logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Williams… jak zwykle. Niestety

Piątek, 29 marca 2019 (21:55)

Dwaj kierowcy Williamsa: Robert Kubica i Brytyjczyk George Russell byli najwolniejsi podczas piątkowych treningów przed Grand Prix Bahrajnu, drugą eliminacją mistrzostw świata Formuły 1.

Nikt nie mówił i nie spodziewał się, że na torze Sakhir może być dobrze, a bolidy w barwach brytyjskiej stajni nie tyle będą rywalizować – co zbliżą się do konkurentów. Od pierwszej eliminacji, fatalnego w jej wykonaniu GP Australii, minęło bowiem zbyt mało czasu, by zespół mógł dokonać widocznych zmian. Mimo to po cichu, bardzo po cichu liczono, że choćby delikatny progres będzie zauważalny. Że różnice, tak ogromne w Melbourne, między konkurentami a Kubicą i Russelem minimalnie się zatrą. Niestety, dzisiejsze treningi pokazały, że w Grove nic nie drgnęło. Że problemy jak były, tak są gigantyczne, a bolid po prostu nie nadaje się do ścigania. Co najwyżej między sobą, choć i to niekoniecznie jest sprawiedliwe.

W pierwszej dzisiejszej sesji najwolniejszym kierowcą znów był Kubica – podobnie jak w Melbourne. Russell uzyskał czas o 0,06 sekundy lepszy. Niewiele, ale jednak. Obaj panowie mieli niemal cztery sekundy straty do najlepszego Charles'a Leclerca (Ferrari), a to już była przepaść. Reprezentant Monako w swym najszybszym przejeździe pokonał okrążenie w czasie 1.30,354 i wyprzedził kolegę z teamu Niemca Sebastiana Vettela o 0,263 s i zwycięzcę z Melbourne, Fina Valtteriego Bottasa z Mercedesa o 0,974 s.

Druga sesja wyglądała podobnie. Kubica znów był najsłabszym w gronie 20 kierowców. Tym razem do Russela stracił więcej, bo niemal sekundę, a do triumfatora aż 4,086 s. Tym razem na pierwszym miejscu plasował się Vettel (1.28,846), a na drugim Leclerc (0,035 straty). Jak widać, Ferrari pokazało kapitalną prędkość i wydaje się, że to właśnie bolidy stajni z Maranello powinny w niedzielę odgrywać czołowe role, choć oczywiście Mercedes o takim scenariuszu ani myśli słyszeć.

Kubica, czemu trudno się dziwić, nie był zadowolony z dzisiejszych przejazdów. – Bolid zachowywał się dziwnie i pod tym względem nic nie zmieniło się od Australii, poza tym, że wtedy myśleliśmy, że to wina uszkodzeń podłogi i braku części – przyznał Polak. Nasz rodak zauważył jednocześnie coś niepokojącego, mianowicie różnice w zachowaniu bolidów jego i Russella. Jak podkreślił, zespół nie zna przyczyn takiego stanu rzeczy. – Dzieje się coś w aerodynamice, co utrudnia prowadzenie bolidu i wpływa na jego przyczepność – powiedział.

Williams ma też problemy natury… właściwie trudno je określić, tak absurdalne się wydają. Otóż nie dysponuje odpowiednią liczbą części zamiennych. Przez to kierowcy muszą jeździć ostrożniej i bardziej zachowawczo, uważając, by nie uszkodzić bolidu, bo jego naprawa mogłaby się okazać niemożliwa.

Coś optymistycznego? Tak, pojawiło się małe światełko w tunelu. Do zespołu Kubicy ma wrócić Patrick Head, jeden z jego założycieli, żywa legenda, były główny inżynier i dyrektor techniczny. W przeszłości spod jego rąk wyszło wiele projektów doskonałych bolidów, teraz ma pomóc wyjść z najtrudniejszego położenia w historii. Pamiętajmy, że ekipa Polaka nie ma obecnie dyrektora technicznego po tym, jak na „urlop ze względów osobistych” udał się Paddy Lowe.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 2 czerwca 2019 (09:49)

NaszDziennik.pl