logo
logo

Zdjęcie: Bjarte Hetland/ Licencja: CC BY 3.0/ Wikipedia

Bjoergen na szczycie

Niedziela, 25 lutego 2018 (19:49)

Nie udało się… Justynie Kowalczyk marzył się olimpijski medal w biegu na 30 km techniką klasyczną, zajęła w nim 14. miejsce, dalekie od oczekiwanego, upragnionego. Daleko od założonego celu. Wygrała ta, z którą przez lata Polka toczyła porywające pojedynki, Norweżka Marit Bjoergen.

Kowalczyk z dzisiejszym startem wiązała ogromne nadzieje. Miał być jej, do niego się przygotowywała. Właściwie przez ostatnie lata, dwa, trzy, podkreślała, że startuje tylko dla tej właśnie olimpijskiej „trzydziestki” w Pjongczangu. Że wszystko, co przed – występy, treningi, wyrzeczenia – służą jak najlepszemu przygotowaniu się do tego biegu, biegu, w którym chciała powalczyć o kolejny medal. Taką piękną klamrę spinającą jej karierę.

Niewiele go zapowiadało. Od igrzysk w Soczi nie odnosiła już spektakularnych sukcesów. Biegi, w których przypominała „dawną Justynę”, można było policzyć na palcach jednej ręki. Ale wierzyliśmy, że w Pjongczangu dokona niemożliwego. Nie dokonała. Najpierw odpadła w ćwierćfinale sprintu, z którym też wiązała duże nadzieje. Wtedy mówiliśmy, że to konkurencja nieprzewidywalna, że trzeba mieć w niej trochę szczęścia, a to szczęście lubiło Polkę w ostatnich latach omijać. Potem przyszedł udany sprint drużynowy z Sylwią Jaśkowiec, w którym Kowalczyk pokazała duże „serducho”. Wreszcie nadeszła niedziela, wyczekiwana „trzydziestka” – i nic. I bańka pękła. I sukces nie nadszedł.

Pani Justyna od początku nie biegła tak, by dać nadzieję. Była wolna, zbyt wolna od rywalek, nie potrafiła przyspieszyć, wyzwolić w sobie energii niezbędnej, by walczyć o najwyższe cele. Najwyżej plasowała się na pomiarze czasu ulokowanym na szóstym kilometrze – na 10. pozycji. Potem spadała i traciła. Miejsce, czas. W końcówce, przez chwilę, zdawało się, że może zdoła zaatakować czołową dziesiątkę, bo przesunęła się na 12. lokatę. Nie zdołała, spadła na 14. i na takiej minęła metę.

Smutna. Nie załamana, ale smutna. – Było ciężko, niesamowicie ciężko. Po siedmiu kilometrach krzyknęłam do trenera Wierietielnego, że nic z tego nie wyjdzie i zaraz potem czołówka mi uciekła. Zrobiłam wszystko, by ten bieg okazał się moim najlepszym. Pracowałam mocno, bardziej profesjonalnie niż kiedykolwiek, ale nie dało to oczekiwanego wyniku. Najwyraźniej nie jestem już w stanie wrócić do dawnego poziomu – przyznała Kowalczyk. Dziś nie potrafiła albo nie chciała rozmawiać o przyszłości. Nie wiadomo, czy dokończy obecny sezon Pucharu Świata, czy wystartuje w kolejnym. Obiecała, że pojawi się w mistrzostwach Polski za miesiąc i wtedy udzieli, prawdopodobnie, konkretnych odpowiedzi.

Dziś cieszyli się inni. Finka Krista Parmakoski ze srebrnego medalu, Szwedka Stina Nilsson z brązowego i przede wszystkim ona. Ona, czyli Bjoergen. Norweżka dokonała bowiem czegoś niewyobrażalnego, nie tylko wygrywając w wielkim stylu, niezagrożenie, prowadząc niemal od startu do mety – ona zdobyła swój 15. w karierze złoty medal olimpijski. Ósmy złoty. To liczby absolutnie rekordowe, jeśli chodzi o zimowe igrzyska. Tylko jej rodacy, biatlonista Ole Einar Bjoerndalen i biegacz Bjoern Daehlie, osiem razy stali na najwyższym stopniu olimpijskiego podium, ale żaden z nich nie wywalczył 15 olimpijskich krążków. Bjoergen została dziś najbardziej utytułowanym sportowcem w historii.

Wyniki biegu na 30 km techniką klasyczną: 1. Marit Bjoergen (Norwegia) 1:22.17,6 godz, 2. Krista Parmakoski (Finlandia) strata 1.49,5 min, 3. Stina Nilsson (Szwecja) 1.58,9, 4. Ingvild Flugstad Oestberg (Norwegia) 2.00,4, 5. Charlotte Kalla (Szwecja) 2.57,2... 14. Justyna Kowalczyk 5.04,2.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 25 marca 2018 (21:36)

NaszDziennik.pl