logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Skoczkowie z olimpijskim brązem!

Poniedziałek, 19 lutego 2018 (20:09)

Polscy skoczkowie narciarscy po porywającej i stojącej na najwyższym poziomie walce zostali dziś w Pjongczangu brązowymi medalistami olimpijskimi w konkursie drużynowym. Biało-Czerwoni okazali się minimalnie gorsi od Niemców, a po złoto sięgnęli bezkonkurencyjni Norwegowie.

Piękny był to konkurs, od samego początku trzymający w napięciu. A przy tym spokojny, bo nasi od pierwszych skoków prezentowali się doskonale, pewnie, jakby czuli, że nic złego spotkać ich nie może. Widać było, że są w kapitalnej formie, gotowi do rywalizacji o najwyższe cele, że presja im niestraszna, że nie obawiają się rywali, że mogą wszystko. Oglądanie ich popisów było przy tym o tyle łatwiejszym zadaniem, że szybko stało się praktycznie przesądzone, że… zdobędą medal. Tylko po pierwszej kolejce znajdowali się poza podium. Wtedy to Austriacy posłali do boju swego największego asa, Stefana Krafta. I on okazał się minimalnie lepszy od Kota. Polacy zajmowali wówczas czwarte miejsce, bo na czele plasowali się Norwegowie, przed Niemcami.

W drugiej kolejce Stefan Hula wyprowadził naszą ekipę na trzecią pozycję i Biało-Czerwoni poza podium się już nie znaleźli. Po każdym kolejnym skoku zwiększali przewagę nad Austriakami, którzy tylko mogli bezradnie i z zazdrością obserwować, jak Dawid Kubacki i Kamil Stoch zbliżali się do granicy 140 m. Podopieczni Stefana Horngachera fruwali jak na skrzydłach. Pięknie, daleko, dokładnie tak, jak oczekiwał trener. W zasadzie trudno było nawet znaleźć w naszej drużynie tych lepszych i gorszych. Przykładowo, niby Kubacki uzyskiwał lepsze noty i odległości od Kota, ale dla tego drugiego igrzyska w Pjongczangu były trudne. Trudniejsze. W zmaganiach indywidualnych nie błyszczał, na pewno nie tak, jak sam by tego się spodziewał choćby przed rokiem, gdy w imponującym stylu wygrywał próbę przedolimpijską. Dziś jednak pan Maciej udowodnił, że jest prawdziwą częścią drużyny. Jej elementem, bez którego nie działa należycie. Dołożył swoją wielką cegiełkę do sukcesu.

Po pierwszej serii Polacy plasowali się na trzecim miejscu, mając już brąz w kieszeni. Z ogromną przewagą nad Austriakami i z minimalną stratą do Niemców oraz Norwegów. Nadzwyczajne próby Kubackiego i Stocha zbliżyły bowiem naszych nie tylko do reprezentantów Niemiec, ale i Skandynawów. Wtedy każdy scenariusz zdawał się realny, każdy medal możliwy. Srebrny, nawet złoty.

Z marzeniami o złocie nasi i Niemcy pożegnali się jednak szybko, bo – powiedzmy to sobie szczerze – Norwegowie byli dziś poza zasięgiem. Wszystkie te trzy ekipy spisywały się rewelacyjnie, ale Skandynawowie mieli to coś, dzięki czemu fruwali minimalnie dalej. Mistrzami olimpijskimi zostali zasłużenie, trzeba im to oddać. Byli najlepsi. Polacy i Niemcy o srebro rywalizowali do samego końca, i to porywająco. Po skoku Huli nasi przesunęli się na drugie miejsce. Utrzymali je po próbie Kubackiego, mając nad Niemcami niespełna punkt przewagi. O losach srebrnego medalu mieli zatem rozstrzygnąć dwaj mistrzowie olimpijscy. Stoch i Andreas Wellinger. Obaj skoczyli… bliżej, niż się wszyscy spodziewali. Pięknie, ale bliżej, lądując solidarnie na 134,5. Niemiec wystartował jednak przy minimalnie gorszym wietrze, otrzymał minimalnie wyższe noty, dlatego to on wraz z kolegami cieszył się po chwili ze srebra. Stoch przez moment wyglądał na nieco zmieszanego, zawiedzionego, jednak szybko musiał poczuć – choćby widząc szczęśliwe twarze kolegów – że osiągnął coś nadzwyczajnego. Że zdobył medal w konkursie drużynowym, drugi dla Polski w Pjongczangu, swój czwarty olimpijski w karierze. – Kamil może przegrał rundę, ale wygrał walkę – pięknie o koledze wyraził się Kot, przyznając, że dziś nie było mu łatwo. – Po konkursach indywidualnych nie czułem się najlepiej. Ale teraz mogę powiedzieć, że zrealizowałem zadanie, że cieszę się i czuję wielką radość, będąc częścią takiego zespołu – podkreślił. – Walczyliśmy do końca, pokazaliśmy ducha walki, udowadniając, że nigdy się nie poddajemy – dodał Hula. – Krążek olimpijski jest spełnieniem marzeń każdego sportowca. Nieliczni mają okazję o niego rywalizować, a my go zdobyliśmy – przyznał Kubacki.

– I znów niesamowite emocje, i znów szczęśliwe zakończenie. Po swoim drugim skoku Kamil był mocno zawiedziony. Uważał, że mocno spóźnił wyjście z progu i zepsuł tę próbę. Ale mamy medal i to jest najważniejsze. Na pewno wszyscy są szczęśliwi, a nawet jeśli teraz któryś z nich odczuwa niedosyt, z czasem to osiągnięcie nabierze wartości. W końcu mamy medal olimpijski w drużynie! – podsumował Adam Małysz, ikona skoków narciarskich. Czterokrotny medalista olimpijski, ale nigdy złoty i nigdy w drużynie. On doskonale wie, o czym mówi.

Wyniki:

1. Norwegia (Daniel-Andre Tande, Andreas Stjernen, Johann Andre Forfang, Robert Johansson) 1098,5 pkt (545,9/552,6)

2. Niemcy (Karl Geiger, Stephan Leyhe, Richard Freitag, Andreas Wellinger) 1075,7 (543,9/531,8)

3. Polska (Maciej Kot 129,5+133 m, Stefan Hula 130+134, Dawid Kubacki 138,5+135,5, Kamil Stoch 139+134,5) 1072,4 (540,9/531,5)

4. Austria 978,4 (493,7/484,7)

5. Słowenia 967,8 (492,4/475,4)

6. Japonia 940,5 (475,5/465,0)

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 17 marca 2018 (17:57)

NaszDziennik.pl