logo
logo

Zdjęcie: / Domena publiczna

Nasi słabo, hokejowa sensacja

Piątek, 23 lutego 2018 (22:23)

Dziś na olimpijskich arenach w Pjongczangu pojawiło się trzech reprezentantów Polski, wszyscy w łyżwiarskim wyścigu na 1000 m. Wszyscy okazali się solidarni i wypadli słabo. Niestety.

Najlepiej – debiutant w zawodach tej rangi. Sebastian Kłosiński zajął 17. miejsce, pokonując dystans w czasie 1.09,59 min. Nasz zawodnik po wszystkim szukał pozytywów i przekonywał, że na kolejnych igrzyskach, za cztery lata, postawi sobie dużo wyższe cele, nawet sięgające podium. Trzymamy za słowo. Pozostali Polacy wypadli dużo gorzej: Konrad Niedźwiedzki uplasował się na 23. pozycji (1.10,02), a Piotr Michalski na 31. (1.10,17).

Wygrał Holender Kjeld Nuis z wynikiem 1.07,95, o zaledwie 0,04 s lepszym od Norwega Harvarda Lorentzena. Nuis, który przed Pjongczangiem nie stał na olimpijskim podium, zdobył w ten sposób swój drugi złoty medal w Korei Płd. Poprzednio triumfował na 1500 m, a w całej historii, na jednych igrzyskach, zwycięstwa na tych prestiżowych dystansach odniosło wcześniej tylko dwóch panczenistów. Jak widać, Holender dokonał rzeczy wielkiej. Brąz wywalczył reprezentant gospodarzy Tae-Yun Kim.

Jutro łyżwiarzy szybkich czeka jeszcze bieg ze startu wspólnego, czyli nowość w olimpijskim programie. Pojawią się w nim m.in. Niedźwiedzki i Luiza Złotkowska. Na pewno nie w rolach faworytów, ale to konkurencja trochę szalona, bardzo nieprzewidywalna, w której sporą rolę odgrywa szczęście i doświadczenie – i w której można postarać się o niespodziankę. 

Szwedzi historyczni

Dziś olimpijskie zmagania zakończyli biatloniści. Ostatnie medale rozdane zostały w rywalizacji męskich sztafet 4 x 7,5 km, a te najważniejsze, bo z najcenniejszego kruszcu, przypadły Szwedom. Peppe Femling, Jesper Nelin, Sebastian Samuelsson i Fredrik Lindstroem wyprzedzili Norwegów o 55,5 s, a Niemców o 2.07,1. Dla biatlonistów spod znaku Trzech Koron to największe sukcesy w historii, nigdy wcześniej nie triumfowali w zmaganiach sztafetowych.

 

Młodość górą

Z kolei w rywalizacji solistek w łyżwiarstwie figurowym triumfowała młodość. Najlepsza okazała się bowiem 15-letnia Rosjanka Alina Zagitowa, która wyprzedziła swoją rodaczkę, przy okazji swą idolkę, Jewgienię Miedwiediewą. W sukcesie młodziutkiej łyżwiarki nie było jednak cienia przypadku, bo swój program wykonała przepięknie, zachwycając publiczność. W krótkim, wynikiem 82,92 pkt, pobiła nawet rekord świata. Dziś, w dowolnym, otrzymała 156,65, co było rezultatem drugim, ale na miarę złotego medalu.

Co ciekawe, jej medal był dopiero pierwszym złotym zdobytym przez Olimpijczyków z Rosji w Pjongczangu. Pierwszym, a zawodnicy z tego kraju na podium, łącznie z Zagitową, stawali aż 14-krotnie.

 

Skicross jak zwykle

Reprezentantki Kanady zajęły dwa pierwsze miejsca w skicrossie. Wygrała Kelsey Serwa, na drugiej pozycji uplasowała się Brittany Phelan, a na trzeciej Szwajcarka Fanny Smith. To wynik planowany, bo Kanadyjki, odkąd ta konkurencja została w 2010 roku wprowadzona do olimpijskiego programu, zawsze stawały na najwyższym stopniu podium, a kilka dni temu, w rywalizacji mężczyzn, triumfował Brady Leman, oczywiście Kanadyjczyk.

 

Niemcy! Sensacja!

Najwięcej emocji wzbudziły dziś jednak półfinały turnieju hokeja na lodzie. Najpierw doszło do rozstrzygnięcia raczej spodziewanego, bo Olimpijczycy z Rosji pokonali Czechy 3:0 (0:0, 2:0, 1:0). Losy tego spotkania rozstrzygnęły się w ciągu dwóch minut drugiej tercji, gdy w 28. i 29. Nikita Gusiew i Władysław Gawrikow znaleźli sposób na bramkarza rywali. Wynik w ostatniej minucie ustalił Ilja Kowalczyk. Bohaterem meczu był jednak bezbłędnie interweniujący bramkarz „Sbornej” Wasilij Koszeczkin.

W drugim półfinale zmierzyli się ze sobą Kanadyjczycy i Niemcy i faworytami, mimo braku gwiazd z NHL w składzie, byli hokeiści zza oceanu. Tymczasem nasi zachodni sąsiedzi wyszli na lodowisko całkowicie bez kompleksów, by walczyć na całego i po 27 minutach prowadzili 3:0! Gole zdobywali Brooks Macek, Matthias Plachta (syn byłego selekcjonera reprezentacji Polski Jacka Płachty) i Frank Mauer. Kibice przecierali oczy ze zdumienia. W 29. min nadzieję w serca Kanadyjczyków wlał Gilbert Brule, ale błyskawicznie odpowiedział Patrick Hager i Niemcy prowadzili 4:1! W trzeciej tercji faworyci rzucili się do szturmu, Mat Robinson i Derek Roy w 50. min doprowadzili do wyniku 4:3, jednak na więcej nie było ich stać. W ten sposób do finału awansowali Niemcy, pierwszy raz w historii.

 

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 24 marca 2018 (20:24)

NaszDziennik.pl