logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Skoczkowie wrócili i… Mówią o przyszłości!

Czwartek, 22 lutego 2018 (21:37)

Choć w polskich skoczkach narciarskich nadal aż kipią olimpijskie emocje, już zastanawiają się nad tym, co może ich spotkać w przyszłości i obiecują, że głód sukcesu i chęć rozwoju w nich nie osłabła. Dziś nasi wrócili z Pjongczangu do kraju.

Tego, że zostaną gorąco powitani, mogli się spodziewać i tak oczywiście było. Na lotnisku czekała na nich spora grupa kibiców, czekał minister sportu, który w wzniosłych słowach podkreślił, że polscy skoczkowie są po prostu „wielcy”. – Dziękuję za waszą postawę i walkę, za to, co zrobiliście dla Polski, za wzór, jakim jesteście, wzór profesjonalizmu, poświęcenia i miłości do biało-czerwonych barw – powiedział Witold Bańka. Na Okęciu zjawili się wszyscy medaliści, czyli Kamil Stoch, Maciej Kot, Dawid Kubacki i Stefan Hula, zjawił się Piotr Żyła, który ostatecznie w żadnym z olimpijskich konkursów nie wystąpił, zjawił się trener Stefan Horngacher i Adam Małysz, dyrektor ds. skoków i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim.

Wszyscy dziękowali kibicom – za ich wsparcie, potrzebne gdy idzie, niezbędne, gdy jest trudniej. Jak choćby po pierwszym konkursie w Pjongczangu, gdzie Stoch i Hula w dramatycznych okolicznościach przegrali medale. – Osiągnęliśmy wiele dzięki temu, że zostaliśmy świetnie przygotowani do sezonu. Przez to, nawet gdy popełnialiśmy małe błędy, byliśmy w stanie walczyć o najwyższe cele. Gdzie tkwi nasza tajemnica? W zespole. Mam tu na myśli trenerów, cały sztab szkoleniowy, nas, zawodników, którzy wykonują postawione przed nimi zadania. Każdy w nas w pewnym momencie uwierzył, że możemy razem odnosić sukcesy i to okazało się momentem zwrotnym – podkreślił Stoch. – Daliśmy z siebie wszystko, dokładnie sto procent. Nie było łatwo, lecz pracowaliśmy na swój sukces do samego końca – dodał Kubacki.

Ich koledzy mówili natomiast o przyszłości. – Cieszymy się z tego, co osiągnęliśmy, a każdy z nas nadal będzie robił wszystko i walczył, by godnie i jak najlepiej reprezentować kraj – przyznał Hula.

– Wciąż jest w nas głód sukcesów. To bowiem nie koniec, a dopiero pewien etap na naszej wspólnej drodze. Cały czas jesteśmy napędzani ogromną motywacją, by dawać z siebie jeszcze więcej w kolejnych latach. W Pjongczangu zdobyliśmy pierwszy, historyczny medal w konkursie drużynowym, lecz wierzę, że nie był to medal ostatni, że następne przed nami. Tkwią w nas rezerwy, chcemy pracować, poprawiać się – powiedział.

Trener Horgnacher przyznał wprost: – Jestem dumny z tego, że prowadzę reprezentację Polski. Ale, choć był o to nagabywany kilkukrotnie, nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, czy zostanie z nią na dłużej. A to w tej chwili, po olimpijskich emocjach, bodaj najważniejsza sprawa w naszych skokach, bo dotycząca ich przyszłości. Austriak ma kontrakt ważny do końca obecnego sezonu. Nie jest tajemnicą, że posiada wyrobioną markę, że na trenerskim rynku uchodzi za absolutnego profesjonalistę i fachowca najwyższej klasy, że są chętni, którzy wyłożyliby wielkie pieniądze, by go zatrudnić. Choćby rodacy. Co na to sam zainteresowany?

– Olimpijski medal był moim marzeniem, zawodnicy zdobyli dwa. Co do przyszłości… Na razie nic nie jest rozstrzygnięte, ale pracujemy. W Pjongczangu odbyliśmy pierwsze rozmowy, wszystko wyjaśni się w Planicy, podczas ostatnich pucharowych konkursów – przyznał.

Małysz dodał, że prezes PZN Apoloniusz Tajner zaproponował trenerowi czteroletni kontrakt, aż do następnych igrzysk. – Wszystko jest na dobrej drodze – dodał „orzeł z Wisły”. Czy to była zapowiedź szczęśliwego finału negocjacji?

Piotr Skrobisz

NaszDziennik.pl