logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Bohaterowie już z medalami

Wtorek, 20 lutego 2018 (21:11)

Gdy polscy skoczkowie narciarscy odbierali dziś brązowe medale zdobyte w poniedziałkowym konkursie drużynowym, w tle dało się słyszeć nurtujące wszystkich pytania o przyszłość trenera Stefana Horngachera.

Dla Kamila Stocha, a przede wszystkim Macieja Kota, Stefana Huli i Dawida Kubackiego poniedziałek i wtorek były bodaj najważniejszymi dniami w dotychczasowych karierach. Trzej nasi reprezentacji spełnili bowiem największe marzenie każdego sportowca, zdobyli olimpijski medal, ten najbardziej upragniony i najważniejszy. Stoch wcześniej trzykrotnie doświadczył tego szczęścia, za każdym razem w zawodach indywidualnych, za każdym razem sięgając po złoto. W poniedziałek zapewnił sobie brąz, niby najmniej cenny z tych krążków, ale tylko teoretycznie. To był bowiem brąz wyjątkowy, niezwykły, zdobyty z kolegami, w drużynie, gdzie wszystko – albo przynajmniej niemal wszystko – począwszy od emocji, skończywszy na odpowiedzialności, jest inne.

Wczoraj Biało-Czerwoni ów medal sobie zapewnili, dziś go odebrali. Na ceremonię przyszli skupieni, dało się nawet zauważyć, że poza Stochem specjalnie się nie uśmiechali, cały czas zachowując wręcz powagę. Nie brało się to oczywiście z tego, że czuli się „zawiedzeni” brązem i brakiem srebra, przegranego z Niemcami w ostatniej chwili. Dziś żaden z naszych reprezentantów nawet nie pomyślał, że zdobył „tylko” brąz. Wczoraj trzech również, z wyjątkiem… Stocha, który przez chwilę miał do siebie pretensje o finałową próbę. Dziś trzykrotnemu mistrzowi olimpijskiemu już „przeszło”, a jak tłumaczył, pomogło, gdy uświadomił sobie, że dał z siebie wszystko i zrobił wszystko najlepiej, jak umiał. A że minimalnie lepszy okazał się rywal? Cóż, taki jest właśnie sport.

A wracając do braku uśmiechów na twarzach trójki Biało-Czerwonych. „Powód” wyjaśnił Hula. – Dekoracja była dla nas ogromnym przeżyciem, Kamil już zdążył się do niej przyzwyczaić – powiedział. Stąd brało się skupienie, powaga, wynikające ze świadomości istoty tej chwili.

Brązowe medale pięknie wyglądały na szyjach naszych zawodników, będąc najlepszą nagrodą za ich pracę i dowodem fantastycznej sportowej klasy osiągniętej pod okiem trenera Horngachera. Od wczoraj przyszłość Austriaka stała się jednym z najważniejszych tematów sportowej Polski. Jak wiadomo, jego kontrakt wygasa wraz z końcem obecnego sezonu. Pytany o przyszłość, powtarzał wcześniej „po igrzyskach”, teraz mówi „w swoim czasie”. Nikt nie ma wątpliwości, że jest ojcem sukcesów z ostatnich dwóch lat. Ich architektem, kreatorem, dla podopiecznych surowym nauczycielem i świetnym przyjacielem, zawsze dbającym o ich dobro. Stoch już dawno prosił, by z Horngacherem o przedłużeniu umowy rozmawiać. O takiej konieczności często wspominał też Adam Małysz, mówiąc przy okazji, że szkoleniowiec miał mu obiecać, że z Polski się nie ruszy (a nie jest tajemnicą, że o jego zatrudnieniu marzą rodacy pogrążeni w kryzysie). Prezes PZN Apoloniusz Tajner nie ma jednak zamiaru spieszyć się z żadnymi ruchami, wychodząc z założenia, że na parafowanie umowy przyjdzie właściwy moment, we właściwym miejscu. Na pewno nie dziś i nie jutro, na pewno nie tuż po powrocie z Korei.

Nasi skoczkowie do samolotu lecącego do kraju wsiądą w czwartek. Jutro wcielą się w rolę olimpijskich kibiców, prawdopodobnie pójdą oglądać rywalizację w big air – debiutującej w programie igrzysk konkurencji snowboardowej.

Piotr Skrobisz

Aktualizacja 17 marca 2018 (17:56)

NaszDziennik.pl