logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Błysk? Potrzebny jutro

Piątek, 16 lutego 2018 (22:28)

Polscy skoczkowie może nie zabłysnęli podczas dzisiejszych kwalifikacji do konkursu na dużym olimpijskim obiekcie w Pjongczangu, ale nie miało to znaczenia, bo przebrnęli je pewnie, a w bojowej gotowości mają być jutro.

Na starcie zjawiło się ich czterech: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Stefan Hula i Maciej Kot. We czterech awansowali do konkursu, czego akurat byliśmy pewni, bo tylko jakaś niespodziewana i nieplanowana katastrofa mogła któremuś z naszych reprezentantów stanąć na drodze. Najlepiej spośród Biało-Czerwonych wypadł Stoch, który skoczył 131,5 i zajął siódme miejsce. Jak to? Dopiero siódme? Dało się słyszeć i takie głosy, szczególnie że lider naszej kadry wcześniej błyszczał w sesjach treningowych i serii próbnej, zawsze plasując się w ich czołowych trójkach. Dziś to nie było jednak konieczne. Stoch musiał wykonać zadanie, polecieć tak, by bez problemu zapewnić sobie awans. A że przy okazji jego dzisiejsza próba daleka była od doskonałości i można się było w niej doszukać jakiś błędów? Trener Stefan Horngacher przyzwyczaił do tego, że wyłapuje je błyskawicznie, a potem w błyskawicznym tempie przekazuje podopiecznym, co zrobili źle, co powinni poprawić, a oni wcielają to w życie. Nie ma wątpliwości – jutro Stoch powalczy o medal, tego możemy być pewni.

Dziś w Pjongczangu błysnął za to ten, który do tej pory znajdował się w cieniu kolegów z kadry. Maciej Kot, bo o nim mowa, w pięknym stylu pofrunął bowiem aż 138 m, ale że przy okazji mocno powiało mu pod narty, stracił sporo punktów. Zajął w kwalifikacjach ósme miejsce, tuż za Stochem.

Dawid Kubacki i Stefan Hula wylądowali w tym samym miejscu, na 127 m, a że towarzyszył im nieco inni wiatr, uplasowali się na pozycjach 14. i 18. Nie błysnęli, ale dlaczego mieliby nie błysnąć jutro?

Kwalifikacje padły łupem Norwegów, którzy potwierdzili, iż znajdują się w rewelacyjnej formie. Wygrał Robert Johansson (135), a drugie miejsce zajął jego rodak, Johann Andre Forfang (137). Na podium uplasował się jeszcze Ryoyu Kobayashi, który zgodnie został okrzyknięty bohaterem dnia. Japończyk poszybował bowiem niesamowite 143,5 m, aż o cztery metry bijąc rekord obiektu. To nic, że skorzystał z wyjątkowo „pomyślnego” wiatru, też trzeba umieć to uczynić. Mistrz olimpijski z soboty, Niemiec Andreas Wellinger, uzyskał czwarty wynik – 135 m.

Jutrzejszy konkurs zapowiada się porywająco, nie sposób wskazać jednego faworyta, łatwiej nawet sześciu-ośmiu, a nawet dziesięciu zawodników, z których każdy może pokusić się o złoty medal. W tym gronie są Norwegowie, Niemcy, Austriacy, są i Polacy. Stocha z pewnością stać na wszystko. Jeśli trafi na swój dzień, fantastycznie może pofrunąć Kubacki, na niespodziankę czyha Hula, na dużym olimpijskim obiekcie potrafi latać Kot. Polacy są mocni, będą mocni jutro, ale czekać ich będzie niebywale trudna rywalizacja.

 

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl