logo
logo

Zdjęcie: Julia Kowacic/ Licencja: CC BY-SA 4.0/ Wikipedia

Cel – medal w Tokio

Niedziela, 24 maja 2020 (19:59)

Cel wioślarskiej czwórki bez sternika — mistrzów świata z 2019 roku — jest jeden: medal przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio. – Dobrze było wrócić na wodę w Wałczu, gdzie mamy wszystko w jednym miejscu i nic poza treningiem nie zaprząta nam głowy — podkreślił Mikołaj Burda.

Mateusz Wilangowski, Mikołaj Burda, Marcin Brzeziński i Michał Szpakowski są osadą, która była od ubiegłego roku na fali wznoszącej. Złoto mistrzostw świata i srebro mistrzostw Europy to wyniki, które mówią same za siebie.

– Wszystkie starty odwołano, więc można powiedzieć, że ta epidemia koronawirusa nieco poprzestawiała nam plany. Nie zmienia to jednak faktu, że cel jest jeden – medal igrzysk. Robimy wszystko, żeby być w gotowości za rok i właśnie wtedy zaprezentować najwyższą dyspozycję – podkreślił Burda.

Zawodnik urodzony w Toruniu i reprezentujący barwy Lotto Bydgostii Bydgoszcz z niejednego wioślarskiego pieca jadł chleb, bo pierwszy raz startował w igrzyskach w 2004 roku w Atenach. Pływając w ósemce, zajął dwukrotnie piąte miejsce podczas imprezy czterolecia dla wszystkich wioślarzy – podczas IO w Rio de Janeiro w 2016 roku i igrzysk w Pekinie osiem lat wcześniej.

Teraz czwórka, w której składzie pływa, ma jednak zdecydowanie wyższe ambicje.

– Cel cały czas jest jasno określony i dążymy do niego. Chcemy stanąć na podium igrzysk olimpijskich. Całe to zamieszanie z pandemią, mam nadzieję, że nie wybije nas z uderzenia – powiedział drugi torunianin w osadzie Michał Szpakowski.

Przyznał, że dysponując infrastrukturą, taką, jaka jest w ośrodku COS w Wałczu, wioślarze nie mają takich problemów, jak przedstawiciele innych dyscyplin. Jedyne możliwe komplikacje mogą wiązać się z pogodą, ale ci, którzy wybrali tę niezwykle ciężką dyscyplinę sportu, nie boją się zimna i wiatru.

– Jesteśmy zaprawieni w bojach. Dla nas liczy się to, do czego dążymy. Wioślarz nie narzeka na warunki atmosferyczne, bo zdarzało się trenować oraz startować w skrajnie różnych warunkach – stwierdził Szpakowski, który reprezentował Polskę już na dwóch igrzyskach – w Londynie w 2012 roku i Rio de Janeiro w 2016 roku.

Zawodnicy, a także trener osady Wojciech Jankowski (brązowy medalista IO w Barcelonie w 1992 roku) mają nadzieję, że w kalendarzu na rok 2020 pozostaną mistrzostwa Europy w Poznaniu, które mają się odbyć w październiku.

– Niezwykle istotne w sporcie jest posiadanie celu krótkoterminowego. Gdy zawodnik wie, do czego się przygotowuje, jest mu zdecydowanie łatwiej wejść na wysokie obroty. Ten start byłby dla nas niezwykle ważny – tak pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Dodatkowo pokazywałby, w jakim miejscu przygotowań do igrzysk jesteśmy, bo wiadomo, że w sporcie zawsze obowiązuje zasada – bij mistrza – wskazał szkoleniowiec czwórki.

Trener Jankowski podkreśla, że dla wioślarzy warunki panujące obecnie w COS w Wałczu, podwyższony reżim sanitarny, nie stanowią żadnego problemu, bo najważniejsza jest ciężka praca, a tą można tam realizować doskonale, bo wszystko jest na miejscu.

– Mamy tutaj możliwość swobodnego schodzenia na wodę, siłownię, zapewnione jedzenie. Nic więcej nie jest potrzebne. Nic nam nie zaprząta głowy – podkreślił Burda. Wtórowali mu koledzy z czwórki i szkoleniowiec, który zwraca również uwagę na to, że nie we wszystkich krajach wioślarze z powodu epidemii mają teraz możliwość swobodnego treningu.

– Może się okazać, że układ sił na świecie przez te wszystkie zawirowania nieco ulegnie zmianie. Sami nie wiemy do końca, jak to będzie – powiedział trener Jankowski.

JG, PAP

NaszDziennik.pl