logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: DIEGO AZUBEL/ PAP/EPA

Po Melbourne… Wnioski, refleksje i praca

Niedziela, 17 marca 2019 (20:45)

Pierwszy od przeszło ośmiu lat występ Roberta Kubicy w Grand Prix Formuły 1 wypadł gorzko, ale inaczej być nie mogło, pamiętając o wszystkich problemach jego zespołu – Williamsa. Paradoksalnie i team, i obaj kierowcy z nieudanego weekendu starali się jednak wyciągać pewne pozytywy, które mogą im pomóc w przyszłości.

Bądźmy szczerzy – wszyscy inaczej wyobrażaliśmy sobie wielki „come back” naszego rodaka. Śledził go cały wyścigowy świat, Robert skupiał na sobie uwagę kamer, rywali, kibiców, tymczasem w rzeczywistości, w jakiej się znalazł, niczego zrobić nie mógł. Niczego dobrego, dodajmy. Williams dysponuje obecnie najsłabszym i najwolniejszym bolidem w stawce i tak naprawdę musi się skupiać na innych sprawach niż na walce z konkurentami. Takich jak choćby… wykonywanie dodatkowych pit-stopów. Podczas gdy rywale walczyli o ułamki sekund, brytyjski team nakazywał kierowcom częstsze zjazdy do alei serwisowej, by móc wypróbować wszystkie trzy mieszanki opon. – Pit-stopy były dobre i zespół wykonał dobrą pracę jak na to, czym obecnie dysponujemy – podkreślił Dave Robson, starszy inżynier wyścigowy.

Kubica mechaników odwiedził zresztą szybciej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Ruszał z ostatniej linii, obok George'a Russella, swego kolegi z teamu. Obaj byli najwolniejsi w sobotnich kwalifikacjach, czego zresztą wszyscy się spodziewali. Polak startu się obawiał, ale wykonał go naprawdę dobrze. Niestety, niedługo później miał niezawinioną przez siebie kolizję z Francuzem Pierre'em Gaslym z Red Bulla. W jej wyniku stracił przednie skrzydło, musiał zjechać do alei serwisowej. Nowe, wymienione, sprawiało problemy, co dodatkowo utrudniło sytuację naszego rodaka. Straconej minuty nie był w stanie w żaden sposób nadrobić, przy tak wolnym i źle się prowadzącym bolidzie.

Kubica poruszał się zatem na samym końcu i na samym końcu dojechał do mety. Po drodze czuł zapewne sporą frustrację, widząc, jak dublują go rywale – co zresztą sprawiało mu dodatkową trudność związaną z tym, że ich… mógł chwilowo nie widzieć. Na trzecim okrążeniu stracił bowiem jedno z lusterek, przez co jazda stanowiła dla niego czynność jeszcze bardziej skomplikowaną. Mimo to jednak Polak starał się doszukiwać pewnych pozytywów. – Już przed wyścigiem wiedzieliśmy, że nie będzie on łatwy. Zdecydowaliśmy się wystartować na twardych oponach, by zdobyć z nimi doświadczenie. I ten start miałem dobry, co zapisuję na plus. Dojechałem do mety, a przecież jeszcze dwa lata temu wiele osób nawet nie sądziło, że mogę wystartować w Formule 1 i ukończyć wyścig – przyznał.

Co ciekawe w pewnym momencie Kubica usłyszał w słuchawkach głos inżyniera wyścigowego, który powiedział, że porusza się dobrym tempem. Odpowiedział… śmiechem. – Momentami czułem, jakbym stał w miejscu, gdzie tu zatem mówić o tempie i rytmie – podkreślił.

– Dzień był trudny, ale cieszymy się, że oba nasze bolidy osiągnęły metę. Robert nie miał szczęścia w pierwszym okrążeniu, ale przejechał ogólnie dobry wyścig. Także George zaliczył solidny weekend, pamiętajmy, że debiutancki. Obaj kierowcy powinni dzięki temu zyskać większą pewność siebie – podsumował Robson.

W Williamsie nikt się jednak nie łudzi, że przyszłość, przynajmniej ta najbliższa, może być lepsza. Za dwa tygodnie, podczas Grand Prix Bahrajnu, będzie raczej podobnie jak w Melbourne, choć wypada mieć nadzieję, że uda się przynajmniej zniwelować część strat do konkurentów. Na chwilę obecną – ogromnych.

Podczas gdy Kubica i Russell walczyli o to, by znaleźć się na mecie i cieszyli się z każdego pokonanego okrążenia, inni walczyli o jak najlepsze miejsca. Faworytem niedzielnej rywalizacji był Lewis Hamilton z Mercedesa, ale tym razem musiał ustąpić miejsca koledze z zespołu. Fin Valtteri Bottas zanotował bowiem najlepszy występ w karierze, czego zresztą nie ukrywał. Kapitalnie wystartował, szybko wyprzedzając Brytyjczyka, szybko zbudował nad nim kilkusekundową przewagę, której nie oddał aż do mety. Pierwsze miejsce stracił tylko na moment, wtedy gdy zjechał do alei serwisowej na wymianę opon. Poza tym poruszał się na czele, niezagrożony. Kilka okrążeń przed końcem jego przewaga nad Hamiltonem przekroczyła 25 sekund i wtedy postanowił pokusić się o uzyskanie najlepszego czasu jednego okrążenia, za co od tego sezonu przyznawany jest dodatkowy punkt. I ów cel też osiągnął. Hamilton finiszował drugi, a tuż za nim metę minął Holender Max Verstappen z Red Bulla.

Kubica zajął 17. miejsce, gdyż wyścigu nie ukończyło trzech kierowców: Hiszpan Carlos Sainz Jr. z McLarena (awaria silnika), Australijczyk Daniel Ricciardo z Renault (awaria przedniego skrzydła) i Francuz Romain Grosjean z Haasa (źle dokręcone lewe przednie koło po wizycie w pit-stopie). 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl