logo
logo

Zdjęcie: Piotr Drabik/ Licencja: CC BY 2.0/ Flickr

Krok czwarty: Chiny pokonane

Środa, 1 czerwca 2016 (12:33)

Było zdecydowanie trudniej, niż się spodziewaliśmy, ale polscy siatkarze pokazali charaktery, pokonali Chiny 3:2 i wykonali czwarty krok w stronę olimpijskiego awansu. Są już bardzo blisko Rio, ale muszą jeszcze postawić kropkę nad i.

Biało-Czerwoni byli zdecydowanymi faworytami dzisiejszego starcia w Tokio, choć wiedzieli, iż Chińczycy na rozgrywanym w Tokio interkontynentalnym turnieju kwalifikacyjnym pokazali się wcześniej z niezłej strony. Nie oczekiwali zatem spacerku, ale chyba nie spodziewali się też, że przyjdzie im stoczyć pięciosetowy maraton. W zasadzie mogą o to winić samych siebie, bo w pierwszych dwóch setach środowego pojedynku siebie… nie przypominali. Grali bowiem w tym okresie bardzo źle, popełniając masę niewymuszonych błędów. Ułatwiali w ten sposób rywalom życie, a dynamiczni, sprawnie poruszający się Azjaci prezenty wykorzystywali. Nasi momentami sprawiali wrażenie, jakby wyszli na boisko z przekonaniem, że pojedynek wygra się sam. Nie było takiej szansy, takie rzeczy w sporcie się nie dzieją.

Na szczęście nasi mają charaktery. Nie poddają się i po dwóch słabych setach porozmawiali ze sobą po męsku i wrócili na parkiet całkowicie odmienieni. Od początku trzeciej odsłony grali już swoje, a gdy swoje grają – rywale zazwyczaj nie mają wiele do powiedzenia, i to zdecydowanie mocniejsi od Chińczyków. W setach trzecim i czwartym emocji zatem wielkich nie było, nie było dlatego, że Polacy pokazali siatkówkę świetną, poza zasięgiem przeciwników. O wszystkim musiał zatem rozstrzygnąć tie-break, podobnie jak to miało miejsce we wcześniejszych spotkaniach z Kanadą oraz Francją. Biało-Czerwoni rozpoczęli go świetnie, od prowadzenia 4:1 i choć Chińczycy walczyli, nie za wiele mogli zrobić. Ostatecznie zatem nasi wygrali cały mecz 3:2 (26:28, 20:25, 25:16, 25:17, 15:10), odnosząc czwarte, kolejne zwycięstwo na imprezie w Tokio. Pozostali jedynym niepokonanym zespołem, choć stracili pierwsze miejsce w tabeli na rzecz Francji, która pokonała Australię 3:1 – po niewiarygodnym czwartym secie, wygranym przez Trójkolorowych 44:42 po 44 minutach walki.

Jutro podopieczni Stephane'a Antigi zmierzą się z najsłabszą w turnieju Wenezuelą i każdy inny wynik, niż pewne 3:0, będzie sensacją. A zwycięstwo praktycznie zapewni naszym olimpijski awans.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 31 sierpnia 2016 (10:27)

NaszDziennik.pl