logo
logo

Zdjęcie: Ximeg/ Licencja: CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Medal… na wyciągnięcie ręki

Czwartek, 22 lutego 2018 (21:58)

Polskie biatlonistki mogły zostać dziś mistrzyniami olimpijskimi w rywalizacji sztafet 4 x 6 km, mogły zdobyć jakikolwiek medal, a ostatecznie zajęły siódme miejsce. Na pierwszym uplasowały się Białorusinki.

To był jeden z najbardziej dramatycznych i emocjonujących występów naszych reprezentantów w Pjongczangu. Biatlonistki przystępowały do niego w trudnej sytuacji, po nieudanych, w zdecydowanej większości, startach indywidualnych. Po cichu marzyły w nich o sukcesach, a tylko jedna Monika Hojnisz w pewnym momencie się uśmiechnęła – gdy zajęła szóste miejsce w biegu na 15. km. Poza tym bywało nerwowo i dość konfrontacyjnie, o czym może coś powiedzieć Weronika Nowakowska, ostro ścierająca się z krytykującymi kibicami. Dziś, stojąc na starcie, Polki już jednak o tym nie pamiętały. Przyświecał im wspólny cel, ostatnia taka wspólna szansa. Patrząc realnie, myślały o miejscu piątym, szóstym, ale jako ambitne sportsmenki mierzyły wyżej. W podium. W myśl zasady – dlaczego by nie?

I zaczęły dobrze, by nie rzec bardzo dobrze. Jako pierwsza wyruszyła na trasę Monika Hojnisz i skończyła na siódmym miejscu. Magdalena Gwizdoń je utrzymała, a przez moment znajdowała się nawet na piątej pozycji. Było dobrze, optymistycznie, biorąc pod uwagę perspektywy na dalszą część rywalizacji. Prawdziwe szaleństwo nastąpiło, gdy na trasie pojawiła się Krystyna Guzik. Wpierw zafundowała sobie trochę kłopotów, gdy po pierwszej wizycie na strzelnicy musiała przebiec rundę karną. Ale jako że panowały na niej trudne warunki, a wiejący wiatr sprawiał biatlonistkom niejednego psikusa, w podobnym położeniu znalazły się i jej rywalki – i Polka za dużo na tym nie straciła. Po drugim, rewelacyjnym strzeleniu Guzik awansowała na drugie miejsce, ponieważ świetnie pobiegła, wyprzedziła Białorusinkę i została liderką! Na pierwszym miejscu przybiegła do strefy zmian i „posłała” do boju Nowakowską. Wtedy wydawało się, że Polki mogą zostać nawet mistrzyniami olimpijskimi. Niestety nie zostały. Nie stanęły nawet na podium. Nowakowska w trakcie dwóch wizyt na strzelnicy musiała aż pięciokrotnie dobierać naboje. Konkurentki myliły się rzadziej, co przesądziło o losach rywalizacji. Zamiast cieszyć się z życiowych sukcesów, nasze panie przeżyły gorycz porażki, bo ostatecznie Nowakowska przybiegła na metę jako siódma, 43,6 s za Białorusinką Darią Domraczewą. – Wiem, że wina spadnie na mnie i że będę musiała przyjąć ją na „klatę”. Zawsze największa odpowiedzialność ciąży na ostatnim, a ja pierwszy raz w życiu rozpoczęłam zmianę jako pierwsza – powiedziała Nowakowska.

Dla niej była to ostatnia szansa na olimpijski medal, bo po tym sezonie kończy karierę. Nie wiadomo, czy na jej kontynuowanie zdecydują się Gwizdoń i Guzik, a jeśli tak, czy dotrwają do kolejnych igrzysk.

Wyniki:

1. Białoruś (Nadieżda Skardino, Iryna Kriuko, Dzinara Alimbekawa, Daria Domraczewa) 1:12.03,4 godz (0 karnych rund + 9 doładowań),

2. Szwecja (Linn Persson, Mona Brorsson, Anna Magnusson, Hanna Oeberg) strata 10,7 s (0+12),

3. Francja (Anais Chevalier, Marie Dorin Habert, Justine Braisaz, Anais Bescond) 17,6 (0+14)…

7. Polska (Monika Hojnisz, Magdalena Gwizdoń, Krystyna Guzik, Weronika Nowakowska) 43,6 (1+14).

 

 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 25 marca 2018 (21:36)

NaszDziennik.pl