logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Piotr Polak/ PAP

Katastrofa ręcznych

Poniedziałek, 29 października 2018 (20:23)

Porażka z Izraelem, jedna z najbardziej wstydliwych w historii polskiej piłki ręcznej, pokazała, jak wiele pracy czeka męską kadrę, by nawiązała do nie tak przecież odległych czasów, gdy byliśmy z niej dumni. Niemal wyłącznie dumni.

To prawda – zespół jest nowy. Nawet nie po zmianach, ale po rewolucji, bo ubyli z niego ci wszyscy, którzy w minionych latach tworzyli jego siłę. Zdobywali medale mistrzostw świata i budowali legendę. Sławomir Szmal, Karol Bielecki, bracia Lijewscy, Jureccy… Można by tak wymieniać i wymieniać, ale nie ma to sensu, bo niczego to nie zmieni. Nastały nowe czasy, do kadry trafili inni gracze, pojawiły się kolejne cele i marzenia. Na razie skromne, bo dziś reprezentacja Polski nie myśli o medalach wielkich imprez, ale o tym, by w ogóle w nich zagrać. Najbliższe – obejrzy w telewizji lub z wysokości trybun, bo nie awansowała na mistrzostwa świata. W grupie eliminacyjnej okazała się słabsza od Portugalii. Zespołu, z którą kilka lat wcześniej wygrywałaby z zamkniętymi oczami.

Obecnie nasza narodowa drużyna walczy o awans na mistrzostwa Europy. Imprezę, na której nie można nie być, konieczną, by pozostawać w kontakcie z najlepszymi, a nie daleko, daleko w tyle.

Eliminacje prowadzona przez Piotra Przybeckiego drużyna rozpoczęła od wysokiej wygranej nad Kosowem, ale tym chwalić się nie mogła, bo rywal był słabiuteńki. W niedzielę grała w Tel Awiwie z Izraelem, też ekipą teoretycznie dużo niżej od siebie notowaną. Owszem, Przybecki przestrzegał przed jej lekceważeniem, ale bądźmy szczerzy – przedwcześnie zapisywaliśmy naszym na koncie komplet punktów. Wygrana wydawała się bowiem naturalna, oczywista, pewna, lecz…

Lecz nie przypuszczaliśmy, że reprezentacja Polski może zagrać tak źle. Tak fatalnie w każdej formacji, tak bez ładu i składu, tak chaotycznie, bez pomysłu, koncepcji, wiary, przekonania we własne umiejętności. Z przeciwnikiem słabym, bardzo słabym, który być może marzył o jak najniższej porażce, w żadnym fragmencie meczu nie dominowała. Mimo to prowadziła, a w 37. minucie mogła postawić kropkę nad i. Wygrywała bowiem 17:14, a w krótkim odstępie czasu aż trzech rywali powędrowało na ławkę kar. Zamiast to wykorzystać, nasi całkowicie się pogubili i po kilku prezentach dla Izraelczyków nagle zrobiło się 18:18! Końcówka w wykonaniu Polaków była równie tragiczna. W 55. minucie jeszcze prowadzili 24:22, jednak ostatnie minuty zagrali jak zespół juniorów, i to naprędce sklecony, któremu trzęsą się ręce z nerwów, bo nie wie, co i jak ma robić. W ostatniej minucie, przy stanie 24:24, nasi rozgrywali jeszcze akcję, ale tak, że... umożliwili gospodarzom oddanie rzutu w ostatniej sekundzie! Rzutu celnego, na wagę ich zwycięstwa 25:24 – a naszej kompromitacji, bo to, że była to kompromitacja – zawodników, Przybeckiego – nie ulegało wątpliwości.

Smutno było patrzeć, jak na naszych oczach rozpadała się drużyna, w której zakochała się sportowa Polska. Tak w sporcie, jak w życiu, wszystko się zmienia, czas pędzi naprzód, jednak najgorsze jest to, że w tym tunelu nie widać żadnego światełka. Na mistrzostwa Europy z każdej grupy eliminacyjnej na pewno dostaną się po dwie drużyny. Gdy nasi wylosowali Niemców, Izrael i Kosowo, awans zakładaliśmy w ciemno, licząc, że wysoko poprzeczkę zawieszą tylko Niemcy. Tymczasem teraz, po niedzielnej katastrofie, każdy scenariusz, nawet ten najczarniejszy, zdaje się realny. Mecze trzeciej kolejki odbędą się w dniach 10-11 kwietnia przyszłego roku. Polska zmierzy się wtedy u siebie z Niemcami. Kwalifikacje zakończą się w czerwcu 2019 roku.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl