logo
logo

Zdjęcie: Ewa Sądej/ Nasz Dziennik

Kubica walczył pięknie, ale…

Niedziela, 20 września 2020 (16:22)

Aktualizacja: 20 września 2020 (17:25)

To mógł być najlepszy dzień w krótkiej historii startów Roberta Kubicy w serii DTM, a zakończył się… Cóż, kiepsko, bo awarią jego BMW M4.

Kubicy nie sposób zazdrościć. Odkąd rozpoczął przygodę z DTM, stara się jak może, wszystko robi i uczy się szybciej, niż wydawało się to realne, zdobywa wiedzę, poznaje samochód i tory, a jednak nie jest w stanie osiągać wyników, które by to odzwierciedlały. Dziś wreszcie, na legendarnym niemieckim Nürburgringu, wydawało się, że coś w tej materii drgnie. W porannych kwalifikacjach nie tylko Robert spisał się na medal – szybki był również jego samochód. A że wyścigi to taka dziedzina życia, w której obie te sprawy muszą iść w parze, a jak idą, to można postarać się o realizacje marzeń – Kubica uzyskał siódmy wynik, najlepszy w dotychczasowej karierze. Nic dziwnego, że zwrócił na siebie uwagę i niemal wszyscy obserwatorzy byli przekonani, że niedziela może być TYM właśnie dniem naszego rodaka.

Początek wyścigu potwierdził te przypuszczenia. Polak szybko, już na pierwszym okrążeniu, awansował o jedną pozycję, był szósty i jechał tak szybko, że realne stawało się naprawdę coś pięknego. Niestety, na ósmym okrążeniu nasz rodak zjechał do alei serwisowej i to nie na zmianę opon. Jego samochód został zepchnięty do garażu i stało się jasne, że dalej nie pojedzie. Okazało się, że awarii – i to bardzo poważnej – uległa skrzynia biegów w BMW Roberta. – Wszystko wyglądało optymistycznie. Dobrze wystartowałem, miałem dobre tempo, ale nie dało się jechać – przyznał kierowca zespołu Orlen Team Art. Na pewno rozczarowany, zawiedziony, bo to przecież było kolejne podobne niepowodzenie, niezawinione przez niego, a bolesne. Mimo to Kubica starał się szukać pozytywów – i je znalazł. – Walczyłem, a to już było coś – podkreślił. To prawda, bo dziś bodaj po raz pierwszy w karierze miał realne szanse na spektakularny wynik. Coś dużego. Po raz pierwszy jego auto nie odstawało od pojazdów konkurentów i podróżowało zbliżonym do nich tempem. A to duży krok naprzód w porównaniu z tym, co miało miejsce wcześniej.

Niedzielny wyścig wygrał lider klasyfikacji generalnej Szwajcar Nico Müller, drugie miejsce zajął zwycięzca kwalifikacji Holender Robin Frijns, a trzecie obrońca tytułu Niemiec René Rast. Wszyscy oni zasiadali w Audi RS 5.

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl