logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Motywacji nam nie zabraknie

Niedziela, 11 lutego 2018 (22:19)

Stefan Horngacher, trener polskich skoczków narciarskich, nie był absolutnie zawiedziony ich występem w sobotnim konkursie olimpijskim, choć przyznał, że przy pewnej dozie szczęścia mieli oni szanse nawet na… trzy medale.

To z pewnością był jeden z najbardziej dramatycznych konkursów w historii igrzysk, szczególnie gdy przypomni się jego otoczkę: przejmujący mróz, późną porę, szalone porywy wiatru. W niemal zgodnej opinii wielu ekspertów, autorytetów od skoków, zawodników, tak byłych, jak i obecnych, rozgrywanie olimpijskich zmagań w takich warunkach mijało się z celem, bo je wypaczało. Widok zawodników na siłę sadzanych na belce startowej, a potem kilkakrotnie z niej ściąganych, trzęsących się z zimna i emocji, niepewnych, był wręcz przejmujący, przecież oni na występ w Pjongczangu pracowali przez cztery ostatnie lata. Dawid Kubacki jako pierwszy z naszych przekonał się, że gdy aura nie pozwoli, nawet będąc w najlepszej formie, niczego nie da się zdziałać. Miał walczyć o medal – zduszony przez podmuch wiatru, nie awansował w ogóle do finałowej serii. Po niej prowadzili Stefan Hula i Kamil Stoch, ale ostatecznie żaden z nich nie stanął na podium. W przypadku Huli zadecydowały o tym punkty, wręcz hurtowo odjęte za, rzekomo, korzystny wiatr. Korzystny? Wszyscy byli zdziwieni, by nie rzec zaszokowani, liczbą punktów, jakie nasz reprezentant musiał odjąć od swojej noty. To one przesądziły o tym, że nie zdobył medalu.

Stefan Horngacher przyznał dziś, że nie jest w najmniejszym stopniu zawiedziony występem swych podopiecznych. – Fakt, wynik nie był dla nas dobry, bo liczyliśmy na medal. Nie zdobyliśmy żadnego, ale mieliśmy szanse na zwycięstwo, dwa medale, nawet trzy. Zabrakło nam jednak szczęścia. Zawodnicy oddawali bardzo dobre skoki, takie, jak oczekiwałem. Druga seria okazała się niestety nie do końca sprawiedliwa. W przypadku Stefana sądziłem, że zajmie miejsce na podium, trudno mi wytłumaczyć, skąd się wzięła taka liczba punktów odjętych za wiatr – przyznał szkoleniowiec naszej reprezentacji.

Austriak chwalił i bronił każdego, nawet Kubackiego, który przecież odpadł już po pierwszej serii rywalizacji. – To nie była jego wina. Oddał naprawdę dobry skok, jednak w tych warunkach nie miał żadnych szans – podkreślił trener. Nie miał uwag do Stocha, który, teoretycznie, w finałowej próbie stracił podium. – Drugi skok Kamila był najlepszym, jaki oddał na tym obiekcie. Odległość, jaką musiał osiągnąć, była jednak nieosiągalna – dodał.

Po sobotnim konkursie nie brakowało głosów, że w drugiej, szalonej i niesprawiedliwej serii, powinien on zostać przerwany. – Odwoływanie zawodów nie leży w moich kompetencjach, my, trenerzy, o tym ze sobą nie rozmawialiśmy. Ale kiedy Simon Ammann był pięć razy zdejmowany z belki, powinna była nastąpić przerwa i spotkanie sędziów – podkreślił Horngacher.

Po konkursie rozmawiał oczywiście z zawodnikami. Wiedział, że niektórzy z nich będą mieli przed sobą ciężką, nieprzespaną noc. – Zapewniłem ich, że jestem bardzo zadowolony z tego, co pokazali, i że czasami po prostu trzeba zaakceptować to, że człowiekowi zabraknie szczęścia. Czwarte i piąte miejsce to też sukces. Motywacji nam nie brakuje, przed nami zmagania na dużej skoczni i w tej chwili tylko one się dla nas liczą – przyznał Austriak, stanowczo zaznaczając, że zawodnicy są świetnie przygotowani do rywalizacji i nie mogą doczekać się kolejnych konkursów. Tak indywidualnego, jak i drużynowego, w których będą mogli spełnić swe marzenia.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 11 marca 2018 (11:22)

NaszDziennik.pl