logo
logo

Zdjęcie: facebook.com/powrotrobertablogspotcom/ Nasz Dziennik

Problemy, problemy…

Niedziela, 14 kwietnia 2019 (21:42)

Gdyby na siłę starać się doszukiwać jakiś pozytywów po dzisiejszym starcie Roberta Kubicy w Grand Prix Chin, to mogłaby nimi być meta, bo Polak, z ogromną stratą, ale do niej dotarł. Poza tym powodów do zadowolenia znów nie miał, za to do frustracji – chyba więcej niż zwykle.

Oczywiście przed startem na wiele nie liczył. Może nawet na nic, bo dotychczasowe występy, jak i piątkowe, i sobotnie treningi oraz kwalifikacje nie dostarczały mu powodów do optymizmu. Bolid Williamsa, jak był, tak pozostawał wolny, dużo wolniejszy od pojazdów konkurentów, fatalnie się prowadził, powodując, że jazda nim przypominała walkę o przetrwanie, a nie ściganie się z rywalami. Dziś masz rodak zajął 17. miejsce w Grand Prix Chin. Najgorsze spośród tych, którzy do mety dotarli. Trzech kierowców wycofało się z rywalizacji, ale jeden z nich, Lando Norris (McLaren) zakończył udział kilka okrążeń przed metą, przez co został sklasyfikowany na 18. pozycji.

W Szanghaju Kubica wielkie problemy miał jeszcze przed startem. Na tzw. okrążeniu formującym nie zdołał zapanować nad autem, które na szóstym zakręcie się obróciło. – Chciałem dogrzać opony, ale nie było przyczepności – wyjaśnił. Z kolei tuż po starcie przed Robertem otworzyła się szansa na wyprzedzenie jadącego przed nim Meksykanina Serio Péreza. – Nie chciałem jednak zaryzykować walki z nim. Jeśli wiesz, jak twój wyścig będzie wyglądał, to nie jesteś chętny do podejmowania zbędnego ryzyka – przyznał. Szczerze. W dyplomatycznym świecie Formuły 1, gdy większość kierowców kilkukrotnie się zastanawia, zanim coś powie, Polak jest chyba jedynym, który nie bawi się w polityczną poprawność. Gdy jest źle – mówi, że jest źle. Gdy dobrze – chwali. Z tym że powodów do chwalenie teraz nie ma.

Do wcześniej znanych problemów dziś doszedł bowiem kolejny. Dość kuriozalny. W pewnym momencie, gdy Polak zameldował się w pit stopie, by wymienić opony, mechanicy Williamsa nie potrafili poradzić sobie z przednim lewym kołem. Do tego jeszcze przed wymianą opuścili bolid z podnośnika, co spowodowało dodatkowe straty. Uniemożliwiające Polakowi nawiązanie walki z George'em Russellem, kolegą z zespołu. Jedynym kierowcą, z którym Kubica obecnie jest w stanie się mierzyć, choć w nie do końca sprawiedliwej rywalizacji, bo jego auto różni się od auta Brytyjczyka – i nikt nie wie dlaczego.

Kubica przyznał jednocześnie, że brakuje mu tempa wyścigowego, czegoś, co zawsze stanowiło jego mocną stronę. Co było jego mocną stroną jeszcze w ubiegłym roku, gdy nie jeździł w wyścigach, ale pojawiał się w testach. – Odkąd wsiadłem do bolidu nowej generacji, musiałem pracować nad tempem podczas jednego szybkiego kółka, natomiast długie przejazdy były w moim wykonaniu bardzo dobre. Teraz jest odwrotnie. Nie mam tempa wyścigowego, brakuje mi przyczepności. Nie mogę zrobić nic w porównaniu do rywali, ale także do George'a, co jest dziwne. To nie jest tylko kwestia samochodu, różne czynniki wpływają na taki stan rzeczy – powiedział nasz rodak.

Kolejna runda mistrzostw świata odbędzie się 28 kwietnia, i będzie to runda szczególna, bo Grand Prix Azerbejdżanu rozegrane zostanie na ulicznym torze w Baku. – Od lat nie jeździłem na takich drogach, więc sam jestem ciekaw, jakie zostawi we mnie odczucia – podkreślił Kubica.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 31 maja 2019 (21:28)

NaszDziennik.pl