logo
logo

Zdjęcie: Andrew Yates/ Reuters

Oczekiwanie i odliczanie

Środa, 21 listopada 2018 (22:23)

Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego i nieplanowanego, Robert Kubica najprawdopodobniej zostanie jutro ogłoszony drugim podstawowym kierowcą zespołu Williamsa, a co za tym idzie, największy powrót w historii polskiego sportu stanie się faktem.

Na razie o tym, co pewne – a pewne i przesądzone jest to, że polski kierowca pojawi się w piątkowych treningach przez Grand Prix w Abu Zabi, ostatniej tegorocznej eliminacji mistrzostw świata Formuły 1. Miał i ma to zagwarantowane na mocy obecnego kontraktu. Wiele wskazuje jednak na to, że zanim wsiądzie tego dnia do bolidu, będzie już posiadał w kieszeni nową umowę. Umowę, na którą czekał on, na którą czekaliśmy my, na którą czekał niemal cały wyścigowy świat. Tak, to nie przesada, bo spodziewanym powrotem naszego rodaka do ścigania w Formule 1 żyją kibice, dziennikarze, byli i obecni rywale z toru w każdym niemal zakątku globu. O tym, jak wielkie jest to oczekiwanie, jak wielkie emocje towarzyszą Robertowi, mogą świadczyć choćby tytuły dzisiejszych gazet, portali internetowych z różnych zakątków świata. Wielkie tytuły z Włoch, Anglii czy Brazylii na pierwszych stronach donosiły: „Kubica wraca!”, opatrując je artykułami wychwalającymi niewiarygodny hart ducha Roberta. Bo ów wielki powrót staje się faktem i wydaje się, że nic i nikt nie może stanąć mu na drodze.

Kubica przez rok, jaki przepracował w Williamsie, udowodnił, jak fantastycznym jest fachowcem i jak wielki pożytek może mieć z niego zespół. Brytyjczycy, do czego pewnie nigdy się oficjalnie nie przyznają, szybko pożałowali faktu, że wybrali pieniądze Lance'a Strolla i Siergieja Sirotkina, a nie talent krakowianina. Teraz wątpliwości już nie mieli, ale oczywiście szanse Roberta nie byłyby duże, gdyby nie wsparcie sponsorów. Otrzymał je, w potężnej postaci, od Orlenu, który „wniósł” do Williamsa znacznie więcej niż 10 milionów euro, o których spekulowano od tygodni. Ta kwota może być nawet dwukrotnie większa, bo podobno kontrakt Kubicy będzie dłuższy niż na rok. Mówi się o umowie dwuletniej, na razie.

Dziś nikt niczego jeszcze nie potwierdził, a według informacji z wielu różnych źródeł, ma to nastąpić jutro. Na czwartek brytyjski team zwołał bowiem konferencję prasową, na której – wszyscy się tego spodziewają – oficjalnie ogłosi parafowanie umowy z „wojownikiem” z Polski. Człowiekiem, który na początku 2011 roku przeżył tragiczny wypadek, po którym lekarze walczyli o jego życie, a potem o uratowanie dłoni. Człowiekiem, który w ostatnim wyścigu Formuły 1 pojechał w listopadzie 2010 roku, właśnie w Abu Zabi. Tam, gdzie teraz może zostać ogłoszony jego wielki powrót.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl