywając jedynie z wicemistrzem igrzysk w Soczi i aktualnym wicemistrzem świata Chińczykiem Wu Dajingiem, który czasem 40,264 s ustanowił rekord olimpijski.

Z kolei Warakomska w swym biegu metę minęła jako trzecia, ale sędziowie zauważyli, że w pewnym momencie została lekko odepchnięta i wytrącona z rytmu przez drugą Elise Christie. Brytyjkę, mistrzynię globu, zdyskwalifikowali, co pozwoliło Polce pozostać w grze.

 

Na miarę możliwości

Dziś zakończyła się rywalizacja w parach tanecznych w jeździe figurowej na lodzie. Polacy, Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew, z dorobkiem 161,35 punktów zajęli 14. miejsce – takie, na jakim plasowali się po programie krótkim. Dziś, z dowolnym, zostali sklasyfikowani na 15. Ich występ trzeba ocenić pozytywnie, to para z krótkim stażem, utalentowana, dopiero zbierająca doświadczenia i mająca przed sobą całkiem ciekawe perspektywy.

Złoty medal po porywającej walce zdobyli Kanadyjczycy Tessa Virtue i Scott Moir, którzy wynikiem 206,07 pkt pobili rekord świata. Drugie miejsce zajęli Francuzi Gabriella Papadakis i Guillaume Cizeron, których rezultat 205,28 pkt też był lepszy od dotychczasowego rekordu. Na trzeciej pozycji uplasowało się amerykańskie rodzeństwo Maia i Alex Shibutani (192,59 pkt).

 

Panie na plus, a panowie… Cóż

Przed moment wydawało się, że niespodziankę będą mogli sprawić biatloniści w rywalizacji sztafet mieszanych 2 x 6 + 2 x 7,5 km. Magdalena Gwizdoń i Kamila Żuk rozpoczęły ją bowiem nadspodziewanie dobrze, przez pewien czas windując nawet naszą drużynę na piąte miejsce. Gdy pałeczkę przejął Andrzej Nędza-Kubiniec, przez moment biegł na szóstej pozycji, ale potem… nastąpiła katastrofa, niestety potwierdzająca, że polski biatlon to w tej chwili panie i długo, długo nic. Grzegorz Guzik finiszował na 16. miejscu, słabiutkim.

Zwyciężyli Francuzi, Marie Dorin-Habert, Anais Bescond, Simon Desthieux i Martin Fourcade. Ten ostatni zdobył w ten sposób trzecie złoto w Pjongczangu. Linię mety minął 20,9 s przed Norwegami i 26,9 przed Włochami, którzy niespodziewanie o 0,3 s wyprzedzili typowanych do medalu, może nawet złotego, Niemców. Ci ostatni po wszystkim wnieśli nawet protest, sugerując, że na finiszu Dominik Windisch nieprzepisowo blokował Arnda Peiffera. Sędziowie tego zdania jednak nie podzielili.

 

Skok był niezły

Szczepan Kupczak zajął 25.miejsce w kombinacji norweskiej ze skokiem na dużym obiekcie i biegiem na 10 km. Tu też, przez chwilę, wydawało się, że Polaka stać będzie na naprawdę dobry wynik. Po skoku na odległość 129 m plasował się bowiem na 12. miejscu i na trasę ruszył 67 s po prowadzącym Japończyku Akito Watabe. Z każdym kilometrem jednak słabł i obsuwał się w dół klasyfikacji. Jeszcze gorzej spisali się pozostali Biało-Czerwoni: Paweł Słowiok był 29., Adam Cieślar 33., a Wojciech Marusarz zszedł z trasy.

Wszystkie miejsca na podium przypadły Niemcom – wygrał Johannes Rydzek, przed Fabianem Riessle i Erikiem Frenzlem.

 

Norwegowie na czele

Na czele klasyfikacji medalowej igrzysk w Pjongczangu pozostali Norwegowie, choć dziś zdobyli „tylko” srebro. Łącznie mają na koncie aż 29 medali, w tym 11 złotych, 10 srebrnych i 8 brązowych. Ścigają ich Niemcy, których dotychczasowy dorobek wynosi 23 krążki (11-7-5). Na trzecim miejscu znajduje się Kanada (8-5-6), czwartym Holandia (6-5-3), piątym Francja (5-4-4), a szóstym USA (5-3-4). Polska z dwoma medalami skoczków narciarskich – złotym Kamila Stocha i brązowym drużyny – plasuje się w medalowej tabeli na 17. pozycji – przed, to wielka ciekawostka, Olimpijczykami z Rosji, którzy zdobyli już aż 11 krążków, ale żadnego złotego. Do tej pory rozegrano 69 ze 102 finałów.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 17 marca 2018 (17:56)

NaszDziennik.pl