logo
logo

Zdjęcie: Tadeusz Mieczyński/CC BY-SA 3.0/ Wikipedia

Zasłużone złoto!

Poniedziałek, 10 lutego 2014 (17:48)

Z red. Krzysztofem Miklasem, komentatorem sportowym, rozmawia Izabela Kozłowska

 

Dzisiaj po raz pierwszy na igrzyskach olimpijskich w Soczi zabrzmi „Mazurek Dąbrowskiego”. Wszystko za sprawą fenomenalnego występu Kamila Stocha na średniej skoczni...

– Wczorajszy triumf Kamila Stocha i zdobycie przez niego upragnionego złotego medalu jest zwieńczeniem jego wieloletniej pracy. To zwycięstwo należało mu się i nie dziwi ogromna radość oraz duma, że nasz sportowiec stanął na szczycie. Przy okazji wczorajszego zwycięstwa nie możemy zapomnieć, że pracował na nie od wielu, wielu lat. Przypomnę, że w ubiegłym roku w mistrzostwach świata zdobył złoty medal na dużej skoczni. W tym roku jako jedyny wygrał cztery konkursy, z czego dwa ostatnie w niemieckim Willingen. Były to bardzo znaczące konkursy – ostatnie przed olimpiadą. Dawały one pogląd na to, jaką formę prezentują zawodnicy. Te dwa zwycięstwa dały też Kamilowi komfort psychiczny.

Nasz mistrz olimpijski od początku był faworytem...

– Owszem, Kamil Stoch do Soczi przyjechał jako faworyt i nie zawiódł. Jednak wczorajszy konkurs mógł skończyć się inaczej. Średnia skocznia jest obiektem, na którym różne rzeczy mogą się wydarzyć. Zawodnik musi wykazać się wielką formą. Kamil taką posiada. Jest znakomity technicznie. Do perfekcji opanował wszystkie elementy potrzebne do oddania idealnego skoku narciarskiego od momentu ruszenia z belki aż do momentu wylądowania. O tym, że wczorajszy drugi skok Kamila był perfekcyjny, świadczy fakt, że otrzymał dwie „dwudziestki”. Tymczasem sędziowie bardzo rzadko przyznają skoczkom „notę marzeń”, czyli 20 punktów. Polski zawodnik wygrał wczorajszy konkurs przewagą nieodnotowaną dotychczas w historii igrzysk na takim obiekcie. Było to ponad 12 punktów. Przypomnę, że 42 lata temu świętowaliśmy zwycięstwo Wojciecha Fortuny, który złoty medal zdobył w Sapporo w 1972 roku. Wówczas nasz skoczek pokonał rywali minimalną różnicą punktów. Teraz Kamil Stoch zdeklasował pozostałych zawodników, pozostawiając ich w swym cieniu.

Przed nami jeszcze dwa konkursy: indywidualny i drużynowy na dużej skoczni. Możemy spodziewać się kolejnego zwycięstwa?

– Na pewno wczorajszy konkurs pokazał, że możemy być optymistami. W sobotę Kamil Stoch również będzie zdecydowanym faworytem, a obiecująco prezentują się loty innych polskich zawodników. Maciej Kot był siódmy, na trzynastym miejscu wylądował Jan Ziobro. Pecha miał czwarty nasz skoczek – Dawid Kubacki, który po pierwszej serii był 31., więc zabrakło mu jednego miejsca, by walczyć w drugiej serii. Są to młodzi zawodnicy, którzy stoją u progu karier sportowych. Chciałbym tu zauważyć, że jeśli podliczylibyśmy noty każdego z polskich kadrowiczów uczestniczących we wczorajszym konkursie, to za występ na średniej skoczni mielibyśmy złoty medal. Polscy zawodnicy minimalnie wyprzedziliby Austriaków oraz Słoweńców, Norwegów czy Japończyków. Dlatego możemy spodziewać się, że Polacy staną drużynowo na podium, chociaż walka o ten medal na pewno nie będzie łatwa.

Triumf Kamila Stocha oddziałuje na całą drużynę?

– Oczywiście. Co prawda nie jestem na miejscu w Soczi, ale jestem pewny, że wczorajszy triumf Kamila sprawił, że panuje tam wspaniała, radosna i przy okazji pełna nadziei atmosfera. Kamil Stoch jest wzorem dla młodszych kolegów z drużyny, którzy na pewno będą chcieli przy nim także dać z siebie wszystko.

Często zdarza się, że przy okazji wielkich konkursów faworyci zawodzą. Kamil Stoch wytrzyma presję?

– Kamil nie powinien zawieść, gdyż jest bardzo mocny psychicznie. Zwróćmy uwagę, że doszły do nas informacje, że Kamil wczoraj czuł się fatalnie, bolała go głowa, miał lekki stan podgorączkowy. Trener Łukasz Kruczek nie bez przyczyny był przerażony. Jednak fachowa i natychmiastowa opieka medyczna skutecznie postawiła go na nogi. Wieczorem pokazał, że jest silny i chce walczyć. Dlatego wydaje mi się, że w najbliższą sobotę udowodni, że jest najlepszy, i będzie chciał ponownie wskoczyć na najwyższy stopień podium. Tego mu życzę.

Kilka lat temu Polskę zalała tzw. małyszomania. Teraz czeka nas stochomania?

– Patrząc na charakter Kamila, jego sposób bycia i życia, nie będzie „stochomanii”. Jestem pewny, że w przypadku Kamila naszą radość będziemy przeżywali z większą pokorą. Poza tym przez te kilka lat polskie społeczeństwo zmieniło się. W mojej ocenie, w czasie, kiedy wielką formę prezentował Adam Małysz, to Polacy potrzebowali takiego idola. Stąd też przeżywaliśmy „małyszomanię”. Nigdzie w świecie nie praktykuje się nazywania skoczni narciarskich imionami żyjących sportowców. Moim zdaniem, skocznia w Wiśle powinna mieć za patrona innego wspaniałego polskiego skoczka – Zdzisława Hryniewieckiego, który nie zdążył zdobyć złotego medalu na igrzyskach w Squaw Valley, gdyż miał fatalny upadek i do końca życia jeździł na wózku inwalidzkim.

Wspomniał Pan, że Kamil Stoch jest osobą skromną, a jednocześnie otwarcie mówi o swojej wierze...

 Zawsze otwarcie przyznawał się, że Bóg i wiara stanowią ważną część jego życia. W sobotę Kamil uczestniczył we Mszy Świętej. Takie wychowanie wyniósł z domu. Rodzice Kamila są wspaniałymi, mądrymi ludźmi, którzy potrafili dobrze pokierować syna i teraz mogą z dumą cieszyć się jego zwycięstwami. Dlatego nie dziwi mnie szachownica – symbol polskich lotników – umiejscowiona na jego kasku. To symboliczne, a zarazem mocne przesłanie. Ponadto jest on osobą bardzo skromną i inteligentną. Skończył studia, a jednocześnie od najmłodszych swoich lat ciężko pracował, ćwicząc. Wszystko to składa się na całość, która zaowocowała złotym medalem olimpijskim.

Dziękuję za rozmowę.

Izabela Kozłowska

NaszDziennik.pl