logo
logo

Zdjęcie: Frankie Fouganthin/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Radość biegaczek

Środa, 21 lutego 2018 (20:48)

Reprezentanci, a konkretniej reprezentantki Polski dwukrotnie zajmowały dziś w Pjongczangu, w olimpijskiej rywalizacji, siódme miejsca. W jednym wypadku nie ukrywały z tego powodu radości, w drugim, wspomniana lokata pomogła nieco obetrzeć łzy.

Ważna lokata

Zacznijmy od tego co dobre, a dobry był środowy występ Biało-Czerwonych w sprincie drużynowym techniką dowolną w biegach narciarskich. Pojawiły się w nim Justyna Kowalczyk z Sylwią Jaśkowiec, marząc o ósmym miejscu. Miało ono szczególne znaczenie dla Jaśkowiec, która z powodu problemów zdrowotnych, licznych kontuzji, praktycznie straciła dwa poprzednie sezony, a co za tym idzie – pożegnała się ze stypendium sportowym. Pieniędzmi potrzebnymi do życia i rozwijania kariery. Kowalczyk o tym doskonale wiedziała i dziś pojawiła się na starcie, w nielubianym przez siebie stylu łyżwowym, omijanym szeroko od dawna, by pomóc koleżance. Jakby tego było mało, pożyczyła też Jaśkowiec narty, narty z najwyższej półki, o jakich w chwili obecnej reprezentantki Polski mogą tylko marzyć. Obie panie na trasie dały z siebie wszystko, zostawiając na niej serca i zdrowie. Pobiegły znakomicie, jak na oczywiście ich aktualne możliwości i zajęły siódme miejsce. Wywalczyła je Jaśkowiec, po dramatycznym finiszu wyprzedzając Francuzkę Coraline Thomas Hugue.

Nic zatem dziwnego, że na mecie były równie zmęczone, co szczęśliwe. – Walczyłyśmy, pokonując kilka mocnych zespołów – mówiła Kowalczyk. – Celowałyśmy w ósme miejsce, zajęłyśmy wyższe, biegnąc nawet powyżej oczekiwań. Dziękuję Justyno – cieszyła się Jaśkowiec, dla której dzisiejszy wynik miał kolosalne znaczenie. Polki na mecie uzyskały wynik 16.32,48 min.

Wygrały Amerykanki Kikkan Randall i Jessica Diggins (15.56,47). To z pewnością mała niespodzianka, bo reprezentanci tego kraju nie wywalczyli olimpijskiego medalu w biegach od… 1976 roku. Na mecie wyprzedziły Szwedki Charlotte Kallę i Stinę Nilsson (15.56,66) oraz Norweżki Marit Bjoergen i Maiken Caspersen Fallę (15.59,44). Bjoergen z jednej strony czuła pewien zawód, bo ona zawsze mierzy w złoto, ale z drugiej strony wywalczony dziś brąz był jej 14. medalem olimpijskim w karierze. Tylu krążków na zimowych igrzyskach nie wywalczył jeszcze nikt.

 

Faworyci górą

Norwegowie wygrali za to drużynowy sprint mężczyzn. Martin Johnsrud Sundby i Johannes Hoesflot Klaebo byli zdecydowanymi faworytami, z tej roli się wywiązali, choć na początku kroku próbowali dotrzymywać im Szwedzi. Kiedy jednak Klaebo przyspieszył i wypracował solidną przewagę stało się jasne, że do niespodzianki nie dojdzie. Drugie miejsce zajęli Olimpijczycy z Rosji Denis Spicow i Aleksandr Bołszunow, a trzecie Francuzi Maurice Manificat i Richard Jouve. Polacy ani nie zawiedli, ani nie zachwycili. Dominik Bury i Maciej Staręga odpadli w półfinale i zajęli 13. miejsce – odzwierciedlające ich możliwości, choć cicho liczyliśmy, że zdołają jednak powalczyć i awansują do finału.

 

Na pocieszenie

Na siódmej pozycji uplasowały się dziś również łyżwiarki szybkie w wyścigu drużynowym – ale była to tylko lokata na otarcie łez. Polki liczyły bowiem na coś zdecydowanie więcej, co było naturalne, skoro z dwóch poprzednich igrzysk wracały z medalami, brązowym (Vancouver) i srebrnym (Soczi). W Pjongczangu marzenia przegrały jednak szybko, w fatalnym ćwierćfinale. Dziś powalczyły w finale D, o siódme miejsce. Bez Katarzyny Bachledy-Curuś, która najbardziej zawiodła w biegu ćwierćfinałowym, za to młodziutką Karoliną Bosiek w składzie. Ta wraz z Natalią Czerwonką i Luizą Złotkowską pewnie pokonała Koreanki, uzyskując czas (3.03,11 min) o przeszło cztery sekundy lepszy. Radości na mecie jednak nie było, bo być nie mogło. Plany, marzenia, były bowiem inne.

 

Rekordowo

Finał A był areną fantastycznej rywalizacji Japonek z Holenderkami. Jeszcze do przedostatniego okrążenia nie sposób było przewidzieć, kto wywalczy złote, a kto srebrne medale. Wtedy jednak Pomarańczowe osłabły, a Azjatki wręcz przeciwnie, nic nie straciły z prezentowanego przez siebie tempa i w takich okolicznościach wynik mógł być tylko jeden. Wygrały Japonki – Miho Takagi, Ayano Sato i Nana Takagi – ustawiając przy okazji nowy rekord olimpijski (2.53,89). Brąz przypadł w udziale Amerykankom, które pokonały Kanadyjki.

W wyścigu drużynowym mężczyzn, dość niespodziewanie, najlepsi okazali się Norwegowie Havard Bokko, Simen Spieler Nilsen, Sverre Lunde Pedersen, którzy w finale A wygrali z Koreańczykami. Na najniższym stopniu podium stanęli Holendrzy.

 

Vonn bez złota

Niespodzianek nie zabrakło również i na innych olimpijskich arenach. Włoska alpejka Sofia Goggia została mistrzynią w zjeździe, choć wydawało się, że nic i nikt nie odbierze złota Lindsey Vonn. Amerykanka musiała się zadowolić brązem i mianem… najstarszej medalistki olimpijskiej w narciarstwie alpejskim. Srebro, sensacyjnie, wywalczyła Norweżka Ragnhild Mowinckel. Polka, Maryna Gąsienica-Daniel, uplasowała się na 24. pozycji.

Kanadyjczyk Brady Leman okazał się najlepszy w skicrossie. Drugi był Szwajcar Marc Bischofberger, trzeci Rosjanin Siergiej Ridzik, a kilku ich kolegów rywalizację przypłaciło kontuzjami i przymusowymi wizytami w szpitalu. Taka już specyfika tej konkurencji, jednej z najbardziej ekstremalnych i najbardziej niebezpiecznych spośród wszystkich zimowych.

Z kolei w bobslejowych dwójkach zwyciężyły Niemki Mariama Jamanka i Lisa-Marie Buckwitz. W czterech ślizgach w Pjongczangu uzyskały łączny czas o 0,07 s lepszy od Amerykanek Elany Meyers Taylor i Lauren Gibbs oraz o 0,44 s od Kanadyjek Kaillie Humphries i Phylicii George.

 

Emocje na lodowisku

Dziś poznaliśmy również najlepszą czwórkę turnieju hokeja na lodzie. W ćwierćfinałach Czechy pokonały po karnych USA 3:2 (1:1, 1:1, 0:0, 0:0), Olimpijczycy z Rosji rozgromili Norwegię 6:1 (3:0, 2:1, 1:0), Kanada w „piłkarskich” rozmiarach wygrała z Finlandią 1:0 (0:0, 0:0, 1:0), a Niemcy po dramatycznym boju i dogrywce ze Szwecją 4:3 (2:0, 0:0, 1:3, 1:0).

Trzecie miejsce w hokejowym turnieju kobiet zajęły za to Finki, pokonując reprezentację Olimpijczyków z Rosji 3:2 (1:0, 2:1, 0:1).

 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 17 marca 2018 (17:59)

NaszDziennik.pl